17-letni Marc Stendera pochodzi z miasta, w którym tworzyli Wilhelm i Jacob Grimm. Obecnie pisze swoją własną bajkę. I trzeba przyznać, że idzie mu to nadzwyczaj dobrze.
Kiedy ktoś mówi o niemieckiej piłce, wszyscy od razu kojarzą to z Bayernem Monachium, ewentualnie Borussią Dortmund. Jeśli chodzi o szkolenie młodzieży, bardzo dobre efekty osiąga Schalke Gelsenkirchen. Bohater tego tekstu został wychowany nie dzięki klubowym akademiom, ale wspaniale funkcjonującemu systemowi szkolenia w całych Niemczech.

Marc Stendera przyszedł na świat 10 grudnia 1995 roku w Kassel, mieście słynącym z XVIII-wiecznego pałacu, odbywającej się co pięć lat wystawie Documenta i muzeum poświęconemu braciom Grimm, którzy przez pewien czas mieszkali i tworzyli w Kassel. Dwa lata po urodzeniu Marca miejscowy klub KSV Hessen, który przez wiele lat występował w 2. Bundeslidze, upadł, lecz został reaktywowany już rok później. W wieku czterech lat Stendera rozpoczął swoją przygodę z piłką, ale nie w KSV Hessen, tylko w TSV Heiligenrode, klubie z Niestetal, położonego pod Kassel. Tam był kształcony przez osiem lat, aż przeniósł się do oddalonego o dziesięć kilometrów Vellmar i zaczął grać w tamtejszym OSC. Kto wie, czy Stendera przez całą swoją karierę nie kopałby się z przeciwnikami w Oberlidze i innych temu podobnych rozgrywkach, gdyby w 2010 roku nie wypatrzył go Eintracht Frankfurt, klub, który swoje triumfy święcił bardzo dawno temu, a gdzieś od narodzenia Stendery balansuje pomiędzy 1. a 2. Bundesligą. Wcześniej piłkarz nie grał w reprezentacji Niemiec. Rok po przyjściu do Frankfurtu jako 15-latek zadebiutował w kadrze U17. Do tej pory zgromadził na swoim koncie dziewięć spotkań w reprezentacjach juniorskich, w których zdobył pięć goli.
Warte podkreślenia jest jedno wydarzenie z jego dotychczasowej kariery reprezentacyjnej, które na pewno dało wiele do myślenia młodemu zawodnikowi. Kadra na mistrzostwa Europy U17 w Słowenii wydawała się skompletowana, jednak selekcjoner postanowił na ostatni mecz towarzyski powołać Stenderę, który w 22 meczach B-Jugend zdobył 17 goli. W sparingu przeciwko reprezentacji Austrii zdobył dwa gole i wywalczył sobie bilet do Słowenii. Tam w pierwszym meczu, wchodząc z ławki, spisał się na tyle dobrze, że w kolejnym zagrał od pierwszej minuty i strzelił gola na wagę zwycięstwa. W półfinale zanotował asystę przy jedynym trafieniu w meczu z Polską, oczywiście po rzucie rożnym. Z kornera asystował też w finale, w którym grał od drugiej połowy. Niestety dla niego i kolegów w serii rzutów karnych nie wykorzystał „jedenastki”, która zaważyła na mistrzostwie Holendrów. Zamiast asyst i bramki Stendera został więc zapamiętany jako jedyny, który nie wykorzystał rzutu karnego w serii „jedenastek”.









