Przez kłopoty finansowe Parmy Torino gra w tym sezonie w Lidze Europy. Niektórzy kibice właśnie w europejskich wojażach dopatrują się słabszej dyspozycji zespołu Giampiero Ventury w Serie A. Takie postawienie sprawy jest jednak zbyt płytkim wyjaśnieniem problemów klubu, któremu kapitanuje Kamil Glik. Sprawa jest o wiele bardziej złożona, ale jej epicentrum to letnie mercato.
Skąd w ogóle rozczarowanie? Przecież Torino nie jest obecnie wielkim klubem, a w tej chwili plasuję się poza strefą spadkową, wydawałoby się więc, że nie ma powodów do narzekań, że sezon nie jest ani na plus, ani na minus. Ot, zwyczajny klub, który regularnie broni się przed spadkiem, a z drugiej strony daleko mu do środka tabeli. Aby odpowiedzieć na to pytanie, należałoby obejrzeć zeszłe rozgrywki w wykonaniu drużyny z Piemontu. A te były dla Torino bardzo dobre. Co prawda klub nadal tkwił w cieniu swojego wielkiego rywala zza miedzy, ale siódme miejsce na koniec sezonu 2013/2014 trzeba uznać za niebagatelny sukces.
Ten sukces spoczywa na barkach trzech osób – Ciro Immobilego, Alessio Cerciego oraz szkoleniowca Giampiero Ventury. Sam Cerci i Immobile strzelili wówczas 35 z 58 goli dla „Granata”, co stanowi 60% dorobku strzeleckiego, a warto dodać, że liczymy tylko gole. Immobile został królem strzelców Serie A i był pierwszym zawodnikiem Torino, który uzyskał ten tytuł od sezonu 1977/1978. Cerci zaś był motorem napędowym w ofensywie, Immobile bez niego na pewno nie trafiłby tyle razy do siatki rywali. Pierwszy po sezonie odszedł do Borussii Dortmund, w której na razie idzie mu jak po grudzie, drugi zaś trafił na finiszu mercato do Atletico Madryt i jemu również tam nie idzie. O ile Immobile raczej wychodzi w pierwszym składzie BVB, o tyle łączy czas Cerciego na placu gry w obecnych rozgrywkach to… 82 minuty. Nieudolność tego piłkarza w barwach zespołu Diego Simeone najlepiej obrazuje ten krótki filmik.
https://vine.co/v/OeDmTOwL15T
Giampiero Ventura zaś odegrał w tym kluczową rolę. Dał Cerciemu i Immobilemu pozwolenie na dużo improwizacji w ataku, zachowując zarazem żelazną dyscyplinę taktyczną w pozostałych formacjach. W bramce stabilny Padelii, obroną kierował (i nadal kieruje) Glik, u jego boku wyśmienicie rozwinął się Darmiam, w pomocy wiodącymi postaciami byli Farnerud i Vives, a w ataku wspomniana wcześniej i nieobecna już dwójka. Torino cechowały bardzo dobrze ułożona defensywa składająca się z trójki stoperów i gra bazująca na improwizacji w ataku. W meczach z silniejszymi drużynami drużyna po prostu stawiała słynny autobus i liczyła na szybkie kontrataki.
Czy więc powód dzisiejszego 15. miejsca to wyłącznie odejście dwóch gwiazd zespołu? Cóż, działa to na podobnej zasadzie jak w Liverpoolu w tym momencie. Tam mówi się przecież o odejściu Suareza i kontuzji Sturridge’a. Oczywiście te zdarzenia miały wpływ na drużynę, ale bezpośrednią przyczyną gorszych rezultatów jest potrzeba czasu na wdrożenie schematów, w których owych zawodników już nie ma (lub będą, ale po jakimś czasie jak w przypadku kontuzji Sturrigde’a). Inna sprawa, to fakt, że następcy Cerciego i Immobilego to zdecydowanie niższa półka sportowa. Amauri i Quagliarella mają już swoje lata i na dłuższą metę nie są zawodnikami perspektywicznymi, którzy mogliby być wzmocnieniem na lata. Bliżej im do zakończenia kariery, ale to nie oznacza, że nie warto im się przyjrzeć. Z tej dwójki lepiej spisuje się piłkarz kupiony z Juventusu, bo Quagiarella to obecnie najlepszy snajper Torino w Serie A z czterema bramkami na koncie.











