Za nami ostatni mecz mistrzostw świata 2014, w których padło 171 bramek. To najlepszy wynik, od kiedy na mundialu grają 32 zespoły. Taki sam odnotowano tylko we Francji, 16 lat temu. Nie ulega wątpliwości, że w dużej mierze gwiazdami wcale nie byli napastnicy i bramkostrzelni pomocnicy, ale piłkarze odpowiadający za defensywę.Messi, Ronaldo, Higuain, Benzema, Neymar, van Persie, Robben, Costa, Iniesta, Rooney. To tylko niektórzy piłkarze, którzy mieli być czołowymi w minionych mistrzostwach. Część z nich tym oczekiwaniom podołała, inni zawiedli lub nie dali z siebie tyle, ile od nich oczekiwano. W trakcie brazylijskiego mundialu można było jednak dostrzec pewien trend – coraz więcej mówiono o piłkarzach defensywnych, którzy strzegli dostępu do własnej bramki. To oni zaczęli zbierać najwięcej pochwał, na równi, a czasami nawet częściej, niż bohaterowie akcji ofensywnych.
Mundial bramkarzy
To stwierdzenie pojawiło się już w fazie grupowej. Niesamowity mecz przeciwko Brazylii rozegrał Guillermo Ochoa, który potem tylko się rozkręcał i na pewno bardzo szybko znajdzie nowy klub. Swoją klasę w każdym meczu potwierdzał Manuel Neuer, na nowo definiujący swoją pozycję. Świetni na linii byli za to Rais Mbohli czy Keylor Navas, który niesamowicie ratował swój zespół przed atakami rywali, a poległ dopiero przy karnych wykonywanych przez Holendrów. Niesamowity rekord szesnastu obronionych strzałów w jednym meczu mistrzostw świata ustanowił Tim Howard. A co byśmy mówili, gdyby akurat w słabszej dyspozycji nie byli Iker Casillas i Gianluigi Buffon?
Oczywiście nie obyło się również bez spektakularnych wtop, jak chociażby w wykonaniu Igora Akinfeeva. Nie należy również zapominać, że żeby z bohatera zrobić bohatera, potrzeba błędów obrońców, a także nieskuteczności napastników. I tak, jeśli za niektóre interwencje (do głowy przychodzą mi przede wszystkim Mbohliego po strzale Lahma i Ochoi po główce Neymara) należy bić brawo, to przy innych trzeba ganić napastników. Choć pewien były bramkarz stwierdził kiedyś, że bycie golkiperem opiera się głównie na tym, żeby dawać w siebie strzelać. To też sztuka.
Nowoczesny czy tradycyjny obrońca?
Wczorajszy finał wcale nie okazał się pojedynkiem Messiego z Müllerem czy Klosego z Higuainem. Główne role odgrywali dwaj defensywni pomocnicy: Schweinsteiger i Mascherano. Piłkarz Barcelony wydawał się mieć przynajmniej ze dwa klony na boisku, bo był w stanie zablokować wszystko, pomijając jedną jedyną wrzutkę Schürrlego. Imponował odbiorem, ustawianiem się i walecznością, ale oprócz do tego dokładał dobre pierwsze podanie i kontrolował tempo gry. Podobną rolę pełnił Schweinsteiger, który miał może nieco mniej pracy w obronie, ale wystarczyło spojrzeć na jego twarz po spotkaniu, żeby zobaczyć, ile w tym meczu musiał się napracować. Obaj rozegrali świetny mecz i wspaniały turniej, choć nieco bardziej wszyscy (słusznie) zachwycają się Mascherano. I to właśnie on, a nie Messi, bezwzględnie znajdzie się we wszystkich jedenastkach turnieju.
A kogo można wyróżnić z obrońców? Na pewno parę obrońców mistrzów świata, czyli Hummelsa z Boatengiem. Osobiście bardziej podobał się ten drugi, choć przed turniejem miałem sporo obaw o jego dyspozycję. Grał jednak świetnie, zarówno po prawej stronie, jak i w środku. Również duet Demichelis – Garay zebrał mnóstwo pochwał. Nieprawdopodobna wręcz ilość odbiorów zwróciła uwagę całego świata na Vlaara, a turniej życia rozegrał Yepes. W świetnie zorganizowanej drużynie kostarykańskiej wyróżniał się Giancarlo Gonzalez. Celowo pominąłem Philippa Lahma czy Marcosa Rojo, bo oni błyszczeli również w ofensywie. Nie można jednak nie odwołać się do Dirka Kuyta, który jeszcze niedawno występował w ataku, a mundial w Brazylii rozegrał na bokach obrony. To pokazuje, jaki to był turniej.










