Kiedy masz 16 lat i trafiasz na Santiago Bernabeu za niespełna 3 miliony euro, to może się wydawać, że świat stoi przed tobą otworem. Zostajesz okrzyknięty talentem stulecia, największą nadzieją podupadającej piłki w swoim kraju. Tak było w doskonale wszystkim znanym przypadku Martina Odegaarda – Norwega, który dokładnie cztery lata temu trafił do Madrytu. Czy jednak wszystko poszło zgodnie z planem?15 lat i debiut w seniorskim zespole norweskiego pierwszoligowca, Stromsgodset, którego jest wychowankiem. To nie mogło przejść niezauważone przez skautów najsilniejszych klubów w Europie. Wieść o fenomenalnym nastolatku urodzonym w Drammen rozeszła się tak szybko, że Real musiał działać błyskawicznie. Odegaard trafił więc do Madrytu, otrzymując kontrakt na poziomie 80 tys. funtów tygodniowo. 3 miliony euro, czyli kwota, jaką otrzymał za niego jego macierzysty klub, to do dziś rekordowy transfer w jego historii.
Złote dziecko
Umówmy się, że poziomu norweskiej Eliteserien nie można zakwalifikować nawet jako przeciętnego. Wedle rankingu UEFA plasuje się ona na 23. miejscu, chociażby za Cyprem czy Białorusią, wciąż jednak dwie lokaty wyżej od Polski. Podczas gdy w bieżącym sezonie Norwedzy mieli swojego reprezentanta przynajmniej w Lidze Europy, to my nie mogliśmy się poszczycić ani jednym.
Mimo wszystko gdy mamy do czynienia z debiutem w seniorskim zespole nawet w takiej lidze w wieku zaledwie 15 lat, to jest to coś wyjątkowego. Odegaard swój pierwszy mecz w norweskiej I lidze rozegrał 13 kwietnia 2014 roku. 18 minut w meczu z Aalesund wystarczyło mu, by zapisać się w annałach futbolu jako najmłodszy debiutant w tamtejszej lidze. Dodatkowo był to debiut niezwykle udany, gdyż zaliczył asystę, a filmiki z jego popisami w tym spotkaniu okrążyły cały internet.
To, na co można było zwrócić uwagę, to charakterystyczny sposób poruszania się młodziutkiego piłkarza. Styl prowadzenia piłki łudząco podobny do najlepszych piłkarzy na świecie, świetny balans ciałem, a przy tym wszystkim utrzymywanie równowagi. To wszystko pozwalało już po jego pierwszym występie stwierdzić, że Odegaard ma w sobie to magiczne „coś”.
Pod obserwacją
Nic więc dziwnego, że po kilku następnych spotkaniach pomocnik stał się obiektem obserwacji nie tylko ze strony mediów, lecz także ze strony czołowych europejskich klubów. Liverpool, Barcelona, Bayern – od zainteresowania ze strony takich klubów każdemu mogłoby przewrócić się w głowie. Sam Karl-Heinz Rummenigge, prezes Bayernu Monachium, w takich słowach wypowiadał się Odegaardzie.
Jest absolutnie wyjątkowym talentem, określiłbym go talentem stulecia. Ponadto to bardzo dojrzały jak na swój wiek facet. Karl-Heinz Rummenigge, grudzień 2014
Koniec końców, mimo iż bawarski klub był bardzo blisko przekonania pomocnika do podpisania kontraktu, to ten trafił do Madrytu. Konkretnie do wielkiego Realu, klubu z gatunku tych, o których zwykło się mówić, że im się nie odmawia. Nie bez znaczenia musiały pozostać też warunki finansowe, jakie „Królewscy” zagwarantowali Odegaardowi.











