Zawsze gdy w coś inwestujemy, robimy to w jakimś konkretnym celu, który najczęściej ma doprowadzić do zasilenia naszego konta pomnożoną kwotą, którą zainwestowaliśmy. Jeżeli podmiot inwestycji przynosi zyski, to pozostaje nam jedynie świętować. Jeśli sytuacja jest zupełnie odwrotna, to… możemy powiedzieć, że czujemy się jak Silvio Berlusconi, którego dawna inwestycja odbija się teraz głośną czkawką.
Silvio Berlusconi, włoski polityk oraz założyciel partii politycznej Forza Italia. Poza wdawaniem się w polityczne dysputy jego największą pasją pozostaje piłka nożna, której oddał nie tylko swoje serce, lecz także ogromne ilości pieniędzy. Od 29 lat jest prezesem AC Milan, który wewnątrz jego serca zajmuje specjalne miejsce. Tylko tak można sobie tłumaczyć fakt, że mimo wielu strat, które przynosi mu Milan w ostatnich latach, Silvio wciąż nie zdecydował się na sprzedaż jednej z najbardziej utytułowanych drużyn świata.
Obecna sytuacja Milanu w Serie A nie wygląda zbyt dobrze, żeby nie powiedzieć tragicznie. Milan zajmuje ósme miejsce w tabeli, tracąc do lidera aż dwadzieścia punktów, zaś do trzeciej pozycji premiującej drużynę do Ligii Mistrzów „Czerwono-czarni” tracą siedem punktów. Nic nie wskazuje na to, by sytuacja ta miała ulec poprawie, co sympatyków „Diabłów” doprowadza do coraz większego szaleństwa. Trudno się temu dziwić, ponieważ brak awansu do Ligi Mistrzów może okazać się gwoździem do trumny, którą Milan już sobie przygotował. Włodarze Milanu nie mogą sobie pozwolić na brak europejskich pucharów, ponieważ oznaczać to będzie stratę kwoty rzędu 50 milionów euro, którą sam Silvio będzie musiał pokryć z własnej kieszeni.
Sukces sprzed czterech lat powoli odchodzi w niepamięć
Strata tak wielkiej ilości pieniędzy doprowadzi tylko do powstania zjawiska kwadratury koła, z której Milan już prawdopodobnie nie wyjdzie. Jeśli budżet nie zostanie zasilony tymi 50 milionami, kibice nie będą mogli liczyć na żadne transfery, które podniosłyby jakość „Rossonerich”. Za to będą mogli być pewni sprzedaży największych gwiazd, które obecnie znajdują się w Milanie. (Stephan El Shaarawy, Diego Lopez, Ricardo Montolivo, Nigel De Jong) Jeżeli nie będzie transferów, drużyna będzie spadać coraz niżej, aż ostatecznie wyląduje w Serie B. Gdy do tego dojdzie, Milan opuści wielu kibiców, co zmniejszy dopływ gotówki. Drużyna nie będzie mogła się ostatecznie sama utrzymać, co spowoduje pobieranie pieniędzy od Silvio do czasu, aż ten ostatecznie zdecyduje się na sprzedaż Milanu bądź zostanie bez pieniędzy. Druga opcja automatycznie doprowadziłaby do bankructwa i całkowitego zniknięcia drużyny ze świata piłki nożnej.
Zlatan Ibrahimović, AC Milan (fot. Tuttosport.com)
Fanatycy Milanu są zgodni. Utrata miejsca w europejskich rozgrywkach może być początkiem końca „Śrubokrętów”. Jedynym remedium, które mogłoby uratować Milan przed splajtowaniem, byłby nowy, bogaty inwestor, który zagwarantowałby mu transfery oraz załatanie dziury budżetowej, która z tygodnia na tydzień coraz bardziej się pogłębia.
I właśnie w tym miejscu pojawia się kolejna zagwozdka. Kto chciałby kupić Milan? Podejrzewam, że chętnych nie brakuje, jednak cena jest zaporowa. Według medialnych doniesień włodarze Milanu za pakiet mniejszościowy (20-30%) żądają kwoty rzędu 300 milionów euro. Według oficjalnych wyliczeń drużyna Milanu w 2009 roku była warta 800 milionów euro, a wtedy nie była jeszcze w takim kryzysie jak teraz. To jedynie pokazuje desperację rodziny Berlusconich, która chciałaby wyjść z tego biznesu z jakimkolwiek zarobkiem. I ta sytuacja powoduje powstanie kolejnego zamkniętego koła. Jeżeli cena jest zbyt wysoka, nikt nie podejmie się kupna Milanu. Jeśli nikt nie kupi Milanu, pozostanie on w rękach Berlusconich. Jeżeli pozostanie w rękach Berlusconich, wciąż będzie leciał na dno, przynosząc zarządowi coraz większe straty. Jeśli będzie przynosił straty, trzeba będzie się go pozbyć. No i koło się zamyka.
Oprócz tego pozostaje jeszcze jedna kwestia. Do kogo należy realna władza, która pozwoliłaby na sprzedaż Milanu? Oficjalnym prezesem i „dobrym wujkiem” Milanu pozostaje Silvio Berlusconi. Jednak AC Milan jako firma należy w całości do spółki holdingowej Fininvestu należącego do rodziny Berlusconich, zarządzanego przez najstarszą córkę Silvio, Marinę Berlusconi. Idąc w tym kierunku, możemy stwierdzić, że jedyną osobą, która musi wyrazić zgodę na sprzedaż Milanu, jest właśnie najstarsza córa byłego premiera Włoch. Jednak ta sprawa jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.
Marina Berlusconi, starsza córka Silvio (fot. www.giornalettismo.com)
Teoretycznie władza jest w rękach Mariny, jednak ostatnie słowo zawsze należy do Silvio. Do tego dochodzi jeszcze kwestia medialnych doniesień, które mówią, że córka Silvio już od dawna chciałaby się pozbyć Milanu, który jedynie obciąża jej spółkę, jednak to właśnie Silvio za każdym razem wetuje wniosek pierworodnej. W tej sytuacji trudno jest nie zgodzić się z Mariną, która dzięki swojemu egoizmowi mogłaby bardzo pomóc Milanowi. Więcej o Marinie Berlusconi i jej negatywnemu oddziaływaniu na Milan możecie przeczytać TUTAJ.
Patrząc przez ten pryzmat, wydaje się, że to właśnie Silvio jest władzą wykonawczą, od której zależy ewentualna sprzedaż „Rossonerich”. Jednak czy brak sprzedaży Milanu oznacza, że rodzina Berlusconich nie robi, niczego by przygotować się na najgorsze? Oczywiście, że nie.
Od czasu odkąd Silvio przejął Milan, niejednokrotnie w mediach pojawiały się plotki o tym jakoby były premier Włoch poszukiwał chętnego, który przejąłby po nim pałeczkę prezesa. Jednak poważniejsze plotki pojawiły się gdzieś w okolicach 2009 roku, czyli niemalże na początku kryzysu, który trwa do dzisiaj. Zainteresowanym akcjami Milanu był wtedy nie kto inny jak… Mu’ammar al-Kaddafi, były libijski dyktator. Miał on zakupić mniejszościowy pakiet, który zaproponował mu sam Silvio podczas jednego ze spotkań. Plotki nie zostały potwierdzone, a Silvio nie podjął się nawet próby ich zdementowania.
Prawdziwą kanonadą plotek dotyczących sprzedaży Milanu fanatycy „Rossonerich” zostali obsypani w 2012 roku. Pierwsza pojawiła się chyba gdzieś w okolicach stycznia, a mówiła o tym, że Milan rocznie generuje straty na poziomie 110 milionów euro, które Silvio musi pokrywać z własnej kieszeni. Podejrzewam, że na te straty złożyły się niskie dochody z praw telewizyjnych oraz brak własnego stadionu, który pomógłby klubowi generować większe przychody.
Temat sprzedaży Milanu wrócił już po kilku miesiącach z o wiele większą mocą, która prezentowała już lokacje przyszłych kupców. Pochodzić mieli z: Chin, Rosji, Arabii a nawet Włoch. Wśród potencjalnych chętnych wymieniało się osoby takie jak: Hamad bin Khalif Al Thani, Oleg Deripaska czy Michele Fererro. Każdy z nich mógłby w znaczącym stopniu pomóc Milanowi stanąć na nogi i wrócić na szczyt. Jednak żadna z tych plotek nie znalazła potwierdzenia, co jedynie rozsierdziło fanów „Czerwono-czarnych”. Podobna sytuacja wystąpiła w 2013 roku, tym razem już bez nazwisk.
Sprzedaż Thiago Silvy w pakiecie z Ibrą wcale nie pomógł Rossonerim
A jak sprawa prezentuje się teraz? W momencie, w którym Milan oddalił się od trzeciego miejsca plotki, dotyczące sprzedaży pojawiły się ponownie. Tym razem były one jeszcze bardziej zaskakujące niż zwykle. Mówiły o tym, że Silvio, chcąc sprzedać Milan diametralnie, obniży cenę, która będzie oscylowała w granicach 400-500 milionów euro. Taki zabieg w zdecydowanym stopniu pomógłby znaleźć nabywcę. Tylko czy wtedy ewentualny kupiec byłby w stanie podnieść Milan z dołku? Doskonałym przykładem sytuacji, w których dany osobnik kupił klub, nie dysponując wystarczającą ilością pieniędzy na jego rozwój, są osoby Petera Lima, obecnego właściciela Valencii, oraz Ericka Thohira, właściciela Interu Mediolan. Mimo nowego właściciela występuje problem z inwestycjami, które pomogłyby tym dwóm klubom dojść na szczyt. Czy Milan może pozwolić sobie na coś takiego?
Tuż po sensacyjnej wiadomości fani Milanu musieli powstrzymać swoje wzbierające emocje. Dlaczego? Ponieważ kilka godzin po medialnych doniesieniach pojawiło się oficjalne oświadczenie Berlusconiego, które brzmiało tak: – Pomimo wielu zaprzeczeń, po pewnym czasie pogłoski na temat sprzedaży Milanu ciągle wracają Prezydent Berlusconi oznajmia kolejny raz, iż jest to zupełnie bezzasadna hipoteza.
Zaskakująca była szybkość, z jaką pojawiło się „dementi” od Silvio. Zwykle takie oświadczenie pojawiało się dzień, a nie kilka godzin po prasowych sensacjach. Czyżby jednak coś tym razem było naprawdę na rzeczy?
Dochodząc do konkluzji. Czy Silvio ostatecznie zdecyduje się sprzedać dziecko, które tyle czasu wychowywał, lecz później musiał już opłacać jego wybryki? Jeśli tak, to komu? Kiedy? Z odpowiedziami na te pytania będziemy musieli jeszcze trochę zaczekać. Jedno jest pewne. Nic w Milanie nie będzie już takie samo.
Nikt jeszcze nie skomentował tego tekstu. Bądź pierwszy.
Dodaj komentarz
Zawsze gdy w coś inwestujemy, robimy to w jakimś konkretnym celu, który najczęściej ma doprowadzić do zasilenia naszego konta pomnożoną kwotą, którą zainwestowaliśmy. Jeżeli podmiot inwestycji przynosi zyski, to pozostaje nam jedynie świętować. Jeśli sytuacja jest zupełnie odwrotna, to… możemy powiedzieć, że czujemy się jak Silvio Berlusconi, którego dawna inwestycja odbija się teraz głośną czkawką.
Silvio Berlusconi, włoski polityk oraz założyciel partii politycznej Forza Italia. Poza wdawaniem się w polityczne dysputy jego największą pasją pozostaje piłka nożna, której oddał nie tylko swoje serce, lecz także ogromne ilości pieniędzy. Od 29 lat jest prezesem AC Milan, który wewnątrz jego serca zajmuje specjalne miejsce. Tylko tak można sobie tłumaczyć fakt, że mimo wielu strat, które przynosi mu Milan w ostatnich latach, Silvio wciąż nie zdecydował się na sprzedaż jednej z najbardziej utytułowanych drużyn świata.
Obecna sytuacja Milanu w Serie A nie wygląda zbyt dobrze, żeby nie powiedzieć tragicznie. Milan zajmuje ósme miejsce w tabeli, tracąc do lidera aż dwadzieścia punktów, zaś do trzeciej pozycji premiującej drużynę do Ligii Mistrzów „Czerwono-czarni” tracą siedem punktów. Nic nie wskazuje na to, by sytuacja ta miała ulec poprawie, co sympatyków „Diabłów” doprowadza do coraz większego szaleństwa. Trudno się temu dziwić, ponieważ brak awansu do Ligi Mistrzów może okazać się gwoździem do trumny, którą Milan już sobie przygotował. Włodarze Milanu nie mogą sobie pozwolić na brak europejskich pucharów, ponieważ oznaczać to będzie stratę kwoty rzędu 50 milionów euro, którą sam Silvio będzie musiał pokryć z własnej kieszeni.
Sukces sprzed czterech lat powoli odchodzi w niepamięć
Strata tak wielkiej ilości pieniędzy doprowadzi tylko do powstania zjawiska kwadratury koła, z której Milan już prawdopodobnie nie wyjdzie. Jeśli budżet nie zostanie zasilony tymi 50 milionami, kibice nie będą mogli liczyć na żadne transfery, które podniosłyby jakość „Rossonerich”. Za to będą mogli być pewni sprzedaży największych gwiazd, które obecnie znajdują się w Milanie. (Stephan El Shaarawy, Diego Lopez, Ricardo Montolivo, Nigel De Jong) Jeżeli nie będzie transferów, drużyna będzie spadać coraz niżej, aż ostatecznie wyląduje w Serie B. Gdy do tego dojdzie, Milan opuści wielu kibiców, co zmniejszy dopływ gotówki. Drużyna nie będzie mogła się ostatecznie sama utrzymać, co spowoduje pobieranie pieniędzy od Silvio do czasu, aż ten ostatecznie zdecyduje się na sprzedaż Milanu bądź zostanie bez pieniędzy. Druga opcja automatycznie doprowadziłaby do bankructwa i całkowitego zniknięcia drużyny ze świata piłki nożnej.
Zlatan Ibrahimović, AC Milan (fot. Tuttosport.com)
Fanatycy Milanu są zgodni. Utrata miejsca w europejskich rozgrywkach może być początkiem końca „Śrubokrętów”. Jedynym remedium, które mogłoby uratować Milan przed splajtowaniem, byłby nowy, bogaty inwestor, który zagwarantowałby mu transfery oraz załatanie dziury budżetowej, która z tygodnia na tydzień coraz bardziej się pogłębia.
I właśnie w tym miejscu pojawia się kolejna zagwozdka. Kto chciałby kupić Milan? Podejrzewam, że chętnych nie brakuje, jednak cena jest zaporowa. Według medialnych doniesień włodarze Milanu za pakiet mniejszościowy (20-30%) żądają kwoty rzędu 300 milionów euro. Według oficjalnych wyliczeń drużyna Milanu w 2009 roku była warta 800 milionów euro, a wtedy nie była jeszcze w takim kryzysie jak teraz. To jedynie pokazuje desperację rodziny Berlusconich, która chciałaby wyjść z tego biznesu z jakimkolwiek zarobkiem. I ta sytuacja powoduje powstanie kolejnego zamkniętego koła. Jeżeli cena jest zbyt wysoka, nikt nie podejmie się kupna Milanu. Jeśli nikt nie kupi Milanu, pozostanie on w rękach Berlusconich. Jeżeli pozostanie w rękach Berlusconich, wciąż będzie leciał na dno, przynosząc zarządowi coraz większe straty. Jeśli będzie przynosił straty, trzeba będzie się go pozbyć. No i koło się zamyka.
Oprócz tego pozostaje jeszcze jedna kwestia. Do kogo należy realna władza, która pozwoliłaby na sprzedaż Milanu? Oficjalnym prezesem i „dobrym wujkiem” Milanu pozostaje Silvio Berlusconi. Jednak AC Milan jako firma należy w całości do spółki holdingowej Fininvestu należącego do rodziny Berlusconich, zarządzanego przez najstarszą córkę Silvio, Marinę Berlusconi. Idąc w tym kierunku, możemy stwierdzić, że jedyną osobą, która musi wyrazić zgodę na sprzedaż Milanu, jest właśnie najstarsza córa byłego premiera Włoch. Jednak ta sprawa jest bardziej skomplikowana, niż mogłoby się wydawać.
Marina Berlusconi, starsza córka Silvio (fot. www.giornalettismo.com)
Teoretycznie władza jest w rękach Mariny, jednak ostatnie słowo zawsze należy do Silvio. Do tego dochodzi jeszcze kwestia medialnych doniesień, które mówią, że córka Silvio już od dawna chciałaby się pozbyć Milanu, który jedynie obciąża jej spółkę, jednak to właśnie Silvio za każdym razem wetuje wniosek pierworodnej. W tej sytuacji trudno jest nie zgodzić się z Mariną, która dzięki swojemu egoizmowi mogłaby bardzo pomóc Milanowi. Więcej o Marinie Berlusconi i jej negatywnemu oddziaływaniu na Milan możecie przeczytać TUTAJ.
Patrząc przez ten pryzmat, wydaje się, że to właśnie Silvio jest władzą wykonawczą, od której zależy ewentualna sprzedaż „Rossonerich”. Jednak czy brak sprzedaży Milanu oznacza, że rodzina Berlusconich nie robi, niczego by przygotować się na najgorsze? Oczywiście, że nie.
Od czasu odkąd Silvio przejął Milan, niejednokrotnie w mediach pojawiały się plotki o tym jakoby były premier Włoch poszukiwał chętnego, który przejąłby po nim pałeczkę prezesa. Jednak poważniejsze plotki pojawiły się gdzieś w okolicach 2009 roku, czyli niemalże na początku kryzysu, który trwa do dzisiaj. Zainteresowanym akcjami Milanu był wtedy nie kto inny jak… Mu’ammar al-Kaddafi, były libijski dyktator. Miał on zakupić mniejszościowy pakiet, który zaproponował mu sam Silvio podczas jednego ze spotkań. Plotki nie zostały potwierdzone, a Silvio nie podjął się nawet próby ich zdementowania.
Prawdziwą kanonadą plotek dotyczących sprzedaży Milanu fanatycy „Rossonerich” zostali obsypani w 2012 roku. Pierwsza pojawiła się chyba gdzieś w okolicach stycznia, a mówiła o tym, że Milan rocznie generuje straty na poziomie 110 milionów euro, które Silvio musi pokrywać z własnej kieszeni. Podejrzewam, że na te straty złożyły się niskie dochody z praw telewizyjnych oraz brak własnego stadionu, który pomógłby klubowi generować większe przychody.
Temat sprzedaży Milanu wrócił już po kilku miesiącach z o wiele większą mocą, która prezentowała już lokacje przyszłych kupców. Pochodzić mieli z: Chin, Rosji, Arabii a nawet Włoch. Wśród potencjalnych chętnych wymieniało się osoby takie jak: Hamad bin Khalif Al Thani, Oleg Deripaska czy Michele Fererro. Każdy z nich mógłby w znaczącym stopniu pomóc Milanowi stanąć na nogi i wrócić na szczyt. Jednak żadna z tych plotek nie znalazła potwierdzenia, co jedynie rozsierdziło fanów „Czerwono-czarnych”. Podobna sytuacja wystąpiła w 2013 roku, tym razem już bez nazwisk.
Sprzedaż Thiago Silvy w pakiecie z Ibrą wcale nie pomógł Rossonerim
A jak sprawa prezentuje się teraz? W momencie, w którym Milan oddalił się od trzeciego miejsca plotki, dotyczące sprzedaży pojawiły się ponownie. Tym razem były one jeszcze bardziej zaskakujące niż zwykle. Mówiły o tym, że Silvio, chcąc sprzedać Milan diametralnie, obniży cenę, która będzie oscylowała w granicach 400-500 milionów euro. Taki zabieg w zdecydowanym stopniu pomógłby znaleźć nabywcę. Tylko czy wtedy ewentualny kupiec byłby w stanie podnieść Milan z dołku? Doskonałym przykładem sytuacji, w których dany osobnik kupił klub, nie dysponując wystarczającą ilością pieniędzy na jego rozwój, są osoby Petera Lima, obecnego właściciela Valencii, oraz Ericka Thohira, właściciela Interu Mediolan. Mimo nowego właściciela występuje problem z inwestycjami, które pomogłyby tym dwóm klubom dojść na szczyt. Czy Milan może pozwolić sobie na coś takiego?
Tuż po sensacyjnej wiadomości fani Milanu musieli powstrzymać swoje wzbierające emocje. Dlaczego? Ponieważ kilka godzin po medialnych doniesieniach pojawiło się oficjalne oświadczenie Berlusconiego, które brzmiało tak: – Pomimo wielu zaprzeczeń, po pewnym czasie pogłoski na temat sprzedaży Milanu ciągle wracają Prezydent Berlusconi oznajmia kolejny raz, iż jest to zupełnie bezzasadna hipoteza.
Zaskakująca była szybkość, z jaką pojawiło się „dementi” od Silvio. Zwykle takie oświadczenie pojawiało się dzień, a nie kilka godzin po prasowych sensacjach. Czyżby jednak coś tym razem było naprawdę na rzeczy?
Dochodząc do konkluzji. Czy Silvio ostatecznie zdecyduje się sprzedać dziecko, które tyle czasu wychowywał, lecz później musiał już opłacać jego wybryki? Jeśli tak, to komu? Kiedy? Z odpowiedziami na te pytania będziemy musieli jeszcze trochę zaczekać. Jedno jest pewne. Nic w Milanie nie będzie już takie samo.