Dziś w polskich mediach pojawiła się informacja o rozmowie Leo Beenhakkera z prezesem PZPN, Grzegorzem Lato. Selekcjoner naszej kadry narodowej miał się bowiem z nim spotkać przed zgrupowaniem reprezentacji Polski w Portugalii, aby zapytać, czy istnieje możliwość, by mógł luźno współpracować w wolnym czasie z Feyenoordem Rotterdam, bowiem Holendrzy złożyli mu takową propozycję. Lato odpowiedział, że przemyśli całą sprawę.
Beenhakker tak skomentował dziś tamtą rozmowę. – Przed wyjazdem do Portugalii spotkałem się z prezesem Latą w cztery oczy i wyjaśniłem mu sytuację. Obiecał się zastanowić i porozmawiać ze mną po przyjeździe do Portugalii we wtorek. Jak widzicie gram całkowicie w otwarte karty – zarówno z Feyenoordem, jak i PZPN-em.
Dziś w radiu TOK FM Lato stanowczo odpowiedział: – Nie ma takiej możliwości, żebym wyraził na to zgodę.
Przepraszam, ale co kogo obchodzi, co Beenhakker robi w wolnym czasie? Czy to nasza sprawa, czy będzie pomagał Feyenoordowi, czy oglądał „M jak Miłość”?! To tylko i wyłącznie jego kwestia, a mam wrażenie, że prezes Lato na wszelkie sposoby chce, aby Beenhakkerowi w Polsce po prostu odechciało się pracować.
Nie dość, że człowiek chciał zachować się fair, żeby nie było, że „potajemnie współpracuje z Holendrami” – nie zdziwiłbym się, gdyby PZPN tak to zinterpretował, a prezes Lato nazwałby kolaboracją (czyt. zdradą własnej reprezentacji), rozpętując w prasie kolejną kampanię przeciwko Leo – to jeszcze za to wylała się na niego kolejna skutecznie podsycana przez niektóre media fala krytyki.
Kolejna sprawa to to, jakim cudem poufna rozmowa selekcjonera z prezesem PZPN-u dostała się do mediów? Dziś szkoleniowiec nie krył konsternacji z tego powodu; szczerze mówiąc, wcale mu się nie dziwię i podziwiam, że mimo ciągłej nagonki na jego osobę jeszcze nie zrezygnował z pracy w naszym kraju. Komu najbardziej zależy na jego zniszczeniu? Pytanie czysto retoryczne, a odpowiedź na pytanie, kto tę informację podał mediom, jeszcze bardziej oczywista, skoro rozmowa była prowadzona „w cztery oczy”, o czym Beenhakker powiedział dziś w mediach. Podsłuchu przecież nie mieli.
Podziwiam tego człowieka za to, że mimo iż w „każdym miejscu i o każdej dobie” (no proszę, nawet Mickiewicz to przewidział, nie bez przyczyny nazwano go wieszczem) wieszają na nim psy, próbują skompromitować, wywalić z Polski i jeszcze najlepiej obarczyć winą o wszystko (łącznie z aferą korupcyjną, do czego zapewne wkrótce dojdzie), aby o nieudolnym trenerze nikt pozytywnie już nie myślał, to on nadal trzyma się przy swoim, próbując udowodnić wszystkim jego krytykom, że meczów nie wygrywa się słownymi pyskówkami, ale dobrą postawą na boisku.
Żałuję tylko tego, że przeciw Polakom w kolejnych meczach nie będzie grał już tylko trudny rywal, ale i pół PZPN-u, oczekującego każdego pretekstu, aby zwolnić Beenhakkera. Ktoś powie, że przesadzam, ale kto tu przesadza?
EDIT: W krótkiej rozmowie z TVP Lato po południu oświadczył, że decyzji odnośnie do Beenhakkera jeszcze nie podjął. Kto tu w końcu mówi prawdę?










