Manchester United to bezsprzecznie marka z absolutnego europejskiego topu. Sama nazwa angielskiego zespołu wciąż budzi szacunek i strach u przeciwników. Jednak czy w tej drużynie zostało jeszcze coś dumnego prócz nazwy?
Problemy „Czerwonych Diabłów” zaczęły się półtora roku temu, wraz z odejściem na emeryturę sir Alexa Fergusona. Świeżo upieczeni mistrzowie Anglii, dowodzeni przez nowego menadżera, Davida Moyesa, przez niemal cały sezon regularnie zawodzili swoich kibiców. Tą historię, wraz z jej zakończeniem, wszyscy jednak znamy. W tym artykule ważniejsze jest to, co działo się później – początek ery Louisa van Gaala.

Po zwolnieniu Moyesa Holender był według brytyjskiej prasy głównym kandydatem na jego następcę. W czerwcu ubiegłego roku, tuż przed mistrzostwami świata, van Gaal ogłosił porozumienie z włodarzami Manchesteru United i przedstawił siebie jako nowego menadżera „Czerwonych Diabłów”. Po udanym mundialu w Brazylii (3. miejsce Holandii) nadszedł czas na skupienie się w pełni na swoim nowym klubie. Zaczął dość ostro, bo stwierdził, że „jeśli klub zdobędzie tytuł w tym sezonie, będzie to cud”. Niby stwierdzenie bliskie prawdy, rzeczywistości, ale wciąż nie był to najlepszy sposób na przywitanie się z kibicami. Jednak Holender zawsze słynął z ciętych wypowiedzi i kłótni z mediami. W przeciwieństwie do swojego poprzednika nie bał się wyrażać i bronić własnego zdania. Można ocenić to dwojako – jako zaletę, ale też wadę. Wszystko zależy od interpretacji i danej sytuacji.
Jego pierwsze okienko transferowe było prawdopodobnie największym (i najdroższym) w historii klubu. Siedem transferów za łączną sumę 160milionów funtów. Do Manchesteru dołączyli: Ander Herrera, Luke Shaw, Andreas Pereira, Marcos Rojo, Angel Di Maria, Daley Blind. Z drużyną natomiast pożegnali się m.in.: Nemanja Vidić, Patrice Evra, Danny Welbeck, Rio Ferdinand czy Shinji Kagawa. Nie będę oceniał powyższych ruchów transferowych osobno, gdyż można o tym przeczytać w tym artykule. Gdy jednak przyrówna się kwotę zapłaconą za tych piłkarzy i ich grę, z pewnością można mieć mieszane uczucia. Bycie kupionym za tak wielkie pieniądze to z pewnością zaszczyt, ale również ogromna odpowiedzialność. Na zawodnikach ciąży presja udowodnienia swojej wartości. Patrząc na grę nowych nabytków „Czerwonych Diabłów”, śmiało można powiedzieć, że są oni co najmniej rozczarowaniem, a sumy wydane za ich podpis na kontrakcie mocno przesadzone.












