Chelsea ma dość dziwną politykę transferową. Europejskie przeciętniaki nie mają powodów do narzekań, bo w łatwy sposób pozyskują na jakiś czas utalentowanych piłkarzy. „The Blues” zazwyczaj wychodzą tą taktyką na plus. Tym razem można mieć co do tego wątpliwości.
Na początku września lista wypożyczeń klubu ze Stamford Bridge liczyła 33 nazwiska. Christian Atsu, Juan Cuadrado, Marko Marin, Lucas Piazon, Wallace, Marco van Ginkel, Mohamed Salah – to tylko nieliczni z zawodników, którzy na dłuższy lub krótszy czas opuścili niebieską stronę Londynu. Na ich miejscu znajdował się dawniej dobrze dziś kojarzony rudy piłkarz, Belg Kevin De Bruyne.
Wychowanek Genk wystąpił dla swojej pierwszej drużyny w niemal stu spotkaniach, zanim w zakupowym „szale” dopadła go stołeczna drużyna. Osiem milionów euro to żaden wydatek, jednak na Belga nie posiadano żadnego pomysłu. Właściwie to prawie żadnego, wszak zawsze można go było wypożyczyć. Sam piłkarz był świadomy, że nie będzie mu dane zbyt wiele grać: – Przyjście do takiej ekipy, jaką jest Chelsea, było moim marzeniem. Ale teraz muszę bardzo ciężko pracować, by osiągnąć konieczny poziom.
Ograniem Belga w poważnej europejskiej lidze zajął się Werder Brema, który skorzystał z okazji, uzupełniając kadrę o dobrze prosperującego ofensywnego pomocnika. „Zielono-biali” nie mogli narzekać – chłopak mając 21 lat, z miejsca podbił Bundesligę. 33 spotkania, dziesięć bramek, dziewięć asyst. Dodatkowo nota „klasy światowej” za mecz z Borussią Moenchengladbach i niemal „jedynka” za starcie z Norymbergą od Kickera za pierwszy poważny sezon w życiu – to nie zdarza się codziennie, o ile kiedykolwiek się wydarzyło. Jest jednak coś, czego nie oddadzą żadne statystyki. O De Bruyne usłyszał prawie cały piłkarski świat i niemal wszyscy od razu rzucili się do licytacji. Chelsea, zamiast zatrzymać genialnego młodziana, postanowiła go sprzedać za nędzne 22 miliony euro do Wolfsburga.
https://www.youtube.com/watch?v=zN4DKkxAdBg
O ile wejście do Werderu miał świetne, tak wejście w skład „Wilków” miał przegenialne. Zrobienie trzech „1” i kolejnych trzech „1,5” świadczy o wielkiej głupocie działaczy ze Stamford Bridge. Romana Abramowicza z pewnością zabolało kilkadziesiąt milionów euro, które stracił na tym transferze. W tym momencie było już jednak za późno. Kevin powtórzył strzelecki wynik z Bremy. Do notesu w Bundeslidze ponownie wpisał się jedynie dziesięć razy. Dorzucił jednak do tego aż 21 asyst! A wciąż nie wliczyliśmy do tego pięciu trafień i sześciu kluczowych podań z Ligi Europy, w której notabene dorzucił następne noty „1,5”.
Jak wiele się zmieniło w postrzeganiu Belga, świadczy fakt, że o podkupienie go od „Wilków” walczył podobno Bayern Monachium, Borussia Dortmund i Manchester United. Zarząd zachował się nie jak wilki, nie jak lisy, a jak rekiny rynku transferowego i sprzedał go do Anglii za niebagatelną sumę 74 milionów euro. Pomocnik trafił do Manchesteru, ale nie do „Czerwonych Diabłów”, a do „Obywateli”. W ten sposób pomarańczowowłosy zawodnik stał się drugim najdroższym graczem w historii całej Barclays Premier League, ustępując jedynie Angelowi Di Marii.









