Zaczyna się jak w bajce. Euforia po awansie do najwyższej ligi dodaje skrzydeł wszystkim, od klubowej sprzątaczki, przez kibiców, aż po największe gwiazdy drużyny. Uskrzydleni piłkarze notują zaskakujące wyniki, szokują media. Klub skazywany na spadek szybko zapewnia sobie utrzymanie w elicie i nagle przychodzi to, co przeraża wszystkich prezesów na różnych szerokościach geograficznych. O czym mowa? Oczywiście chodzi o „syndrom drugiego sezonu”.
Owo pojęcie zadomowiło się na dobre w słowniku piłkarskich banałów i jest używane przez kibiców, trenerów, dziennikarzy niemal tak często jak legendarne: „Piłka jest jedna, a bramki są dwie” albo „Póki piłka w grze…”. Ale czy rzeczywiście jest ono prawdziwe? Czy faktycznie większość beniaminków zawodzi w drugim sezonie gry w najwyższej klasie rozgrywkowej, czy może „syndrom drugiego sezonu” jest bardzo wygodną wymówką dla trenerów zawodzących drużyn?
Na te pytania mogą odpowiedzieć jedynie suche fakty i statystyki, a więc przygotujcie się na podróż pomiędzy wszelkiego rodzaju tabelkami, danymi i wykresami.
Pod lupę wzięliśmy cztery różniące się od siebie ligi: hermetyczną Serie A (grupa 10-12 drużyn, które mają monopol na występy w najwyższej klasie), bardzo wymagającą Premier League, La Ligę i T-Mobile Ekstraklasę jako przedstawiciela rozgrywek wymykających się ze wszystkich prawideł logiki.
To nie jest kraj dla małych drużyn – Serie A
Będąca od kilku lat w kryzysie włoska liga słynie z podstarzałych gwiazd biegających po murawach na zrujnowanych stadionach i licznych, przebrzmiałych hitów typu: Lazio – Fiorentina, Milan – Sampdoria, które nie elektryzują już nikogo z wyjątkiem fanów calcio. Nie dziwi więc, że Serie A jako jedyne z analizowanych rozgrywek potwierdza tezę, iż istnieje coś takiego jak „syndrom drugiego sezonu”.
Utrzymanie się na dłużej w tej lidze graniczy z cudem. Nawet jeśli klubom udaje się przetrwać pierwszy sezon, to mogą być pewne, że za rok pod koniec maja będą drżeć o ligowy byt. W ciągu ostatnich sześciu sezonów aż siedmiu różnym drużynom przytrafiało się obniżenie lotów w drugim sezonie po awansie. Dla większości z nich kończyło się to spadkiem.
Co więcej, na 15 drużyn, które awansowały w trakcie tego okresu do Serie A, jedynie dwóm udało się przełamać klątwę beniaminków i poprawić swoją pozycję względem poprzedniego sezonu. Chodzi o znane wszystkim za sprawą Kamila Glika Torino oraz Sassuolo.
Taka sytuacja we włoskiej piłce wynika z ogromnej dysproporcji finansowej między liczącą wiele drużyn czołówką a resztą stawki, w której zazwyczaj znajdują się beniaminkowie. Nawet zespoły pokroju Sampdorii albo Torino mają budżet liczący kilkadziesiąt milionów euro, natomiast finanse większości klubów wchodzących do Serie A są na niższym poziomie niż budżet Legii.
http://i61.tinypic.com/2u6lg0l.png
Najważniejszy pierwszy k(rok) – Premier League
Wbrew pozorom liga angielska, określana najtrudniejszą liga świata, nie jest taka straszna, przynajmniej nie dla drużyn, które dobijają się do jej bram. Być może za sprawą potężnej zaprawy, jaką są występy w Championship, ci, którzy wchodzą do Premier League, zazwyczaj się w niej utrzymują, a w kolejnym sezonie ugruntowują swoją pozycję.











