W całej swojej karierze bramkarzy rywali pokonał 476 razy w 454 meczach. Jako pierwszy szkoleniowiec w historii wprowadził reprezentację Polski na mistrzostwa świata. Uznawany za jednego z ojców polskiej piłki nożnej. Słowem – legenda. Kałuża. Józef Kałuża.
To, co zdziałał dla sportu polskiego w ogóle, a krakowskiego w szczególności, nieprędko powtórzy kto inny. „Przegląd Sportowy”, rok 1926
***
Kałuża to postać bez wątpienia wyjątkowa. Ludzi wielkiego formatu nie sposób określić w dwóch czy trzech zdaniach. Oto oryginalne fragmenty artykułu Józefa Kałuży dotyczącego… osoby Józefa Kałuży, opublikowanego na łamach „Przeglądu Sportowego”.
„Błonia krakowskie, kolebka całego szeregu znanych graczy, pozwoliły Cracovii w r. 1911 znaleźć we mnie talent. Nie mając nawet sposobności do pokazania się w rezerwie, już wiosną r. 1912 znalazłem się w I drużynie. (…) Mimo moich 15 lat i wagi o wiele mniejszej niż piórkowej trener Cracovii, Kożeluch, zakwalifikował mnie na stałe do I drużyny.
Ciekawie trenował nas Kożeluch. Np. strzelanie: kto trafił w pewne z góry oznaczone miejsce w bramce, otrzymywał czekoladę. Wkrótce mnie i Mielecha „odstawiono” od strzelania, ponieważ brakowało stale czekolady dla innych.
(…) Jako uczniak i piłkarz równocześnie nie zawsze spotykałem się z sympatją ze strony władz szkolnych. Wszelakiego rodzaju kawały w celu zmylenia czujności dyrekcji szkoły urwały się wreszcie w r. 1913. Zostałem „wylany” za branie udziału w grze… niemoralnej, ponieważ miałem gołe kolana. Za kilka dni jednak wróciłem do szkoły, dzięki interwencji. (…)
W ciągu 15 lat „kopania” grałem przeszło 300 razy w barwach Cracovii, strzelając przytem około 400 bramek. W różnego rodzaju reprezentacjach uczestniczyłem około 50 razy.”
***
Cmentarz Podgórski – jedna z najstarszych krakowskich nekropolii. Położony na wzgórzu wapiennym u podnóża kopca Krakusa. To właśnie tutaj, wraz z małżonką, spoczywa Józef Kałuża.
Aby trafić na grób legendarnego Kałuży, wysilać się zbytnio nie trzeba. Jak na standardy cmentarnych labiryntów droga jest wręcz banalna. Główna alejka. Przy trzeciej studzience od wejścia w lewo. Kilkanaście kroków dalej w prawo. Miejsce pochówku znajduje się po lewej stronie.
Grób nie rzuca się w oczy. Nie razi przepychem. Mogiła jakich wiele. Mimo to ludzie, a zwłaszcza sympatycy „Pasów”, nie zapomnieli o jego istnieniu. Tu zawieszona smyczka Cracovii, tam proporczyki okolicznych klubów czy pocztówki pozostawione przez kibiców, jeszcze gdzie indziej dogasający znicz. Żywe dowody ludzkiej pamięci.
Niestety miejsce wiecznego spoczynku Kałuży jest miejscem tyle pamiętanym, co zaniedbanym. Smutny jest to widok. Zzieleniała i popękana płyta, do której coraz śmielej dobiera się mech. Zewsząd leżą opadnięte liście. Zieleń wokół grobu łudząco przypomina zdeptany trawnik. A przecież legendzie tak nie przystoi.













