O nich będzie głośno: Sebastian Giovinco


Włosi od kilku lat cierpią na brak piłkarskich talentów. Do kadry powoływane są notorycznie te same nazwiska: Cannavaro, Zambrotta, Pirlo, Gattuso, Camoranesi, Toni, Del Piero. Czas tych piłkarzy powoli dobiega końca. Trudno przypuszczać, że ci zawodnicy za trzy lata będą odgrywać w drużynie narodowej takie same role, jakie odgrywają teraz. „Squadra Azzurra” bezzwłocznie potrzebuje świeżej krwi. Kibice z Półwyspu Apenińskiego upatrzyli już sobie futbolowego zbawcę. Ma nim być Sebastian Giovinco, przed którym wielka kariera stoi otworem.


Udostępnij na Udostępnij na

Sebastian Giovinco jest rodowitym turyńczykiem, który przyszedł na świat 26 stycznia 1987 roku. Choć ten zawodnik urodził się na północy Włoch, to w jego żyłach płynie krew południowca. Jego ojciec pochodzi z Sycylii, a jego matka ze stolicy regionu Kalabria. Giovinco senior od zawsze starał się zaszczepić w swoim synu pasję do uprawiania piłki nożnej. Jak się okazało nie było to takie trudne. Sebastian szybko zakochał się w łaciatej kuli, która stała się jego nierozłączną przyjaciółką. Zresztą dla większości włoskich dzieci, futbolówka szybko staje się pierwszą miłością, lecz niewielu z nich rodzi się z prawdziwymi talentami. Giovinco niewątpliwie się z „tym czymś” urodził, co szybko dostrzegł jego ojciec i w 2001 roku zapisał go do szkółki piłkarskiej Juventusu Turyn.

W turyńskiej kuźni talentów było sporo chłopców, którzy przewyższali warunkami fizycznymi Sebastiana. Giovinco musiał nadrabiać te braki techniką, zwinnością, szybkością i sprytem. O dziwo dość szybko udało mu się przebić do pierwszego składu juniorskiego Juventusu. Pierwszy sukces przyszedł w sezonie 2005/2006, kiedy to Giovinco był czołową postacią „Bianconerich”, których zaprowadził na sam szczyt rozgrywek Primavery. To osiągnięcie zbiegło się z degradacją do Serie B seniorskiej drużyny. Z Turynu wyjechało wielu czołowych postaci, więc dla Giovinco otworzyła się furtka do pierwszego zespołu.

Na debiut w Juventusie, Sebastian musiał czekać aż do 12 maja 2007 roku. Wówczas „Stara Dama” podejmowała Bolognę. Giovinco wszedł na plac gry w miejsce Raffaele Palladino. Swój pierwszy mecz może zaliczyć do udanych, ponieważ po kilku minutach przebywania na murawie zaliczył asystę przy bramce Davida Trezeguet. Kiedy Juventus zapewnił sobie awans do Serie A, Didier Deschamps śmielej postawił na Giovinco, a filigranowy zawodnik go nie zawiódł. Wraz z promocją do pierwszej ligi, w Turynie pożegnano francuskiego szkoleniowca, a w jego miejsce zatrudniono Claudio Ranieriego. Włoski trener nie był zagorzałym zwolennikiem talentu Giovinco i uznał, że lepiej będzie jeśli wypożyczy go do mniejszego klubu, ponieważ młody gracz nie będzie miał gwarancji gry w zespole „Starej Damy”.

Sezon 2007/2008, „Mrówka Atomówka” spędziła w Empoli. Klub z Toskanii mógł zapewnić mu grę w pierwszej drużynie i to nie tylko w Serie A, ale również w Pucharze UEFA. Jednakże w Europie Empoli furory nie zrobiło i dość szybko pożegnało się z tymi rozgrywkami. W lidze włoskiej już tak dobrze toskańczykom nie szło jak w zeszłym sezonie, jednakże gwiazda Giovinco z meczu na mecz świeciła jeszcze jaśniejszym blaskiem. Młody piłkarz swą pierwszą bramkę zdobył w 30 września 2008 roku. Wówczas Empoli podejmowało Palermo i wygrało 3:1. Głośno o nim zrobiło się po meczu z AS Romą. Giovinco w ostatniej minucie spotkania strzelił fenomenalną bramkę dającą remis swojej drużynie. Włoscy „tifosi” zrozumieli, że mają do czynienia z talentem czystej wody. Niestety w ostatecznym rozrachunku, Empoli musiało się pożegnać z Serie A, a „Mrówka Atomówka” z klubem. Giovinco wrócił do Turynu.

Latem 2008 roku w mediach pojawiła się informacja, że młodym Włochem jest zainteresowany Arsenal Londyn. „Kanonierzy” słyną z tego, że potrafią wyławiać prawdziwe piłkarskie perełki. Anglicy byli w stanie zaproponować 7,5 miliona euro. Ostatecznie zwyciężyła miłość do klubu. Jak mówił agent piłkarza Claudio Pasqualin:

Sebastian kocha Juventus. Jest temu klubowi wdzięczny, że go wyszkolił w taki sposób. On wiele mu zawdzięcza. Jednocześnie turyńczycy powinni mieć na uwadze Giovinco i nie mogą pozwolić mu na odejście.

Cała sprawa zakończyła się przedłużeniem kontraktu z Juventusem do 2013 roku.

W trakcie sezonu 2008/2009, „Starą Damę” dopadł niemały kryzys. Turyńscy sympatycy domagali się, żeby Claudio Ranieri zaczął dawać szansę gry Giovinco. Włoski szkoleniowiec wreszcie ugiął się pod presją i śmielej zaczął stawiać na „Mrówkę Atomówkę”. Piłkarz odwdzięczył się za zaufanie bardzo dobrą grą i nie raz ratował zespół przed stratą punktów. Sebastian zachwycał szybkością i techniką. Zdobywał piękne bramki i zaliczał genialne asysty. Nie przestraszył się również rozgrywek Ligi Mistrzów, w których, gdy grał, to zachwycał obserwatorów. Po zakończeniu sezonu, Giovinco czuł lekki niedosyt. Jako, że w jego żyłach płynie sycylijska krew, to zobowiązuje go do walczenia o swoje. Włoch był nieco rozgoryczony faktem, że Ranieri do końca mu nie ufał. Znów pojawiły się plotki, jakoby miał opuścić Turyn. Wraz z przybyciem nowego szkoleniowca, Ciro Ferarry, wszystkie wątpliwości zostały rozwiane. Młody trener chce postawić na młodość.

Giovinco przeszedł już wszystkie szczeble młodzieżowej reprezentacji Włoch. Rozpoczynając od U-16 na kadrze olimpijskiej skończywszy. Na Igrzyskach Olimpijskich po raz kolejny udowodnił, jakim jest uzdolnionym graczem. Choć Włosi nie będą mogli zaliczyć tego turnieju do udanych, to „Mrówka Atomówka” może być zadowolona ze swej postawy. W czterech spotkaniach zdobył jedną bramkę i w każdym meczu był wyróżniającą się postacią. Sam zawodnik uważa, że teraz przyszedł czas na dorosłą reprezentację. Marzy mu się wyjazd na mundial do RPA.

Mistrzostwa Świata? Nie da się ukryć, że marzy mi się wyjazd na nie. Wiem, że nie będzie łatwe dostać się do kadry. Aktualnie skupiam się na wywalczeniu podstawowego miejsca w turyńskiej „jedenastce” – mówił w kwietniu młody zawodnik.

Wiele wskazuje na to, że zbliżający się sezon będzie przełomowy dla Sebastiana Giovinco. W Juventusie jest nowy trener, który zapowiada, że będzie na niego stawiał. Mało tego, po odejściu Pavla Nedveda pojawiła się luka na lewej stronie pomocy, którą młody Włoch będzie się starał zapełnić. „Squadra Azzurra” również ma problemy i „tifosi” zaczęli się domagać zmian personalnych w składzie. Nie odpowiada im już skostniały układ linii pomocy De Rossi Gattuso Pirlo Camoranesi. Giovinco z pewnością mógłby wnieść nieco rywalizacji i świeżości w tę formację. O tym filigranowym pomocniku zrobiło się głośno już jakiś czas temu. Jednakże teraz pojawia się szansa, by udowodnił wszystkim niedowiarkom, że jest świetnym piłkarzem. Wszystkie znaki na niebie i ziemi przemawiają za tym, że Giovinco nie przepuści takiej okazji.

Najnowsze