Rodrygo Goes potrzebował zaledwie 95 sekund, żeby strzelić gola i dać radość kibicom zgromadzonym na stadionie. Genialny napastnik mocno zaakcentował swój pierwszy oficjalny występ w barwach Królewskich. Umiejętnościami wychowanka Santosu zachwyca się coraz więcej osób, a to co najlepsze jeszcze przed nim. Pod okiem Zidane’a ma zostać gwiazdą światowej piłki.Nie lubi być porównywany do innych, ale niektórych podobieństw nie sposób nie zauważyć. Od dziecka inspirował się Robinho, mówi się, że to drugi Ronaldo, a podobnie do Neymara w młodym wieku zamienił Santos na wielki hiszpański klub. Brazylijczyk ma się od kogo uczyć i jak na razie wychodzi mu to całkiem nieźle.
Skazany na piłkę nożną
O tym, że Rodrygo zostanie piłkarzem zadecydowano jeszcze zanim pojawił się na świecie. Jego ojciec marzył o wielkiej karierze, ale umiejętności nie pozwalały mu na osiągnięcie spektakularnego sukcesu. W piłkę i owszem grał, ale nigdy nie udało mu się wznieść ponad poziom brazylijskiej Serie B. Eric, bo tak nazywa się tata Rodrygo, postanowił lekko zmodyfikować swoje marzenia i do piłkarskiej kariery „zmusić” swojego syna. Nie było to trudne zadanie, ponieważ młody Brazylijczyk od początku pokochał ten sport i z wielką chęcią spędzał z piłką całe dnie.
Dzieciństwo Rodrygo co prawda nie było wysłane różami, ale nie może narzekać na los, ponieważ dorastał w warunkach o wiele lepszych niż wielu jego rodaków. Urodził się w Osasco, w pobliżu Sao Paulo. Jego rodzice należeli do klasy średniej, zapewnili mu dobre warunki do rozwoju i zrobili wszystko, żeby ich syn mógł skupić się na grze w piłkę nożną.
„Bądź jak Robinho”
Od początku swojej przygody z futbolem Rodrygo starał się naśladować swojego rodaka, Robinho. Jego ojciec miał wręcz obsesję na tym punkcie. Chciał, żeby jego syn kopiował zachowania byłego zawodnika Królewskich i był on stawiany mu za wzór. „Kiwaj jak Robinho”, „poruszaj się jak Robinho” takie hasła nie były niczym nadzwyczajnym. W tamtym czasie Rodrygo znał na pamięć wszystkie filmiki z pokazem umiejętności swojego starszego rodaka.
Nie dziwi więc fakt, że Eric zaplanował piłkarski rozwój syna analogicznie do tego, co przeszedł Robinho. W wieku 10 lat zapisał Rodrygo do futsalowego oddziału Santosu. Nie było to jednak wyłącznie ślepe naśladowanie kariery innego gracza, kształcenie piłkarskich umiejętności na hali to powszechna praktyka w Brazylii. W młodym wieku, gdy kluczowe jest rozwijanie techniki i innych umiejętności piłkarskich, futsal sprawdza się znakomicie. To, że nauka nie poszła na marne można było zobaczyć przy okazji meczu z Osasuną.
Rodrygo pokazywał swoje ponadprzeciętne umiejętności od najmłodszych lat. Zawsze wyróżniał się na tle innych kolegów, trenerzy wiedzieli, że mają do czynienia z bardzo utalentowanym zawodnikiem. Jego rozwój i wejście do pierwszej drużyny były tylko kwestią czasu, ale mało kto spodziewał się, że nadejdzie to aż tak szybko.












