Jeszcze parę lat temu wydawało się, że nic nie jest w stanie pokonać młodzieży CSKA, prowadzonej przez Walerego Gazzajewa. Poziom „Wojskowych” utrzymał się, lecz pozostający w niemal niezmienionej postaci skład się zestarzał. Rolę fabryki utalentowanych graczy przejęły inne moskiewskie kluby – Dynamo i Spartak. Szczególnie można mówić tu o tym drugim, gdyż coraz więcej wspomina się o kolejnym jego wspaniałym graczu.
W poprzednim sezonie „Czerwono-biali” okazali się zespołem, który grał nie tylko bardzo skutecznie, ale również w sporym stopniu efektownie. Stały dopływ bramek zapewniał król strzelców rozgrywek 2009, Brazylijczyk Welliton, wspomagany między innymi przez Nikitę Bażenowa. Jednak nie byłoby ich bez świetnie spisującej się drugiej linii. W niej prym wiedli przede wszystkim przebojowy w ataku Władimir Bystrow oraz – znakomicie czyszczący przedpole – Rienat Sabitow. Swój udział w tym miał również, czujący się równie dobrze w obronie, Jewgienij Władimirowicz Makiejew. Urodził się on 24 lipca 1989 roku w Czerepowcu. Już od dzieciństwa przejawiał zainteresowanie profesjonalnym uprawianiem sportu. Szczególnie upodobał sobie futbol. Nie było w tym nic dziwnego, gdyż jego ojciec, Władimir Makiejew również trudnił się kopaniem piłki, występując w Żemczyżynie Soczi i Bałtice Kaliningrad.

Swoje pierwsze piłkarskie kroki stawiał w młodej miejscowej drużynie Szeksnie Czerwpowiec. Żienia pracował ciężko, licząc na to, że w końcu zostanie zauważony. W końcu jego cel i marzenie się spełniły. W 2006 roku, mając 17 lat, podpisał swój pierwszy profesjonalny kontrakt z drużyną z rodzinnego miasta. Debiutancki sezon okazał się dla niego wyśmienitym. Zaczynający od gry na prawej obronie, Makiejew był podstawowym zawodnikiem zespołu. Wziął udział w sumie w 28 meczach Drugiego Dywizjony (odpowiednik naszej obecnej II ligi). Udało mu się też zdobyć premierowego gola. Wszyscy byli z niego zadowoleni. Jednak kolejne rozgrywki nie okazały się dla niego już tak pomyślne. Nie pojawiał się często na boisku, stracił zaufanie trenera, a życia nie ułatwiały mu urazy. Skończyło się na 14 meczach i jednym zdobytym golu.
Sezon 2007 dla bohatera niniejszego tekstu wydawał się stracony. On sam mógł myśleć, że jego kariera się załamie. Wbrew wszystkiemu wyszedł na tym bardzo dobrze. Podczas pobytu w Szeksnie był obserwowany przez skautów rosyjskiego futbolu. Ostatecznie wpadł w oko Stanisławowi Czerczesowowi, szkoleniowcowi ówczesnego wicemistrza kraju, Spartaka Moskwa. Niewielu w jego rodzinnych stronach dostaje szansę zostania częścią jednego z największych i najbardziej znanych klubów w tej części świata, a zaledwie 18-letni Żienia postanowił ją wykorzystać. Jego pierwszy sezon w ekipie „Czerwono-białych” okazał się jednak dla niego totalnym niewypałem. Ciężko trenował, licząc na to, że trener go dostrzeże i pozwoli mu zagrać w Premier Lidze. Przegrywał jednak rywalizację o miejsce w składzie z Aleksandrem Pawlienką, Władimirem Bystrowem, Maksymem Kałynyczenką czy Mozartem. Zespół „Miaso” walczył o pierwszy od 2001 tytuł najlepszego teamu w kraju. Znakomity niegdyś bramkarz nie chciał ryzykować wstawiania do składu młodych, stawiając na pewniaków. Przez cały sezon nie pozwolił zasiąść młodemu obrońcy nawet na ławce rezerwowych. Pech sprawił, że w ten sam sposób postąpili również jego następcy – Igor Liediachow i Michael Laudrup.











