W sobotnie późne popołudnie Ruch Chorzów zmierzy się z ŁKS-em Łódź. Dla gospodarzy, którzy nadal walczą o mistrzostwo Polski, liczy się tylko komplet punktów. Przyjezdni z kolei zajmują przedostatnie miejsce, tracąc do bezpiecznej lokaty trzy oczka. Zagadką pozostaje pytanie, czy „Niebiescy” pozbierali się po przegranej w finale Pucharu Polski z Legią Warszawa. W takiej sytuacji swojej szansy może upatrywać ekipa z Łodzi.

Ruch Chorzów zagra bez swojego dwunastego zawodnika – spotkanie przy Cichej obejrzy zaledwie 199 osób. Na trybunie zasiądą jednak tylko dzieci. Jest to konsekwencją zachowania pseudokibiców podczas ostatnich derbów Śląska. Mecz będzie miał status imprezy niemasowej o podwyższonym ryzyku. Kara w porównaniu do wstępnych ustaleń została złagodzona, stadion przy Cichej miał być bowiem całkowicie zamknięty. Pomimo takiej przeszkody chorzowscy zawodnicy nie wyobrażają sobie innego obrotu sprawy niż zwycięstwo. Każde inne rozstrzygnięcie będzie dla nich stratą punktów.
W sobotnim pojedynku na pewno nie wystąpi Żeljko Djokić, który nie zagra do końca sezonu. Serbski obrońca wyjechał do ojczyzny, by tam poddać się artroskopii kolana. Na uraz narzeka również Marek Szyndrowski. Decyzja, czy 31-letni zawodnik wyjdzie w sobotę na boisko, jeszcze nie zapadła. Po spotkaniu z Legią do zdrowia powracają Marcin Malinowski i Łukasz Janoszka. Rafał Grodzicki w finale Pucharu Polski po raz kolejny złamał nos. Mimo bolesnego urazu prawdopodobnie zagra z ŁKS-em. Jak widać Ruch, oprócz problemów z kibolami, ma także nieciekawą sytuację kadrową. Przypomnijmy, że drużyna została ukarana za postawę kibiców podczas wtorkowego finału. Na chorzowski klub nałożono sankcję 50 tys. zł oraz zakaz wyjazdu fanów na mecze swojego zespołu w czterech spotkaniach Pucharu Polski.

Co słychać w Łodzi? Sprostowania, sprostowania i jeszcze raz sprostowania. A to klub pisze list otwarty do jednego z redaktorów „Dziennika Łódzkiego”, który miał zszargać imię prezesa ŁKS-u, uznając wyjazd z premierem Donaldem Tuskiem do krajów arabskich jako wycieczkę. A to z kolei Wojciech Łobodziński zaprzecza słowom, które miał wypowiedzieć do łódzkich kibiców, a które zostały zacytowane w jednym z tabloidów. Tak tłumaczył się były piłkarz Wisły Kraków: –











