O faworytach, którzy nie spełnili oczekiwań. Podsumowanie 21 kolejki Serie A
Mateusz Zyzański, Andrzej Siciarz· 14 min czytania
Fot. Napastnik Milanu, Alexandre Pato
21. kolejka Seria A okazała się być niezbyt przyjazną dla faworytów wielu spotkań. Chaos, jaki panował w spotkaniach, najlepiej odda chaos, jakim okraszony będzie ten artykuł w porównaniu do ostatniego podsumowania.Atalanta wygrywa z Cagliari 2:1… Palermo takim samym rezultatem pokonuje Hellas… Torino gromi Sampdorię 5:1… tyle bramek, tak dużo zaskoczeń a tak mało do opowiadania. W takich sytuacjach człowiek żałuje, że nie potrafi się sklonować i obserwować każdego ze spotkań.
Odroczony wyrok
Co mecz, to gorzej. Chyba tak można podsumować to, co dzieje się na boisku, kiedy pojawia się na nim jedenastka prowadzona przez Filippo Inzaghiego. Drużyna w ostatniej kolejce doznała bolesnej porażki z Lazio Rzym po absolutnie niedopuszczalnych błędach swoich piłkarzy. Chwilę później ta sama drużyna wyeliminowała ekipę „Rossonerich” z pucharu. Tym samym czerwono-czarny kolektyw pozbawił się szansy na zdobycie jakiegokolwiek, znaczącego trofeum w tym sezonie.
Sytuacja ta powoduje, że zaczynają się warzyć dalsze losy trenera mediolańskiego zespołu. Szkoleniowcem, którego nazwisko przewija się w kontekście ewentualnej zmiany, jest Alejandro Sabella, pan, który doprowadził Argentynę do finału mistrzostw świata. Informacja ta nie wywołuje specjalnie radosnych reakcji zagorzałych fanów AC Milan. To, co wzbudzało nadzieję wśród sympatyków obecnego szkoleniowca, to rywal, któremu Milan stawiał czoła w obecnej kolejce.
Jeremy Menez zdobywając dwie bramki i zaliczając asystę udowodnił, że bez niego Milan mógłby znajdować się na o wiele gorszej pozycji (fot. psg.fr)
Jeżeli mówimy o problemach, to nie sposób o nich nie wspomnieć, kiedy poruszany jest temat drużyny piastującej urząd przeciwnika AC Milan w tej odsłonie ligowych rozgrywek. FC Parma na dzień dzisiejszy boryka się z ogromem tych wyżej wspomnianych. Okupująca ostatnie miejsce w tabeli drużyna pod opieką Roberto Donadoniego, podobnie jak Milan, została wyeliminowana z pucharu, przegrywając z jedenastką Juventusu. Przegrała też ostatnie dwa spotkania w lidze, najpierw z dobrze dysponowaną w tym sezonie Sampdorią, później z AS Ceseną. Składem znajdującym się oczko wyżej w ligowej tabeli. Absolutny brak wyników (9 punktów w ligowej tabeli ), powoduje, podobnie jak w drużynie przeciwnika, że coraz częściej poruszany jest temat zmiany trenera. Tym, który miałby zastąpić Donadoniego, byłby prawdopodobnie Hernan Crespo, legenda Serie A. Na wszystkie problemu kluby nałożyło się odejście od zespołu Antonio Cassano, najlepszego strzelca w tym sezonie w składzie oraz kontuzję grających w ataku piłkarzy. Grono niesprawnych do gry zawodników zasilili Massimo Coda, Abdelkader Ghezzal, Cristróbal Jorquera oraz Jonathan Biabiany.
To w przedmeczowej ocenie wskazywało jako faworyta jedenastkę Milanu. Choć patrząc na dyspozycje obu zespołów, nie można było przedwcześnie ferować wyroków.
MZ
Mateusz Zyzański, Andrzej Siciarz
Alessio Cerci… oto jeden z bohaterów spotkania, którego nie imało się ani zmęczenie, ani ataki rywali. Wynik 3:1, jakim zakończyło się spotkanie, Milan zawdzięcza właśnie jemu, ponieważ wszystkie akcje szły prawym skrzydłem, na który występował. Jednak mianem MVP tego spotkania trzeba określić pana Zaccardo, którego wywalczony karny, bramka i doskonała praca w defensywie, dały „Rossonerim” zwycięstwo.
Taki stan rzeczy ratuje nieco kiepską sytuacją Filippo Inzaghiego, którego ostatnimi czasy wiele tabloidów odsyłało na wygnanie. Jednak przed Milanem mecz z… Juventusem Turyn.
Dwa odcienie czerni i bieli
Juve „idzie na mistrza”. Tym stwierdzeniem można by opisać to, co dzieję się w Serie A, patrząc na walkę na szczycie tabeli. Drużyny poniżej trzeciego oczka są praktycznie poza zasięgiem obecnego mistrza Włoch. Juve od jedenastu kolejek nie przegrało w rodzimej lidze. Dokładając do tego wygrane mecze w innych rozgrywkach, w tym to ostatnie zwycięstwo w pucharowych rozgrywkach włoskiej ligi. Patrząc na dyspozycje takich piłkarzy jak Paul Pogba czy Carlos Tevez, trudno było sobie wyobrazić przed meczem, że Udinese jakkolwiek jest w stanie zagrozić utytułowanemu rywalowi.
Udine, posiadające młodego jak na szkoleniowca Andree Stramaccioniego, ma jeszcze jeden duży atut w postaci kapitana drużyny, Antonio Di Natale. W przedmeczowych statystykach figurował jako zdobywca dziewięciu bramek dla swojej drużyny. Trener drużyny zaznaczał przed meczem, że dobrze przygotował się do tego spotkania, analizując boiskowe poczynania „Starej Damy”.
Tym razem Pogba i spółka nie potrafili pokonać bramkarza przeciwników (fot. static.guim.co.uk)
Jak można było się spodziewać, pierwsza połowa to presja faworyzowanego w tym spotkaniu Juventusu. Co ciekawe, obie jedenastki wybiegły na murawę rozstawione w systemie 3-5-2. Juve szybko zepchnął piłkarzy Udine do własnej strefy obronnej. W środku boiska, jak zwykle, dobrą dyspozycją odznaczał się Pirlo, przez którego przechodziła większość piłek. Piłkarze „Zebr” jednak nie ograniczali się jedynie do podejmowania rywala na własnej połowie. Kontrataki z Di Natale oraz dobrze dysponowanym w tym spotkaniu Fernadesem stwarzały groźne akcje. Po jednej z takich to właśnie Portugalczyk miał swoją szansę, niestety zgubił się w polu karnym rywala. Tevez, Pogba i llorente także mieli okazje do strzelenia gola dla swojej drużyny, jednak po ich próbach piłka nie potrafiła ucałować siatki rywala. Podczas pierwszych 45 minut żadna z drużyn nie udokumentowała swojej przewagi, kończąc je bezbramkowym remisem.
Na drugą część meczu piłkarze Udine wybiegli niezwykle zmotywowani. I mimo że na początku spotkania to „Stara Dama” ponownie przejęła inicjatywę, to piłkarze grający na własnym stadionie coraz częściej dochodzili do głosu, stwarzając sobie dobre sytuacje. Na posterunku był jednak, w niektórych momentach meczu, grający przed własnym polem bramkowym Buffon. Doskonałą sytuację po około godzinie gry piłkarzy miał Robert Perreyra. Jego mocne uderzenie skierowało jednak piłkę w słupek. Z biegiem czasu spotkanie nabierało jeszcze większego tempa, kiedy to Juve chciało udowodnić swoja wyższość nad dużo niżej notowanym rywalem. Ten z kolei zwietrzył swoją szansę i wręcz perfekcyjnie spełniając taktyczne założenia trenera, próbował sprawić niespodziankę. Przed końcowym gwizdkiem przyjezdni mieli kapitalną okazję na wywiezienie dobrego wyniku z Udine. Jednak Carlos Tevez fatalnie przestrzelił po tym, jak grający w różowych butach Pogba idealnie wyłożył mu piłkę w polu karnym rywala.
Wynik meczu nie uległ jednak zmianie i obie drużyny zdobyły po punkcie. Takie zakończenie tej rywalizacji wydaje się o tyle sprawiedliwe, że Udinese nie było, jak mogło by się wydawać z przedmeczowych spekulacji, skazane na pożarcie. Spółka Stramaccioniego odrobiła zadanie domowe, świetnie przygotowując się do spotkania z najgroźniejszą jedenastką Serie A.
Genua vs Fiorentina
Pierwszym meczem 21. kolejki Serie A była konfrontacja FC Genua z ACF Fiorentiną. Spotkanie zapowiadało się o tyle ciekawie, iż ekipy prezentują równorzędny poziom w ligowych rozgrywkach. Pozycja w włoskiej tabeli przemawiała na korzyść „Violi”, która przed spotkaniem znajdowała się oczko wyżej od przeciwnika. Do tego w wcześniejszej odsłonie rozgrywek wywalczyła punkt, stając naprzeciw drugiej siły Serie A – jedenastki AS Roma. Genua ostatnie ze spotkań przegrała, mierząc się z SSC Napoli. Dodatkowym problemem dla Gian Piero Gasperiniego była kontuzja Alessandro Matriego. Piłkarza, który odznacza się najlepszą strzelecką skutecznością w drużynie.
Alessandro Matri, supersnajper Genui może już niedługo rozstać się z barwami „Gryfów” (fot. tuttosport.com)
Mimo tego to właśnie piłkarze z Genui otwarli spotkanie, już w 14. minucie zdobywając bramkę. Gol uznany został za trafienie samobójcze, piłka po strzale Stefano Sturaro odbiła się od słupka, a później od pleców bramkarza „Fioletowych”, lądując w siatce. Na uwagę przy tej sytuacji zasługuję M’Baye Niang pracujący na lewym skrzydle. W pierwszej połowie, oprócz gola Cipriana Tatarusanu, należy wspomnieć o żółtej kartce, którą został ukarany Nicolas Burdisso. Kartka Argentyńczyka była pierwszą indywidualną karą w tym meczu.
Druga połowa rozpoczęła się mocnym akcentem ze strony Fiorentiny, która to zdobyła wyrównującą bramkę już w 54. minucie. Bramkę, jak się później okazało, na wagę jednego oczka zdobył Gonzalo Rodriguez. Posiadający hiszpańsko-argentyńskie obywatelstwo obrońca, będąc dobrze ustawionym w polu karnym, celnie główkował z ostrego kąta. Pod koniec meczu Genua osłabiona została przymusowym opuszczeniem boiska przez Burdisso. Zawodnik skumulował dwa żółte kartoniki. Rezultat rywalizacji nie uległ już zmianie. Drużyny podzieliły się punktami, zachowując tym samym status quo.
Chievo – Napoli, czyli samobójcza sprawiedliwość
Spotkanie Chievo – Napoli stawiało w roli faworyta drużynę z Neapolu. Ekipa prowadzona przez Rafaela Beniteza w obecnym sezonie radzi sobie wyjątkowo dobrze w Serie A. Zasiadając na trzecim miejscu w lidze, bierze udział w wyścigu o najwyższą stawkę. Zupełnie inaczej wygląda sprawa, jeśli chodzi o zespół prowadzony przez Rolando Marana. Zespół z Verony walczy o utrzymanie się w najlepszej włoskiej lidze, dostając przy tym nieustannej zadyszki. Dwa poprzedzające to spotkanie mecze to porażki z drużynami z górnej części tabeli. To prognozowało źle dla Chievo przed tym meczem. Niespodzianki nie było. Faworyzowane Napoli mecz wygrało, zdobywając przy tym dwa gole. Na listę strzelców wpisał się Cesar, niefortunnie jednak dla siebie zaliczył trafienie samobójcze, uszczęśliwiając tym samym sympatyków „Azzurich”. W tej sytuacji zupełnie zawiodła komunikacja bramkarz-obrońca.
Rafa Benitez dobrze pamięta czasy, w których emocji dostarczały mu potyczki z Fergusonem. Teraz zamiast Fergusona o zawał przyprawiło go Napoli (fot. skysports.com)
Piłkarze Napoli najwyraźniej czuli się w obowiązku odwdzięczyć się za podarowaną im bramkę. Siedem minut później to drużyna „Niebieskich” zaliczyła trafienie do własnej bramki. Podobnie jak w przypadku rywala, zawiódł kontakt obrona-golkiper. Na listę pechowców wpisał się środkowy obrońca Napoli, Miguel Britos. Pierwsza połowa kończyła się „samobójczym remisem”. Losy spotkania rozstrzygnęły się w drugiej jego części. Tym, który wywalczył komplet punktów dla składu z Neapolu, został Manolo Gabbiadini. Dobrze obsłużony przez Strinicia posłał piłkę po ziemi wprost do bramki rywala z centralnego miejsca pola karnego. Trzy oczka to dla Napoli umocnienie się na trzeciej lokacie w lidze. Tym samym jasny sygnał dla konkurenci, że zespół do samego końca będzie się liczył w grze, jeśli nie mistrzostwo, to na pewno o drugie miejsce w tabeli. Chievo natomiast zawitało ponownie do strefy spadkowej, zmieniając lokatę z 17 na 18.
„Wilcza” nieskuteczność
Po raz kolejny wielki zawód swoim sympatykom sprawiła drużyna Romy, która zremisowała z beniaminkiem Serie A Empoli na własnym stadionie. Rażąca nieskuteczność jest z pewnością jedną z przyczyn słabej formy „Giallorossich”, którzy już od czterech spotkań nie potrafią zdobyć kompletu punktów.
Jednak jeśli spojrzeć na statystyki tego spotkania, to trudno zaprzeczyć, że to właśnie zespół Rudiego Garcii był tym, który prowadził ten mecz. „Wilki” oddały prawie trzy razy więcej strzałów od Empoli, które, co ciekawsze, oddało zaledwie jeden strzał celny i to w dodatku z rzutu karnego, po którym to czerwoną kartkę otrzymał Manolas. Riccardo Saponara, który był poszkodowanym po starciu z Manolasem, nie pozostał dłużny rzymianom i w przeciągu czterech minut otrzymał dwie żółte kartki, a w konsekwencji czerwoną, która doprowadziła do tego, że obie drużyny musiały radzić sobie w dziesiątkę.
Kostas Manolas jest z pewnością współwinnym remisu swojego zespołu (fot. survey.pick1.com)
Niełatwo określić, co jest przyczyną tak dużej nieskuteczność Romy, która jeszcze na początku sezonu typowana była w roli faworyta do walki o scudetto. Obecna sytuacja „Giallorossich” zaskakuje wszystkich, lecz z pewnością cieszy szkoleniowca pierwszej drużyny w tabeli Massimiliano Allegriego, którego Juventus tym razem stracił punkty w walce z Udinese. Różnica między zespołami wynosi siedem punktów i prawdopodobnie tylko cud oraz nagłe załamanie formy „Starej Damy” mogłyby umożliwić Romie zdobycie pierwszego miejsca.
Quo Vadis Interze?
Niezwykle dużo mówiło się o renesansie Interu, ja sam uważałem, że ekipa, do której powrócił po latach Roberto Mancini, ma szansę na walkę o trzecie miejsce w tabeli Serie A. Niestety, obecne wyniki, które „Nerrazzuri” osiągają pod wodzą nowego-starego trenera, boleśnie zweryfikowały wszystkie nadzieje sympatyków z niebieskiej części Mediolanu.
Tym razem Inter uległ na wyjeździe Sassuolo, które zaaplikowało mu aż trzy gorzkie pigułki, w odpowiedzi otrzymując tylko jedną. Doskonałą robotę wykonało, zabójcze jak dotąd, trio Sansone-Zaza-Berardi. Każdy z nich ustrzelił po jednej bramce, zaś honorowe trafienie dla zespołu z Piazzale Angelo Moratti zaliczył Mauro Icardi.
Mediolańczycy, mimo wielu wzmocnień w postaci Podolskiego, Shaqiriego czy ostatnio też, wydartego z łap swoich bliźniaków z czerwonej części Mediolanu, Brozovicia, nie mogli powstrzymać naporu przeciwników, wykazując się przy tym niezwykłą nieskutecznością w ataku. Co ciekawe, obie drużyny oddały po tyle samo strzałów celnych, co doskonale obrazuje nam sytuację na boisku. Podobnie jak w meczu Romy z Empoli, obie drużyny kończyły mecz w dziesiątkę.
Gdyby nie Brozović to Inter płakałby o wiele większymi łzami
Spoglądając na ogólną sytuację „Niebiesko-czarnych” to nie maluje się ona w jasnych barwach. Dotychczas Inter wygrał zaledwie sześć spotkań w Serie A, pokonując zespoły takie, jak Atalanta, Genoa, Sampdoria czy (co ciekawsze) Sassuolo, które w pierwszym meczu uległo mediolańczykom aż 7:0. Bardzo kiepsko wygląda statystyka skuteczności strzałów, która w drużynie Interu wynosi 38% (dla porównania Juventus ma 45%).
Inter czekają teraz trzy nieco łatwiejsze i spokojniejsze spotkania, w których podopieczni Manciniego mogą złapać drugi oddech. Jednak czy na „Nerrazzurich” nie czekają przypadkiem drużyny, które po raz kolejny zaskoczyć mogą bramkarza Interu Samira Handanovicia?
Niespodzianka (nie)mile widziana
Na twarzach kibiców zgromadzonych na Stadio Dino Manuzzi widnieje niewyobrażalna radość i ogromne zaskoczenie. Gwizdkowi arbitra, który właśnie zakończył spotkanie wtóruje śpiew kibiców, którzy wciąż nie potrafią uwierzyć. Cesena pokonała Lazio Rzym. Cesena, która znajduje się na przedostatnim miejscu w Serie A, która zastanawia się, jak wyjść z kryzysu i uciec przed spadkiem, zdominowała zespół aspirujący do pierwszej trójki, sprowadzony brutalnie na ziemię wracał do szatni z opuszczonymi głowami. Na tablicy wyników widnieje rezultat 2:1. Nikt nie potrafi w to uwierzyć.
Właśnie w taki sposób najłatwiej opisać spotkanie, które odbyło się pomiędzy drużynami Ceseny i Lazio. Przegrana ze spadkowiczem oznacza dla rzymian malutki regres formy, który w dużym stopniu mógł wpłynąć na ich pozycję w tabeli. Swoistym szczęściem w nieszczęściu okazał się dla „Biancocelestich” rezultat Sampdori, która otrzymała potężny łomot, bo aż 5:1 w spotkaniu z Torino.
Tego spotkania dobrze wspominać nie będzie z pewnością Danilo Cataldi, którego nieszczęsny samobój w dużej mierze doprowadził do przegranej jego własnej drużyny.
Jak co tydzień postanowiliśmy wybrać jedenastkę i anty-jedenastkę kolejki. Zacznijmy więc od tej pierwszej.
Bramkarz: Gianluigi Buffon(Juventus)
Tym razem postanowiliśmy postawić na niezwykle doświadczonego goalkeepera Juventusu Turyn, którego postawa w bramce i umiejętność dyrygowania obroną w dużej mierze sprawiły, że Juventus nie przegrał tego spotkania. Popularny „Gigi” popisał się dwoma doskonałymi interwencjami, z czego ta druga udowodniła wszystkim sceptykom, że mimo wieku Buffon nie utracił refleksu.
Lewy obrońca: Ivan Strinić (Napoli)
Wśród lewoskrzydłowych obrońców na miano najlepszego zasłużył z pewnością Ivan Strinić, nowy zawodnik ściągnięty przez Beniteza w tym okienku transferowym. To właśnie on zaliczył asystę przy kluczowym trafieniu Gabbiadiniego. Wygrywał także prawie wszystkie pojedynki główkowe, dziesięciokrotnie powstrzymując akcje Chievo.
Środkowy obrońca: Alessandro Gamberini (Chievo)
Bezsprzecznie najlepszy środkowy obrońca kolejki. Mimo przegranej swojej drużyny wyrósł na czołowego zawodnika, bez którego ekipa Chievo mogłaby przegrać o wiele wyżej. Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na ilość piłek, które udało mu się przechwycić, bo było ich aż dziesięć, przy czym większość w obrębie pola karnego. Oprócz tego oddał jeden celny strzał i zaliczył stuprocentową skuteczność przy wślizgach.
Środkowy obrońca: Emiliano Moretti (Torino)
Po raz kolejny gościmy w jedenastce kolejki Emiliano Morettiego z Torino, który i tym razem dał wszystkim powody do wychwalania go. 97% skuteczności podań, trzy przechwyty, sześć odbiorów oraz jeden zablokowany strzał robią wrażenie.
Prawy obrońca: Sime Vrsaljko (Sassuolo)
Tym razem prawi obrońcy nie wyróżniali się za bardzo, dając nam tym samym dość spory dylemat. Jednak spośród wszystkich najbardziej błyszczał prawoskrzydłowy Sassuolo, którego ofensywne rajdy bardzo często nękały ekipę Interu Mediolan. Pracował doskonale zarówno w ataku, jak i w obronie.
Środkowy pomocnik: Juraj Kucka (Genoa)
Bardzo wyrazisty punkt, który w tej kolejce dał naprawdę dużo zespołowi „Gryfów”. Zaliczył kilka bardzo ważnych przechwytów i oddał cztery strzały. Solidny występ.
Środkowy pomocnik: Bruno Peres (Torino)
Kolejnym pomocnikiem wybranym do tego zestawienia jest piłkarz Torino Bruno Peres, który tak jak cały jego zespół zaliczył naprawdę fenomenalny występ przeciwko Sampdorii, która uległa turyńczykom aż 5:1. Pomocnik Torino strzelił jedną z bramek, czym w dużym stopniu zorganizował sobie miejsce w naszym zestawieniu.
Środkowy pomocnik: Radja Nainggolan (Roma)
Mimo słabego występu rzymian, Radja Nainggolan dał z siebie wszystko i udowodnił, że zainteresowanie wielu wielkich klubów nie jest bezpodstawne. Aż sześciokrotnie uderzał na bramkę, jego podania były skuteczne w 92%, zaś dwa razy dokonał przechwytu. Bardzo dobry mecz Nainggolana.
Lewy napastnik: Diego Perotti (Genoa)
Mimo że nie strzelił bramki ani nie zaliczył asysty, to był bardzo ważną częścią składową zespołu „Gryfów”. Jego rajdy powodowały bardzo dużą konsternację, czasami nawet strach przeciwników.
Środkowy napastnik: Fabio Quagliarella (Torino)
Kolejny zawodnik „Granata”, którego nie umieszczenie w tym zestawieniu byłoby bardzo ciężkim grzechem. Tripletta, którą zaliczył, mówi sama za siebie. To był jego dzień.
Prawy napastnik: Adem Ljajic (Roma)
Kolejny zawodnik Romy, która mimo słabego meczu miała bardzo dobrze pracujących zawodników. Ogromna skuteczność jego podań (96%) stała się głównym powodem umieszczenia go w tym rankingu.
Mamy TOP więc pora na FLOP.
Bramkarz: Emiliano Viviano (Sampdoria)
Koszmarny mecz, o którym Emiliano Viviano będzie chciał naprawdę szybo zapomnieć. W końcu dzień, w którym strzelają Ci pięć bramek, nigdy nie należy do najlepszych. Nic dodać nic ująć.
Lewy obrońca: Vasco Regini (Sampdoria)
Porażka to chyba zbyt słabe określenie na grę tego zawodnika. Wszystkie akcje, które szły jego skrzydłem, stawały się śmiertelnym zagrożeniem zawodników „Sampy”.
Środkowy obrońca: Matias Silvestre (Sampdoria)
Jaka jest definicja dobrego środkowego obrońcy? Takie pytanie może zadawać sobie stoper Sampdorii Matias Silvestre, który w tym meczu ścigał się o tytuł najgorszego zawodnika meczu wraz ze swoimi kolegami z drużyny.
Środkowy obrońca: Mauricio (Lazio)
Na ciepłe słowa w szatni z pewnością nie zasłużył stoper Lazio, którego nieodpowiedzialność i słaba gra doprowadziły do tego, że Lazio przegrało z ligowym spadkowiczem.
Prawy obrońca: Isaac Donkor (Inter)
Jego zachowanie w meczu z Sassuolo można uznać za honorowe, można określić je mianem fair play. Chociaż najtrafniejszym byłoby uznanie tego co zrobił Isaac Donkor za największą głupotę, na jaką było go stać. Chodzi oczywiście o czerwoną kartkę, która wykluczyła go z gry, a Interowi pozwoliła zaliczyć kolejne 45 minut strachu i hańby.
Środkowy pomocnik: Borja Valero (Fiorentina)
Zwykle oparcie drużyn,y tym razem okazał się najsłabszym ogniwem, którego nękały słabe zagrania, głupie straty i brak jakiejkolwiek pewności w zagraniach.
Środkowy pomocnik: Riccardo Saponara (Empoli)
Niełatwo określić występ, w którym zawodnik osłabia swoją drużynę tuż przed przerwą, dobrym. Szczególnie wtedy gdy po tym zawodniku powstaje wielka wyrwa w formacji pomocy.
Środkowy pomocnik: Rubén Botta (Chievo)
Dość słabe spotkanie rozegrane przez pomocnika Chievo. Zdecydowanie pod kreską. Całkowicie niewidoczny, a gdy już się pokazywał, to zaliczał głupie straty.
Lewy napastnik: Kostas Manolas (Roma)
O ile czerwona kartka Saponary nie niosła za sobą jakichś wielkich konsekwencji, które wprowadziłyby dramaturgię w poczynania zawodników Empoli o tyle czerwień obejrzana przez Manolasa była bardzo bolesna, ponieważ doprowadziła również do starty bramki. Niezwykle słaby mecz Manolasa.
Środkowy napastnik: Samuele Longo (Cagliari)
Pytaniem, które wypadało sobie zadać w tej sytuacji, byłoby: Czy w tym meczu grał ktoś taki jak Longo? Oddał jeden strzał, otrzymał żółtą kartkę… i to tyle w jego kwestii.
Prawy napastnik: Stefano Okaka (Sampdoria)
Jeżeli napastnik ani razu nie strzela na bramkę przeciwnika, to oznacza, że nie istniał na boisku. To doskonałe podsumowanie gry Okaki, który poza trzema faulami i pięcioma nieudanymi wślizgami nie popisał się niczym innym.