Wyobraźcie sobie, że w miejscu Waszego zamieszkania znajdujecie wymarzoną pracę. Tworzycie przez lata dany projekt, a po sukcesie inni wyciągają Wam kluczowe elementy. Potem musicie wszystko stworzyć na nowo, ale za to macie pewne miejsce pracy. Nikt nie pomyśli o zwolnieniu Was, nawet jakby zdarzały się jakieś potknięcia. Właśnie tak w Freiburgu żyje Christian Streich. Człowiek, który staje się legendą klubu z Fryburga Bryzgowijskiego.SC Freiburg to nie jest drużyna z najwyższej półki. To nawet nie jest ekipa ze średniej półki. Mimo to co parę lat potrafi mocno zaskoczyć w rozgrywkach Bundesligi. Jednym z głównych filarów tych niespodzianek jest Christian Streich, który jest związany emocjonalnie i zawodowo z tym niemieckim klubem. Głównie w roli szkoleniowca.
Los połączył go z Fryburgiem
Gy spojrzymy na zdjęcie, mogłoby się wydawać, że Christian Streich jest znacznie starszy, niż może się wydawać. A w rzeczywistości urodził się 54 lata temu w Weil nad Renem. Jest to miasteczko na granicy niemiecko-szwajcarskiej. Stamtąd nie tak daleko do Bazylei, ale akurat on powędrował w inną stronę. Swoją przygodę z piłkę nożną zaczynał od jej kopania. I tak chyba będzie najlepiej określić jego poziom piłkarski, bo nie zaistniał na dłuższą metę w lidze centralnej. Zaczynał od FV Lörrach, po czym jeszcze jako młody piłkarz trafił do Freiburger FC. Po paru latach udało mu się przejść do SC Freiburg, ale został tam tylko na rok. Później jego kariera zaczęła hamować, a on po czasie wrócił do Freiburgera, w którym powiedział pas. Zawieszając korki na kołku, automatycznie rozpoczął swoją kolejną przygodę w piłce nożnej. Tym razem już w roli trenera.
W 1995 roku objął zespół juniorów SC Freiburg. Po zaledwie roku pracy otrzymał awans i został pierwszym trenerem drużny U-19. Tę pozycję piastował przez 15 lat. Ostatnie cztery lata łączył z posadą asystenta szkoleniowca głównej drużyny. Najpierw był w sztabie Robina Dutta, a następnie u Marcusa Sorga. Ci dwaj trenerzy nie dali rady wejść w buty Volkera Finkego i pod koniec 2011 roku władze ekipy z Fryburga ogłosiły nazwisko nowego trenera. Został nim Christian Streich.
Christian Streich budowniczym
Władze SC Freiburg w pełni zaufały „człowiekowi stąd”. Ktoś, kto znał dobrze klub od wewnątrz, miał go wyprowadzić na prostą. Udało się to dość szybko zrobić, nawet z nawiązką. Sezon 2011/2012 zakończono na bezpiecznym 12. miejscu. Za to już rok później Christian Streich zlepił z tego, co miał, drużynę, która sensacyjnie zajęła 5. miejsce w Bundeslidze. W ekipie z Fryburga było wtedy kilku do dzisiaj świetnie nam znanych piłkarzy. Młodziutki Matthias Ginter, Oliver Baumann, świetnie zapowiadający się Johannes Flum, Daniel Caligiuri czy Max Kruse. Z tych wymienionych po tym wywalczonym sukcesie zostało tylko dwóch pierwszych, choć nie na długo.
SC Freiburg wrócił po 12 latach przerwy. Zagrał od razu w fazie grupowej Ligi Europy, ale nie dał rady awansować dalej. Christian Streich musiał szukać kolejnych materiałów na odbudowanie drużyny. Niemiecki trener stawiał przede wszystkim na zawodników posługujących się językiem niemieckim. Oczywiście nie zamykał się tylko na nich, bo decydował się także na pozyskiwanie obcokrajowców nieposługujących się tamtejszą mową. Pod ręką Streicha przeszło kilka naprawdę ciekawych nazwisk. Od początku jego pracy – pomijając wcześniej wymienionych – w Fryburgu w czerwono-czarnych koszulkach grali tacy piłkarze, jak: Gelson Fernandes, Vladimir Darida, Admir Mehmedi, Maximilian Philipp, Roman Bürki, Florian Niederlechner czy Caglar Soyuncu. Mają tam oko do wypatrywania dobrych zawodników.











