Działo się trochę w ekipie Arki Gdynia podczas trwającej przerwy w rozgrywkach spowodowanej pandemią koronawirusa. Jak już wiemy, w Gdyni doszło do zmiany właściciela, a kilka dni później byliśmy świadkami zmiany szkoleniowca. I choć sytuacja w tabeli dla Arki nadal nie jest komfortowa, a i terminarz w ostatnich meczach fazy zasadniczej nie jest zbyt optymistyczny… Nowe otwarcie w Arce Gdynia już dzisiaj!
Nowy szkoleniowiec Arki – Ireneusz Mamrot już w debiucie będzie miał bardzo trudne zadanie. Nie jest łatwo zaczynać swoją przygodę w nowym klubie od meczu z odwiecznym rywalem. Jak sam przekonywał jakiś czas temu w jednym z wywiadów, których udzielił niedługo po podpisaniu kontraktu w Gdyni, w meczach derbowych przesadza się z motywacją, a zapomina o normalnej grze w piłce. Najlepszym tego przykładem choćby wspomnienie byłego już trenera Arki – Leszka Ojrzyńskiego, który podsumował jeden z meczów derbowych przeciwko Lechii mianem „rąbanki”.
Styl się nie liczy
Dziś już wiemy, że podopieczni Arki Gdynia nie będą na siłę prezentować ładnego stylu gry. Pamiętając mecze Jagiellonii czy też Chrobrego Głogów pod wodzą Ireneusza Mamrota, trzeba wspomnieć o tym, że owe ekipy lubiły dominować nad swoimi rywalami. Śmiało grały piłką, wymieniały dużo podań. Nie była to tak zwana laga do przodu.
Teraz się to trochę zmieni. Chcąc utrzymać Arkę Gdynia w najwyższej klasie rozgrywkowej, szkoleniowiec doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że jego podopieczni muszą przede wszystkim regularnie punktować. – Nie będziemy szukać efektownej gry, bo musimy być efektywni. System, który ja preferuję, owszem wymaga trochę czasu, bo są w nim nieuniknione błędy. Zmiana na pewno będzie, ale od razu nie będzie to tak widoczne. Ofensywny styl preferowałem wcześniej w Jagiellonii Białystok, ale też ligę niżej w Chrobrym Głogów – odpowiedział na nasze pytanie Ireneusz Mamrot na swojej pierwszej konferencji prasowej w roli szkoleniowca Arki.
I nie ma się co dziwić, że dla podopiecznych Mamrota styl gry nie będzie miał większego znaczenia. Rok temu ekstraklasę w Gdyni miał uratować właśnie za pomocą „pragmatycznej” gry Jacek Zieliński. Wówczas Arka czekała na zdobycie kompletu punktów ponad pół roku – od października do kwietnia.











