Późnym popołudniem w środę doszło do pierwszych rozmów między włodarzami Lecha i trenerem Franciszkiem Smudą na temat nowego kontraktu szkoleniowca. Smuda pytany o termin podpisania nie wykazuje wielkiego zainteresowania. – Może być nawet po sezonie, dla mnie to nie jest istotne. – twierdzi trener.
Umowa miała być podpisana na początku kwietnia, potem informowano, że w połowie miesiąca, a tymczasem kontrakt wciąż nie jest gotowy. – Spotkałem w stolicy prawnika, który uświadomił mi, że jestem pierwszym trenerem od dłuższego czasu, który wypełni podpisany kontrakt. – opowiada „Franz”, ale jednocześnie jego podsumowanie dotychczasowej pracy, brzmi jak pożegnanie: – Cieszę się, że udało mi się przepracować ten okres. Różne chwile tu przeżyłem, o złych nie myślę, więcej było radosnych. To mnie cieszy.

Nie wiadomo czy były trener Widzewa i Wisły chce dłużej pracować w Poznaniu, bo jak na razie chęć podpisania nowej umowy wyrazili tylko przedstawiciele klubu. Wczoraj z trenerem spotkali się prezes Andrzej Kadziński i właściciel Lecha Jacek Rutkowski.
Trenerowi marzy się większy wpływ na politykę transferową. Nie od dziś wiadomo, że nie jest on zadowolony z transferów poczynionych zimą. Gordan Golik czy Haris Handzi ć nie są ulubieńcami swego opiekuna, a najczęściej gracze ci oglądają mecze z ławki rezerwowych. Najczęściej, bo przecież zdarzają się mecze, w których… siedzą na trybunach. – Model angielski, w którym menedżer decyduje o tym, kogo kupić, to idealne rozwiązanie, ale w Polsce nie da się go wprowadzić. Tu, w Lechu, i tak sprawa wygląda najlepiej. – tłumaczy.
Kolejnym marzeniem szkoleniowca jest szeroka, wyrównana kadra. – Doskonale zdaję sobie sprawę, że w Polsce żadnego klubu nie stać na płacenie kontraktów 28 piłkarzom, tak jak to jest w silnych klubach. – mówił. – Ale chciałbym mieć minimum szesnastu graczy w polu, takich wyrównanych, że jednego wyjmujesz, drugiego wkładasz, a drużyna tego nie odczuwa.
I właśnie dlatego możemy przypuszczać, że rozmowy pomiędzy opiekunem Kolejorza a jego mocodawcami dotyczą nie tyle umowy, co wyglądu drużyny w nowym sezonie.
Smuda jednakże uparcie podkreśla: – Mój kontrakt to nic. Najpierw drużyna.
Trener zdradził, że przedstawił swoim przełożonym listę z nazwiskami trzech piłkarzy, którzy przydaliby się Lechowi. To właśnie od niego, zarząd otrzymał listę z trzema nazwiskami zawodników, którzy pomogliby Lechowi w walce o upragnioną Ligę Mistrzów czy też Ligę Europejską. – – krótko skwitował trener.











