W spotkaniu na szczycie włoskiej Serie A Milan w dramatycznych okolicznościach zremisował z Juventusem 1:1. W pierwszej połowie górą byli gospodarze, w drugiej inicjatywę powoli przejmowali „Bianconeri”, którym ostatecznie udało doprowadzić się do wyrównania. Milan od samego początku zainstalował intensywny pressing na połowie rywali oraz w środku pola, dzięki czemu przeważał przez całą pierwszą, a także większą część drugiej połowy. Gdy „Rossoneri” się wycofali, pałeczkę przejęli podopieczni Antonio Conte. Kilka spostrzeżeń z meczu, który najpewniej stanie się klasykiem.
Dominacja w pomocy
W zapowiedzi pisaliśmy, że jeżeli Holendrem nie zajmie się jeden z napastników „Juve”, wówczas „Rossoneri” dzięki przewadze czterech na trzech zdominują strefę pomocy. Tak też się stało. Chociaż w początkowej fazie meczu Quagliarella próbował przeszkadzać van Bommelowi, to nigdzie nie widzieliśmy charakterystycznego dla „Starej Damy” z początku sezonu pressingu na obrońcach rywali. Dzięki temu Mexes lub Thiago Silva mogli spokojnie rozgrywać piłkę, najczęściej posyłając ją do kogoś z dwójki bocznych obrońców. Następnie ci podawali ją do van Bommela, który miał wystarczająco czasu i miejsca, by w spokoju nadawać ton atakom drużyny.
Po drugiej stronie piramidy Emanuelson miał również dużo swobody – Pirlo niespecjalnie lubi grę defensywną, nie był więc zbytnio zainteresowany śledzeniem Holendra. Były gracz Ajaksu znakomicie uzupełniał się z Robinho, którego gra bez piłki terroryzowała obrońców Juventusu – Brazylijczyk pracował z przodu za dwóch.
Wysoki pressing
To, czego nie zrobili juventini, zrobił Milan. Kiedy Juventus wyprowadzał piłkę z własnej połowy, Pato i Robinho błyskawicznie doskakiwali do Barzagliego i Chielliniego, a Emanuelson miał oku na Pirlo. W ten sposób najczęściej za rozegranie brał się Bonucci, którego jedynym pomysłem było posłanie górnej piłki do któregoś ze skrajnych pomocników.
W końcu były piłkarz Bari popełnił błąd – podał do jednego z piłkarzy Milanu, a chwilę później Nocerino uderzył zza pola karnego i gospodarze prowadzili 1:0. Ta bramka dość dobrze ukazuje założenia taktyczne Allegriego: a) zmuszenie do rozegrania tych piłkarzy, którzy tego nie potrafią, b) odcięcie od gry głównego rozgrywającego – Andrei Pirlo, c) ciągła presja, wymuszająca wykopy do przodu, w myśl zasady „jeżeli każdy z zawodników jest kryty, to podajemy do tego, który jest najbardziej oddalony od naszej bramki”, d) odbiór piłki jak najbliżej bramki przeciwnika.
Neutralizacja skrzydeł
W zapowiedzi wskazaliśmy również potencjalny problem Milanu z poradzeniem sobie ze skrajnymi pomocnikami. Prawdą jest, że każdego, kto mierzy się z 3-5-2, największe kłopoty spotykają ze strony wing-backów. Druga sprawa, że podopieczni Allegriego nie najlepiej bronią przeciw drużynom grającym szeroko.
„Rossoneri” mieli tego wieczoru szczęście – Estigarribia był tragiczny, a Lichsteiner grał poniżej swojego normalnego poziomu. Z kolei boczni obrońcy Milanu sprawowali się znakomicie.










