Unai Emery nie zaliczył udanego początku na ławce trenerskiej Arsenalu. Były trener PSG nieco zadziwił składem, jednak element zaskoczenia nie wystarczył, aby pokonać City Guardioli. Goście do Londynu przyjechali jak po swoje i w pełni kontrolowali przebieg spotkania. Choć Arsenal sezon rozpoczął już z nowym trenerem, to w pierwszym ligowym starciu w wielu aspektach wciąż wyglądał jak zespół Wengera.
Gwiazdy nie były potrzebne
Manchester City nie dał Arsenalowi cienia wątpliwości i od początku spotkania pokazał, który zespół jest aktualnie w znacznie lepszej dyspozycji. Pomimo braku: De Bruyne’a, Davida Silvy, Kompany’ego i Otamendiego City wyglądało niczym drużyna kompletna. Całkowitym przeciwieństwem ideału był za to Arsenal, który pomimo dyspozycji niemal wszystkich graczy z kadry miał ogromne problemy z przeciwstawieniem się rywalowi.
W składzie Arsenalu także nie zabrakło niespodzianek. Największą z nich była obecność w środku pola Guendouziego, który wraz z Xhaką miał odpierać ataki gości. Prędko okazało się, że ten duet nie był trafionym wyborem Emery’ego. Podobnie zresztą z decyzją o posadzeniu na ławce Lacazette’a, który po wejściu na murawę od razu ożywił grę gospodarzy. Zacznijmy jednak od początku…
Arsenal bezradny w środku pola
Od pierwszych minut na murawie dominowali gracze Pepa Guardioli. Manchester zbierał niemal wszystkie drugie piłki i prędko transportował je na skrzydła, a więc w to miejsce, w którym Arsenal miał spore kłopoty. Wynikały one przede wszystkim z postawy Oezila i Mchitarjana, którzy rzadko wspierali bocznych defensorów.

Taki stan rzeczy powodował, że Bellerin czy Maitland-Niles (zastąpiony jeszcze w pierwszej połowie przez Lichtsteinera) musieli niejednokrotnie uznawać wyższość Sterlinga czy Mahreza. Skrzydłowi City mieli o tyle łatwiej, że wielokrotnie byli wspierani przez swoich bocznych obrońców.

W zamyśle skrzydła w postaci Oezila i Mchitarjana miały gwarantować zespołowi płynność w ataku i z pomocą Ramseya oraz Aubameyanga konstruować groźne sytuacje bramkowe. W praktyce jednak wspomnieni gracze nie potrafili kreować zagrożenia pod bramką City i – co gorsza – nie wspomagali zespołu w grze defensywnej.
Guendouzi poszkodowany
Młody Francuz w poprzednim sezonie grał jeszcze w Ligue 2, zaś w nowej kampanii stanął przed wyzwaniem zabezpieczenia środka pola w starciu z mistrzem kraju. Choć Guendouzi niezwykle się starał, to jego braki były wysoce wyeksponowane. Były gracz Lorient wielokrotnie tracił piłkę w niebezpiecznych strefach, dopuścił Aguero do sytuacji sam na sam z Cechem, miewał niecelne podania i – co najgorsze – zbyt łatwo dał się ominąć Sterlingowi podczas akcji bramkowej.














