Upojna noc kończy się porannym kacem. Niedziela nie przywitała nas bólem głowy, bo wśród głównych aktorów zmroku mieliśmy niszczycieli dobrej zabawy. Nie było święta piłki. Symulki jakich świat nie widział. Polowanie na kości rywali. Rozkładanie rąk w stronę sędziego, który i tak miał stanowczo zbyt dużo cierpliwości do paskudnie grających Paragwajczyków. Dobrze, że już ich nie ma.
Paragwaj zbudował mur, Francja miała kłopoty z jego przejściem
Po grze Francuzów z pierwszych minut spotkania było widać samą chęć jak najszybszego przetransportowania piłki pod bramkę Paragwaju. Szybko napotkali bardzo szczelny, głęboko ustawiony mur. Z murami jest tak, że trzeba użyć ogromnej siły, by takowy zburzyć, albo szukać małych wyrw, by jakoś go obejść. Do pierwszego rozwiązania potrzebny jest szereg predyspozycji fizycznych, odpowiednia postura i siła. Drugie wymaga przede wszystkim sprytu, lekkości przy piłce, wirtuozerii w dryblingu. Człowiek ubolewał nad tym, że w tym trójkolorowym gwiazdozbiorze zabrakło i jednego, i drugiego, bo koniec końców ani razu nie pokonali Paragwajczyków z gry.
„Koguty” miały jakieś próby. Próba z dystansu Manu Kone, indywidualne ataki Kyliana Mbappe, strzał z ostrego kąta Ousmana Dembele. Nie było tu jednak wystarczająco dużej jakości, by bardziej zagrozić bramce Orlando Gilla. W końcu taktyka oparta na ostrych faulach zemściła się na Paragwajczykach. W 50 minucie przesadzili i sędzia musiał wskazać na wapno. Karnego wykorzystał pewnie Kylian Mbappe.
Paragwaj nie chciał atakować
Wydawałoby się, że teraz ten Paragwaj to już musi ruszyć. Więcej dynamiki, szybkich wejść między obronę Francuzów, podań w trzecią tercję, poszukiwań napastników. To naturalne, że tego oczekiwaliśmy. Niestety, mecz bardziej się nie otworzył. Wciąż to Francja kontrolowała grę i utrzymywała posiadanie. Straty nie wiązały się z wielkimi konsekwencjami. Gdy przychodził sprawdzian z umiejętności gry w piłkę nożną, podopieczni Gustavo Alfaro ulegali brutalnej weryfikacji. Zresztą, w całym spotkaniu nie oddali ani jednego, celnego strzału i wygenerowali xG na poziomie 0,15.
Co więcej, był to jeden z zaledwie trzech meczów w historii Mistrzostw Świata, w którym podczas pierwszej połowy nie padł ani jeden celny strzał na bramkę. Paragwajczycy zanotowali także celność podań na poziomie 54% (99/183), co jest najgorszym wynikiem w historii Mundiali.
To zdecydowanie zbyt marne liczby, by przekształcić je w cokolwiek, co mogłoby dać reprezentacji Paragwaju chociaż dogrywkę. Bo wiadomo, że dogrywka to już sztuka przeczekania, a w karnych może wydarzyć się wszystko. Po remisie w regulaminowym czasie gry dla outsidera wizja awansu staje się serio bliska.
Chamstwo i wątpliwa jakość piłkarska. Przed państwem Matias Galarza
Paragwajczykom nie udało się pokazać ani atrakcyjnej, ani pragmatycznej gry. Pokazali boiskowe chamstwo. Matias Galarza, na co dzień gracz Atlanty United wielokrotnie demonstrował wręcz karykaturalne symulki samemu dużo bardziej polując na kości rywala niż piłkę. W jednej z konfrontacji z , gracz Bayernu Monachium podczas sprzeczki uciszał Galarze. Ten bez kontaktu fizycznego wyłożył się teatralnie na murawę.










