Ubiegłoroczny triumfator Pucharu Narodów Afryki i piąta drużyna federacji CAF liczy w Brazylii na najlepszy wynik w historii występów na mistrzostwach świata. Zadanie nie należy jednak do łatwych. Nigeria powalczy zapewne z Bośnią i Hercegowiną o drugie miejsce w grupie F, gdyż pierwsze wydaje się zarezerwowane dla reprezentacji Argentyny.
Historia występów Nigerii na mistrzostwach świata jest bardzo krótka. Dopiero 20 lat temu „Super Orłom” udało się po raz pierwszy awansować na mundial. Drużyna z Afryki Zachodniej nie była jednak w stanie zajść dalej niż do 1/8 finału. W tym roku ma być inaczej. Nigeria trafiła do grupy F, gdzie zmierzy się z Argentyną, Bośnią i Hercegowiną oraz Iranem. Wszystkie drużyny są sklasyfikowane w najnowszym rankingu FIFA na wyższych lokatach niż Afrykańczycy, jednak bukmacherzy obstawiają, że w walce o awans kompletnie nie będzie się liczył Iran, z kolei Nigeria powalczy o drugie miejsce z Bośnią. Same eliminacje do mistrzostw świata nie sprawiły „Super Orłom” żadnych problemów. Podopieczni Stephena Keshiego wyraźnie wygrali w swojej grupę, a w decydującym o awansie dwumeczu pokonali reprezentację Etiopii. Byli pierwszym zespołem z Afryki, który zapewnił sobie występ w Brazylii.
Only together we can win

Hasło, które będzie widniało na nigeryjskim autokarze podczas mistrzostw świata w Brazylii, oddaje specyfikę gry reprezentacji Nigerii. „Tylko razem możemy wygrać” – Nigeria nie jest drużyną gwiazd, to zespół, który opiera się na współpracy i zaangażowaniu całej jedenastki. Podopieczni Stephena Keshiego grają najczęściej w ustawieniu 4-2-3-1. Na bramce stoi Vincent Enyeama, który może zostać jedną z gwiazd mundialu. W linii obrony trener Keshi ma już teraz lekkie problemy. Tuż przed mistrzostwami z kadry wypadł Elderson Echiejile, który w sparingu z Grecją zerwał ścięgno. Nie wiadomo też, czy w pełni sił będzie inny obrońca, Kenneth Omeruo, który wraca powoli do zdrowia. Na szczęście pozostali zawodnicy są gotowi do gry. W linii pomocy za destrukcję będzie odpowiedzialny John Obi Mikel, a środkiem pola będzie rządzić Ogenyi Onazi. Prawdziwą bronią Nigeria dysponuje jednak z przodu. Na szpicy ustawiony jest Emmanuel Emenike, a z tyłu wspierają go Victor Moses, Michael Uchebo oraz Ahmed Musa, który wraca już do pełni sił. Mając takich zawodników w ataku, trener Keshi może być spokojny o sytuacje bramkowe drużyny. Jeśli skuteczność będzie wysoka, Nigeria może zajść daleko na tym turnieju.
Dymisja, której nie było
Szkoleniowcem „Super Orłów” jest jeden z najbardziej utytułowanych afrykańskich trenerów. Stephen Keshi to były obrońca reprezentacji Nigerii, który część swojej piłkarskiej kariery spędził na europejskich boiskach. Jest jedną z dwóch osób, które zdobyły Puchar Narodów jako piłkarz i trener. W 2013 roku triumfował w nim właśnie z zespołem Nigerii, którego jest szkoleniowcem od 2011 roku. Niewiele jednak brakowało, by finałowy mecz turnieju stał się ostatnim spotkaniem Keshiego na nigeryjskiej ławce. Charyzmatyczny trener pokłócił się z tamtejszą federacją piłkarską po tym, jak działacze zarezerwowali jego zespołowi lot powrotny do kraju jeszcze przed ćwierćfinałem Pucharu Narodów, gdy dowiedzieli się, że rywalem Nigerii będzie w nim faworyt turnieju, Wybrzeże Kości Słoniowej. Keshi złożył rezygnację ze stanowiska, ale ostatecznie porozumiał się z federacją i poprowadził drużynę do awansu na brazylijski mundial. Co jest jego kluczem do sukcesu? Przede wszystkim, jak sam mówi, wysiłek wielu osób. Ciężka praca oraz współpraca z piłkarzami w końcu przyniosą efekty. Keshi bardzo wierzy w swoją drużynę. Niedawno na jego Twitterze pojawiła się znana sentencja, która mówi: „Kiedy sytuacja staje się trudna, silni będą pracować jeszcze mocniej, by sprostać wyzwaniu”. To zdanie idealnie podsumowuje, czego możemy spodziewać się po Nigerii na mistrzostwach świata.













