Znakomite widowisko zafundowali swoim kibicom piłkarze Udinese i Napoli. Gospodarze mieli już rywala na łopatkach, lecz przyjezdni za sprawą Edinsona Cavaniego zdołali się podnieść i dorównać wczesnym faworytom tego spotkania. Dzięki Urugwajczykowi Napoli ze stanu 0:2 zdołało doprowadzić do remisu, choć sam bohater zaprzepaścił doskonałą szansę, jaką był rzut karny przy dwubramkowej stracie.
Zarówno Napoli, jak i Udinese zakończyły niedawno swoją przygodę w europejskich pucharach, a więc mogły się w pełni skupić na walce o ligowe punkty. A trzeba przyznać, że obie ekipy mają o co walczyć, bo odpowiednio czwarty i piąty zespół Serie A całkiem poważnie myślą o miejscu premiowanym grą w Lidze Mistrzów. Ten mecz mógł więc wiele rozstrzygnąć w batalii o udział w elitarnych rozgrywkach.

Od pierwszej minuty spotkania można było zauważyć gołym okiem, że piłkarze obu drużyn są podwójnie zmotywowani do tego mecz. Nie od dziś wiadomo, że przesadna ambicja w połączeniu z frustracją w związku z niepowodzeniem wywołuje niezdrowe emocje, której następstwem są kartki, często w kolorze czerwieni, więc można było spodziewać się ostrej gry. Te niezdrowe emocje pozostały jednak w szatni, a na boisku mogliśmy się zachwycać umiejętnościami stricte piłkarskimi. Szczególnie mógł podobać się Edinson Cavani, który nie po raz pierwszy udowodnił, że jest piłkarzem przez duże „P”. Jednak mimo optycznej przewagi gości to zawodnikom Udinese udało się sforsować defensywę rywali. Po jednej z akcji doskonałym instynktem strzeleckim wykazał się Gianpiero Pinzi i pakując piłkę do siatki, wyprowadził swój zespół na prowadzenie.
Do końca pierwszej części spotkania wynik nie uległ zmianie, ale w drugiej od początku było niezwykle gorąco. Najpierw do ofensywy ruszyło Napoli i niewiele brakowało, by Cavani doprowadził do wyrównania. Chwilę później do ataku ruszył zespół z Udine. Składną akcję próbował wykończyć Pinzi, lecz po jego uderzeniu piłka trafiła w słupek, jednak wobec dobitki Di Natale golkiper ekipy z Neapolu był już bezradny.
Podrażnieni goście za wszelką cenę dążyli do zdobycia kontaktowej bramki. Emocje rosły, zimna krew płynąca w żyłach zawodników obu drużyn zdawała się osiągać temperaturę wrzenia. Jak inaczej wytłumaczyć zachowanie Diego Fabbriniego, który za kolejny faul zobaczył drugą żółtą i w efekcie czerwoną kartkę, zupełnie niepotrzebnie osłabiając swoją drużynę przy korzystnym wyniku. Rywal od tej pory miał przewagę liczebną i nie trzeba było długo czekać, by z niej skorzystał. Tym razem pomógł mu w tym Domizzi, który zagrał piłkę ręką w polu karnym. Jak się po chwili okazało, korzyść w postaci rzutu karnego nie oznacza jeszcze gola, bo Cavani przegrał pojedynek z bramkarzem gospodarzy.











