Lech Poznań po tej kolejce ekstraklasy zbliżył się do Legii na dwa punkty. Lechici wygrali bardzo ważny mecz z Ruchem, natomiast przemeblowana Legia tylko zremisowała z Koroną Kielce.
W meczu pomiędzy Lechem Poznań a Ruchem Chorzów faworytem byli gospodarze, którzy chcieli za wszelką cenę zrehabilitować się za słaby mecz, który rozegrali w Szczecinie. Trener Skorża zaskoczył trochę składem, jaki wystawił na to spotkanie. Od pierwszej minuty zagrali Jakub Serafin i Zaur Sadajew.
Zarówno jeden, jak i drugi spisywali się bardzo dobrze. Sadajew był kluczową postacią swojej drużyny, uczestniczył w większości akcji i sprawiał ogromne problemy obrońcom gości. I to właśnie Czeczen wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, wykorzystując świetne podanie od Lovrencsicsa. Po tej bramce Lech trochę odpuścił i do głosu zaczęli dochodzić goście. Swoje szanse mieli Babiarz i Zieńczuk, ale dobrze w bramce spisywał się Gostomski. Należy także pochwalić Serafina, który bez żadnych respektów wszedł do ekstraklasy.
Gdy wydawało się, że Ruch zaczyna mieć przewagę, rzut karny wywalczyli lechici. Faulowany w polu karnym był Sadajew. Do piłki podszedł Marcin Kamiński, jednak jego strzał obronił Putnocky. Co ciekawe, to drugi niestrzelony przez Kamińskiego karny w tym sezonie i drugi w meczu przeciwko Ruchowi.
Co się odwlecze, to nie uciecze. To polskie przysłowie miało odzwierciedlenie na boisku, ponieważ niedługo po tym rzucie karnym prowadzenie „Kolejorza” podwyższył Kasper Hamalainen po pięknej akcji w wykonaniu Sadajewa i Kędziory. Po tej sytuacji Lech już kompletnie dominował na boisku do końca pierwszej połowy. Swoje sytuacje miał jeszcze bardzo dobrze dysponowany Sadajew, jednak do przerwy wynik nie uległ już zmianie.
Ruch nie grał źle, ale popełniał rażące błędy w obronie, głównie za sprawą Rafała Grodzickiego, który grał wręcz katastrofalnie. Sprokurował karnego, a także dwa razy nie upilnował zawodnika, co skończyło się stratą bramek. Z taką obroną piłkarze z Chorzowa mogą mieć problem z utrzymaniem się w naszej lidze.











