Śląsk Wrocław wygrywa z Piastem Gliwice w meczu 9. kolejki PKO Ekstraklasy. „Trójkolorowi” strzelili jednego gola autorstwa Matiasa Nahuela. Nie było to zbyt widowiskowe spotkanie dla postronnego kibica. Gra toczyła się głównie w środkowej strefie boiska, a oba zespoły grały bardzo wolno i ostrożnie, przez co padało mało strzałów. Taki obraz meczu zmienił się dopiero pod koniec pierwszej połowy.
Przebieg spotkania nie musi wcale zaskakiwać. Śląsk Wrocław to oczywiście jedna z najlepszych ofensyw w lidze. Do tego cztery z ostatnich meczów „Wojskowi” wygrywali z przewagą dwóch goli. Można również wspomnieć o zwycięstwach z takimi drużynami jak Lech Poznań czy Pogoń Szczecin. Do Wrocławia przyjechała jednak drużyna, którą trudno pokonać. Piast nie przegrał żadnego z ostatnich siedmiu meczów w ekstraklasie, urywając punkty między innymi Legii Warszawa.
Nudny początek spotkania
Długa część pierwszej połowy to gra w środku pola. Ataków i strzałów na bramkę było jak na lekarstwo, zarówno po jednej, jak i po drugiej stronie. Ciekawie zaczęło się robić około 30. minuty spotkania. Rzut wolny Piasta Gliwice. Dobrą wrzutkę posłał Katranis, jednak nikt nie przeciął tego podania. Kilka chwil później goście rozgrywali akcję pod polem karnym gości. Dobrą piłkę otrzymał Michał Chrapek, lecz jego strzał ostatecznie został zablokowany.
W 39. minucie spotkania padła pierwsza i ostatecznie jedyna bramka. W rolach głównych Matias Nahuel oraz Erik Exposito. Sytuacja gości pogorszyła się podczas doliczonego czasu gry. Drugą żółtą kartkę, a w konsekwencji czerwoną otrzymał Arkadiusz Pyrka. Gliwiczanie musieli odrabiać straty, grając w dziesiątkę.
Druga połowa spotkania
Wydawać by się mogło, że to „Trójkolorowi” powinni częściej atakować w drugiej części meczu. Gospodarze w tym sezonie słyną przecież ze świetnej ofensywy. Dodatkowo ich oponenci grali bez jednego zawodnika. Dwukrotni mistrzowie Polski nie kwapili się jednak do zbyt ofensywnej gry. Inicjatywę przejęli więc przyjezdni. Piast podjął ryzyko i wysoko podchodził pod bramkę rywali. W pewnych momentach ekipa Śląska broniła się całą drużyną w pobliżu swojego pola karnego. Groźne sytuacje tworzyli Ameyaw czy Holubek, jednak bez problemu poradził sobie z nimi Rafał Leszczyński.
„Wojskowi” mogli zamknąć wynik pod koniec spotkania. Dwóch dogodnych sytuacji nie wykorzystał jednak Erik Exposito. Los dał mu trzecią szansę. Hiszpan bowiem wywalczył rzut karny dla swojej drużyny. Poszkodowany podszedł do piłki i uderzył prosto w poprzeczkę, marnując szansę na dziewiątego gola w tym sezonie. Chwilę później sędzia odgwizdał koniec spotkania.











