W inaugurującym spotkaniu 19. kolejki Serie A Sampdoria Genua pokonała 2:1 Romę. Przebieg meczu był niesłychanie emocjonujący. Aktorzy spektaklu na Luigi Ferrais poza tym, iż zdobyli trzy gole, to zostali „obdarowani” także trzema czerwonym kartkami.
W spotkaniu otwierającym dziewiętnastą serię spotkań w lidze włoskiej naprzeciw siebie stanęły zespoły Romy i Sampdorii. Spoglądając na statystyki z ostatnich meczów, faworytem był klub ze stolicy Italii. Na ostatnie trzy rozegrane spotkania, wszystkie zakończyły się po myśli szkoleniowca, Claudio Ranieriego. Z kolei adwersarze rzymian zbierają ostatnio mniej pochlebne recenzje, by nie rzec, iż są w lekkim kryzysie, raz tylko wygrali i ponieśli dwie porażki z rzędu.

Konfrontacja czwartej z dziewiątą ekipą rozgrywek od samego początku przyniosła wiele emocji. Zawziętość i determinacja zostały ukarane bardzo szybko przez głównego arbitra spotkania, Gianlucę Rocchiego, który w 7. minucie pokazał żółtą kartkę Daniele Gastaldello, temperując jednocześnie zapędy obrońcy „Blucerchiati” do nieprzepisowej gry. Natomiast odmienne nastroje zapanowały w ekipie gospodarzy po osiemnastu minutach gry. Wtedy to właśnie padł gol dla „Giallorossi”. Goście wykorzystali swoje doświadczenie, tłumiąc akcje ofensywne Sampdorii w zarodku. Po umiejętnej obronie w pierwszym kwadransie gry kolejne minuty były pokazem przewagi rzymian, czego efektem była bramka strzelona przez Mirko Vucinicia. Czarnogórzec zdobył tym samym swojego szóstego gola w Serie A w obecnym sezonie.
Zgodnie z przewidywaniami, po stracie gola do ofensywy ponownie przeszła ekipa gospodarzy, lecz zarówno Rene Ziegler, jak i pod koniec pierwszej części gry Guido Marilungo nie zdołali pokonać bramkarza, Julio Sergio. Szczególnie warto odnotować strzał tego ostatniego. 20-letni napastnik urodzony w Montegranaro, oddając mocne uderzenie, chybił. Tuż po tym strzale sędzia główny zaprosił aktorów owego widowiska do szatni na regulaminową przerwę.
Druga odsłona zaczęła się od niezrozumiałej dla postronnego obserwatora zmiany. Świetnie spisującego się w meczu Philippe’a Mexesa zmienił Juan. Natomiast tuż po gwizdku rozpoczynającym kolejne 45 minut gry swoje konsekwentne założenia z końca pierwszej połowy realizowali podopieczni Domenico Di Carlo. Ofensywne akcje gospodarzy strzałami na bramkę Romy kończyli odpowiednio Angelo Palombo oraz Stefano Guberti. Obu zawodnikom czegoś zabrakło. O ile w przypadku kapitana Sampdorii można mówić, że miał pecha, bo strzał został zablokowany przez defensorów Romy, to Gubertiemu należy zarzucić przede wszystkim brak precyzji w strzale.
Jednak chwilę później wysiłek został doceniony. Wprowadzony na murawę tuż po przerwie Brazylijczyk Juan popełnił katastrofalny w skutkach błąd. Podał piłkę do swojego golkipera, który nie mogąc jej sięgnąć, ratował się przed utratą futbolówki faulem. Za to przewinienie Julio Sergio otrzymał słusznie czerwoną kartkę i musiał opuścić murawę Luigi Ferraris. W mgnieniu oka runął cały plan taktyczny Claudio Ranieriego. Po pierwsze musiał wprowadzić w miejsce Meneza bramkarza Doniego, a po drugie dla gości został podyktowany rzut karny. „Jedenastkę” na gola zamienił Nicola Pozzi, który pewnym, mocnym strzałem w środek bramki doprowadził do wyrównania i na tablicy wynikowej wyświetlał się już wynik 1:1.











