Mało kto przed meczem spodziewał się, że rozpędzony Liverpool nie zdoła pokonać na Anfield Road przedostatniego zespołu w tabeli – Stoke City. Remis nie cieszy nikogo. Liverpool skomplikował swoją sytuację w walce o czołowe miejsca w lidze, natomiast „The Potters” zrobili kolejny krok ku degradacji.
Przed spotkaniem Liverpoolu ze Stoke City jednym z najczęściej poruszanych tematów przez media był kolejny rekord, który Mohamed Salah mógł pobić w obecnym sezonie. W przypadku zdobycia choć jednej bramki Egipcjanin pobiłby rekord strzelecki Alana Shearera (31 bramek w jednym sezonie Premier League), który niedawno wyrównał.
Jednak dla „The Reds” spotkanie ze Stoke City miało być przede wszystkim jednym z ostatnich kroków ku zapewnieniu miejsca w czołowej czwórce Premier League. Swoje ambicje przed meczem mieli również goście. Stoke City, aby realnie myśleć o utrzymaniu, musiało wygrać na Anfield Road.
W obliczu kontuzji Alexa Oxlade’a-Chamberlaina, której Anglik doznał we wtorkowym spotkaniu z AS Roma, Jürgen Klopp zmuszony został do zmiany ustawienia. Niemiec desygnował skład w niecodziennym dla „The Reds” systemie 3-4-3 z tylko dwoma środkowymi pomocnikami – Jordanem Hendersonem oraz Georginio Wijnaldumem. Ponadto Danny Ings zastąpił na lewym skrzydle kontuzjowanego Sadio Mane.
Paul Lambert również postawił na ofensywne ustawienie, desygnując do gry Xherdana Shaqiriego, który miał obsługiwać podaniami Petera Croucha. Już pierwsze minuty pokazały, że dwójkowe akcje tych graczy mają być w teorii sposobem „The Potters” na sukces. Dwa rzuty rożnego w ciągu trzech minut nie spowodowały jednak wielkiego zagrożenia pod bramką Lorisa Kariusa.
Ostrzeżenie podziałało na Liverpool. Już dwie minuty później Mohamed Salah wyszedł sam na sam z Jackiem Butlandem i gdy podcinał piłkę, wydawało się, że pobija właśnie rekord strzelecki Alana Sherearea. Egipcjanin posłał jednak futbolówkę obok angielskiego bramkarza i obok bramki.
Niewykorzystana sytuacja Salaha podziałała mobilizująco na Liverpool. Egipcjanin raz za razem próbował oddawać kolejne strzały, jednak był dobrze i krótko pilnowany przez defensorów Stoke City. Mimo eskorty przeciwnika kilka minut później Salah skorzystał z wolnej przestrzeni, dzięki czemu posłał otwierające drogę od bramki podanie do Alexandra-Arnolda. Młody Anglik trącił jednak tylko lekko piłkę, co sprawiło, że Butland znów wyszedł zwycięsko.
Stoke City natychmiast odpowiedziało. Xherdan Shaqiri wbiegł w pole karne, a podania Szwajcara wzdłuż bramki nie wykorzystał Peter Crouch. To była zdecydowanie najlepsza sytuacja „The Potters” w pierwszej odsłonie spotkania.
Kolejne ostrzeżenie pobudziło jeszcze bardziej Liverpool. Najpierw Georginio Wijnaldum strzelał niecelnie z 16. metra, a sześć minut później Mohamed Salah z rzutu wolnego uderzył tylko w boczną siatkę. Starania „The Reds” zostały ukoronowane golem, lecz nieuznanym. Cztery minuty przed końcem pierwszej połowy meczu Danny Ings zdobył bramkę po zamieszaniu w polu karnym, lecz arbiter liniowy słusznie podniósł chorągiewkę.











