Prawdziwą walkę o wygraną mieli okazję oglądać kibice na Stadium of Light. Mimo strzelonych aż czterech bramek w tym meczu żaden z zespołów nie wyszedł zwycięsko z tego pojedynku.

Po tym jak Mauricio Pochettino zdołał zachować pozycję trenera „Świętych” potrzebował zwycięstwa, by potwierdzić, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. Zaczęło się dla niego bardzo dobrze, bo już w 4. minucie Southampton wyszedł na prowadzenie. Po zamieszaniu przed polem karnym Sunderlandu piłkę przejął Jay Rodriguez i widowiskowym wolejem pokonał Mannone. Wytrąceni z równowagi piłkarze gospodarzy zostali zepchnięci do obrony i praktycznie oddali „Świętym” boisko do dyspozycji. Swoją przewagę w tym meczu Southampton pokazał ponownie w 20. minucie meczu, gdzie popisali się kapitalnym rozegraniem piłki na jeden kontakt w polu karnym rywala i jedynie brak precyzji przy uderzeniu Lamberta uratował gospodarzy od utraty bramki. Kolejną sytuację wykreował dla podopiecznych Pochettiniego… Wes Brown, obrońca Sunderlandu. Po jego błędnym wybiciu Jay Rodriguez stanął oko w oko z Mannone, ale tym razem górą był bramkarz Sunderlandu. W 31. minucie na 0:2 podwyższył Lovren, który wykorzystał podanie z rzutu rożnego i uderzeniem przypominającym cios karate zdobył bramkę. Po takim ciosie wydawało się, że gospodarze już się nie podniosą, ale już minutę później udało im się zdobyć kontaktowego gola. W pole karne „Świętych” dośrodkowywał Adam Johnson, tam piłkę na klatkę piersiową przyjął Fabio Borini i uderzył prawą nogą po długim słupku. W tej sytuacji niewiele mógł zrobić Boruc, jak tylko wyciągnąć piłkę z siatki. Od tego momentu gra stała się bardzo otwarta i obfitowała w sytuacje podbramkowe, ale wynik do końca pierwszej połowy nie uległ zmianie.

Na drugą połowę piłkarze obu zespołów wyszli bardzo zmotywowani, obie strony wierzyły w zwycięstwo, chociaż bliżej tego celu byli goście. Z każdą kolejną minutą spotkanie nabierało tempa oraz większej brutalności. Chris Foy nie raz musiał przerywać grę, chociaż nie sięgał po kartki. W 65. minucie Fabio Borini zdołał wyrównać wynik meczu, jednak podniesiona chorągiewka sędziego liniowego przerwała celebrację piłkarza i kibiców gospodarzy. Od tego momentu inicjatywę w spotkaniu przejęli gospodarze, nękając kilkukrotnie obronę Southampton. W końcu wysiłki Sunderlandu zostały nagrodzone w 71. minucie meczu. Po rozegraniu piłki przed polem karnym „Świętych” futbolówka trafiła na skrzydło do Adama Johnsona, który popędził na bramkę Boruca i huknął potężnie pod poprzeczkę. Po raz kolejny polski bramkarz musiał wyciągać piłkę z siatki. Doprowadzenie do remisu sprawiło, że spotkanie zamieniło się w typową wymianę ciosów. Mimo doliczonych aż 7 minut do końca drugiej połowy żadna ze stron nie zdołała zdobyć zwycięskiej bramki i zespoły musiał podzielić się punktami.











