Po niezwykle emocjonującej końcówce spotkania Cracovia zdobyła pierwszy w tym sezonie komplet punktów przed własną publicznością. Do przerwy po golu Zieńczuka goście z Chorzowa prowadzili 1:0, jednak w końcówce dwie bramki Dawida Nowaka dały gospodarzom trzy oczka.
Dziś o godzinie 18:00 w Krakowie zainaugurowano 3. kolejkę T-Mobile Ekstraklasy. Gospodarze, wracająca do ligi po roku absencji Cracovia, podejmowali na własnym terenie przedostatnią drużynę poprzedniego sezonu, Ruch Chorzów. Po dwóch pierwszych ligowych spotkaniach w lepszej sytuacji byli ci drudzy, którzy dzięki remisom z Lechem Poznań i gdańską Lechią zgromadzili na koncie dwa punkty. Krakowianie zdobyli dotychczas o oczko mniej, dwa tygodnie temu na własnym terenie musieli bowiem uznać wyższość Piasta Gliwice, a w ubiegłą niedzielę zremisowali w Poznaniu 1:1.

Na początku spotkania to goście przejęli inicjatywę i już w pierwszych minutach kilkukrotnie zagrozili bramce Krzysztofa Pilarza. W 2. minucie niecelnie głową uderzył Artur Gieraga, a kilka minut później do interwencji bramkarza Cracovii zmusił Grzegorz Kuświk. Dopiero w 12. minucie Ruch udokumentował przewagę. Wtedy to po raz kolejny prawą flanką bez problemu przedarł się Pavel Sultes i wrzucił piłkę w pole karne. Tam czekał już na nią Marek Zieńczuk, który bez trudu pokonał bezradnego Pilarza.
Po stracie bramki do głosu powoli zaczęły dochodzić „Pasy”, a pierwszą dogodną okazję do wyrównania stworzyły sobie w 31. minucie. Szeliga popisał się doskonałym podaniem, którym wyprowadził Dudzica na czystą pozycję. Ten jednak w sytuacji sam na sam z Kamińskim nie zdołał pokonać młodego bramkarza Ruchu. Dziesięć minut później na uderzenie sprzed pola karnego zdecydował się Sebastian Steblecki, jednak jego strzał z najwyższym trudem wybronił Kamiński. Gospodarzy na ostatni zryw stać jeszcze było w drugiej minucie doliczonego czasu gry, ale z pojedynku z Boljeviciem obronną ręką wyszedł Kamiński.
W przerwie na boisku pojawili się Saidi Ntibazonkiza i Edgar Bernhardt, których zadaniem było ożywienie ofensywnych poczynań „Pasów”, jednak również drugą połowę lepiej rozpoczęli goście. Po stracie w środku pola Stebleckiego z kontratakiem ruszył Babiarz, ale nie zdołał celnie dośrodkować. Po trzech minutach odpowiedzieli gospodarze, jednak wrzutki Marciniaka najpierw nie zdołał przeciąć Boljević, a z najmniejszej odległości w światło bramki nie trafił Mateusz Żytko.












