Za nami kolejny, jesienny wieczór z Ligą Mistrzów. Jeżeli ktoś wybrał piłkarskie zmagania zamiast politycznej debaty, powinien czuć się mentalnym zwycięzcą dzisiejszego dnia. Świetne spotkanie w Leverkusen, gdzie mieliśmy do czynienia z prawdziwą piłkarską sambą i przełamanie Arsenalu na Emirates to zdecydowanie dwa najistotniejsze wydarzenia dzisiejszego wieczoru. A oprócz tego ujrzeliśmy dzisiaj najmłodszego kapitana w historii Champions League…
Arsenal – Bayern
Kibice Arsenalu tegorocznego sezonu Ligi Mistrzów nie mogą zaliczyć do najbardziej udanych. Zero punktów po dwóch spotkaniach nie napawało optymizmem i spodziewano się, że spotkanie z Bayernem będzie kolejnym meczem bez zdobyczy punktowej. „The Gunners” zadali jednak kłam tej teorii i ruszyli mocno na Bayern od początku spotkania. Nieźle wyglądał zwłaszcza Theo Walcott, który miał dzisiaj swoje małe święto.
Później jednak Bayern zaczął coraz bardziej dochodzić do głosu, a przy bocznej linii miały miejsce takie sceny z udziałem Douglasa Costy i Hectora Bellerina.
https://twitter.com/iMiaSanMia/status/656547844011225092
Jak się okazało, Manuel Neuer nie chciał być gorszy od swojego kolegi z drużyny i skradł wszystkim show w pierwszej połowie tą cudowną interwencją. Inna sprawa, że Arsenal rozgrywał właśnie najlepsze spotkanie w tegorocznej Lidze Mistrzów i mimo blisko 70% posiadania piłki przez Bawarczyków potrafił zagrozić zespołowi Guardioli.
Neuer był postacią nr 1 po pierwszej połowie spotkania, ale w drugiej zdecydowanie to zaprzepaścił. Sposób, w jaki minął się z piłką we własnym polu karnym, skutkujący bramką Giroud dla Arsenalu, woła o pomstę do nieba. Prawdziwa sinusoida ze strony bawarskiego golkipera.
A Arsenal? Zagrał mądrze, skutecznie, w ogóle pozbywając się chimeryczności znanej ekipie Wengera. Bayern dominował, jednak przewaga ta była kompletnie niezauważalna. Bramka Oezila w doliczonym czasie gry tylko potwierdziła, jak świetny mecz rozegrali dzisiaj „Kanonierzy”.
Dzięki tak rozegranemu spotaniu Arsenal wraca do gry i nadal liczy się w walce o najlepszą szesnastkę Europy. Kibice Arsenalu mogą odetchnąć z ulgą.
BATE – Barcelona
Powiedzmy sobie szczerze. Dla Barcelony Liga Mistrzów w poprzednich sezonach rozpoczynała się wiosną, a wszelkie przedbiegi, za jakie można było uznać fazę grupową, służyły tylko naprężeniu muskuł przed resztą elity i zaprezentowaniu się przed całą Europą. W tym sezonie jest jednak inaczej. Najpierw nerwowy remis w Rzymie i zaskakująco trudne spotkanie z Bayerem Leverkusen na Camp Nou. Barcelona jechała więc na Białoruś jako zdecydowany faworyt, chociaż nie da się ukryć – mała nutka niepewności wkradała się w serca Cules. Zresztą było to nie pierwsze spotkanie między tymi rywalami i co ciekawe, poprzedni mecz sprzed czterech lat pamiętał tylko Javier Mascherano.











