Jedenaście punktów przewagi nad drugą drużyną w tabeli i awans do fazy grupowej Ligi Mistrzów to za mało, aby dalej prowadzić Crvenę Zvezdę Belgrad. Tym samym Vladana Milojevicia na stanowisku trenera najsilniejszej serbskiej drużyny zastąpił Dejan Stanković, dla którego będzie to pierwsza praca w roli głównego szkoleniowca.
Początkowo wydawało się, że Milojević pozostanie trenerem stołecznego klubu do końca swojego kontraktu, czyli do czerwca 2020 roku. Miałby on tym samym doprowadzić Crvenę Zvezdę do osiągnięcia najważniejszego celu w tym sezonie, a więc zdobycia trzeciego z rzędu tytułu mistrza Serbii. Dyrektor generalny „Czerwono-białych”, Zvezdan Terzić, twierdził nawet, że chętnie przedłużyłyby kontrakt Milojevicia do czerwca 2022 roku, stąd może liczyć na pełne poparcie władz klubu.
Dodatkowo Terzić jeszcze wczoraj informował o negocjacjach klubu ze szkoleniowcem, wymijając się od odpowiedzi, czy jednocześnie prowadzone są rozmowy z potencjalnym trenerem. Zdaniem serbskich dziennikarzy było już wówczas jednak pewne, że Milojević pożegna się ze swoim stanowiskiem. Stąd właśnie dzisiaj oficjalnie poinformowano o zatrudnieniu Stankovicia. Ponadto z klubu odchodzi także dyrektor operacyjny, Stefan Pantović.
Dwa i pól roku sukcesów
Na pierwszy rzut oka decyzja o odejściu Milojevicia nie wygląda zbyt racjonalnie. Crvena Zvezda po rundzie jesiennej serbskiej Linglong Tire SuperLigi ma jedenaście punktów przewagi nad drugą drużyną w tabeli, którą na dodatek jest jej największy derbowy rywal, czyli Partizan. Ponadto aktualny mistrz kraju po raz trzeci z rzędu zagrał w fazie grupowej europejskich rozgrywek, w tym po raz drugi w Lidze Mistrzów. Trudno ukryć, że z polskiej perspektywy jest to obecnie poziom wręcz nieosiągalny…
Klub z Belgradu ma jednak dużo większe ambicje niż sama gra w fazie grupowej LM. Tym bardziej że Crvena Zvezda nie pokazała się w nim z dobrej strony, zdobywając jedyne punkty dzięki wygranej 3:1 z Olympiakosem Pireus. Sam Milojević nie ukrywał, że różnica pomiędzy serbskim mistrzem a jego grupowymi rywalami była wyraźnie widoczna. Crvena Zvezda jego zdaniem nie znajduje się więc obecnie na poziomie pozwalającym grać na równi z Bayernem Monachium czy Tottenhamem Hotspur.











