Ostatni dzień mistrzostw to czas na różne refleksje. Przed nami finał mundialu – dzisiaj rozstrzygnie się, która drużyna zabierze trofeum do domu. Chciałoby się rzec: niech wygra lepszy! Trzymam kciuki, że ostatecznie ręce w geście triumfu podniesie ekipa, która prezentowała się najlepiej w ciągu całego miesiąca.
Niemcy – Argentyna – z jednej strony finał wymarzony, z drugiej wielka niespodzianka. Gdyby ktoś przed rozpoczęciem mistrzostw powiedział, że to „Albicelestes” dotrą na Maracanę, wielu postukałoby się w głowę. Jeśli ktoś dodałby jeszcze, że w ostatnim starciu nie pojawią się zawodnicy w kanarkowych trykotach po porażce 7:1 w półfinale, tylko by go wyśmiał. Z drugiej strony będzie to mecz, na który czekaliśmy wszyscy. 63 półtoragodzinne spektakle, które ostatecznie przywiodły nas tutaj – do świątyni futbolu. Dwie (teoretycznie) najlepsze drużyny powalczą o trofeum, o którym marzy każdy dzieciak. Kto je podniesie? Tego wciąż nie wiemy. Kto na to zasłużył? Tu już sprawa jest dużo łatwiejsza…
Naszych zachodnich sąsiadów mamy prawo nie lubić za wiele rzeczy. Wojna, stereotyp Polaka… Można wymieniać i wymieniać. Ale czy są to powody do tego, by być przeciwnym dobremu dla oka futbolowi? Krzysztof Stanowski na swoim profilu na Facebooku napisał, że życzy Niemcom wszystkiego najgorszego. Dlaczego? Ze względu na kontekst historyczny. Bo jeszcze nie tak dawno była II wojna światowa. Była i nie można o tym zapominać – zgadzam się w stu procentach, ale po co cały czas siać tę nienawiść? Redaktor naczelny Weszło pisze dalej: – Futbol jest sprawą tak drobną i tak trzeciorzędną, że nadaje się wspaniale na branie malutkich odwecików. Nie chodzi też o to, by na okrągło rozdrapywać stare rany, by bojkotować niemieckie produkty i krzywić się na widok Niemców. – przecież te wszystkie słowa się wykluczają!
Zmieńmy jednak temat i spójrzmy tylko na aspekt czysto piłkarski. Niemcy na tym mundialu zwyczajnie zagrali najlepiej i najrówniej! Nie zabrakło oczywiście wpadek, ale która z ekip jest w stanie się od nich odciąć? Pogrom Brazylii, pewne zwycięstwo nad Francuzami, ciężka przeprawa z Algierią i pewne wyjście z grupy. Nasi zachodni sąsiedzi radzili sobie najlepiej. I trzeba im to zwyczajnie oddać – grali najciekawszy dla oka futbol. Trzeba im też oddać, że w ostatnich latach po prostu najbardziej się rozwinęli. Zmiana pokoleniowa, postawienie na młodych i świetnie prosperujących zawodników (zapoczątkowane przez Juergena Klinsmanna) to coś, czego możemy RFN zazdrościć. Dodajmy też, że znakomicie trafili z „farbowanymi Turkami lisami”, coś, co całkowicie nie wypaliło u nas, tam komponuje się i łączy po prostu znakomicie.
Z drugiej strony stoją Argentyńczycy, którzy prezentowali się zupełnie inaczej. Komplet oczek w fazie grupowej jest zupełnie sprzeczny z futbolem prezentowanym przez „Albicelestes”. Ekipa z Ameryki Południowej grała zrywami i ledwo wygrała z Iranem oraz Bośnią i Hercegowiną. Również spotkanie z Nigerią nie stało na najwyższym poziomie. Udało jej się jednak prześlizgnąć do fazy pucharowej i wiele osób liczyło na to, że wreszcie zagra na maksimum swoich umiejętności. „Helweci” w 1/8 finału radzili sobie znakomicie i przegrali dopiero w końcówce dogrywki, szczęśliwe zwycięstwo nad Belgami i męczarnie z Holandią – tak wyglądała droga przyszłego wicemistrza(?) świata do ostatniego spotkania, które powinni przegrać. Bo piłka nożna to taki sport, gdzie za piłką biega 22 mężczyzn, a na końcu i tak wygrywają Niemcy. Niemcy, którzy tym razem na to zwycięstwo po prostu zasłużyli.










