Po pierwszej kolejce spotkań na mistrzostwach świata największe wrażenie na obserwatorach zrobiły reprezentacje Niemiec i Argentyny. Nasi zachodni sąsiedzi w pięknym stylu pokonali Australię. Jednak w drugim spotkaniu niespodziewanie ulegli Serbii.

Dość niespodziewanie Serbowie rozpoczęli od wysokiego, agresywnego pressingu na połowie rywali. Niejednokrotnie udawało im się przejmować piłkę dzięki czemu nie dawali podopiecznym Joachima Loewa szans na zbliżenie się w okolice własnego pola karnego. Ważną rolę odgrywała trójka środkowych pomocników skutecznie powstrzymująca Ozila. Zawodnik ten bowiem w pierwszy meczu Niemców na mundialu był kreatorem gry, brał na siebie jej ciężar. Lewy pomocnik Serbów – Jovanović – często wspomagał napastnika, tworząc tym samym miejsce dla ofensywnie usposobionego bocznego obrońcy, Kolarova. Przy ofensywnej grze Lahma mógłby to być jakiś sposób na rozmontowanie defensywy pod warunkiem, że Jovanović grałby cały czas przy linii bocznej. Z kolei po drugiej stronie boiska w pierwszej połowie szalał Milos Krasić, który w końcu zademonstrował próbkę swoich umiejętności. Trener Loew celowo nakazał młodemu Badstuberowi z Bayernu Monachium ograniczenie się do gry w defensywie, wiedząc, jak wielki wpływ ma forma gracza CSKA Moskwa na grę swojej reprezentacji. O ile w drugiej części gry obrońca ten spisywał się nie najgorzej, o tyle w pierwszej raz po raz dawał rywalowi wykazać się techniką, przeglądem pola czy szybkością.
Skład Niemców dla nikogo nie był zaskoczeniem. Główną postacią miał być Ozil, wspomagany przez dwójkę skrzydłowych, Podolskiego i Muellera, oraz napastnika Klosego. Środek pola zabezpieczali Khedira oraz Schweinsteiger. W obronie bardzo ważną rolę spełniał Mertesacker, którego zadaniem było zneutralizowanie zagrożenia, jakie miał sprawić wysoki napastnik Valencii Żigić. W spotkaniu z Ghaną bowiem wiele piłek kierowanych było właśnie na głowę tego gracza. Tym razem Serbowie przyjęli jednak inne usposobienie taktyczne, czym nieco zmylili rywali. Agresywny pressing na połowie przeciwnika często dawał podopiecznym Anticia okazję do odbioru futbolówki. Gdy ta jednak przedostała się na ich połowę, natychmiast ustawiali oni mur przed własną bramką, co sprawiało, że Niemcom trudno było zagrać prostopadłą piłkę do napastnika lub ścinających do środka skrzydłowych. Takie bowiem zagranie było domeną naszych zachodnich sąsiadów w meczu z ekipą z Antypodów. W akcjach ofensywnych piłkarzom Loewa zabrakło szybkości, zdecydowania i pomysłu. Trochę lepiej gra wyglądała w drugiej połowie, kiedy to Lukas Podolski dwukrotnie znalazł się w wyśmienitej sytuacji do zdobycia bramki. Najlepszą okazję zmarnował ten sam zawodnik, nie wykorzystując rzutu karnego.











