Słynne słowa Gary’ego Linekera głoszą, że „piłka nożna to taka gra, w której 22 mężczyzn biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy”. Podobnie może być na mundialu w Brazylii. Tym bardziej że reprezentacja tego kraju już od 24 lat nie sięgnęła po Puchar Świata. Tak długa seria jeszcze im się nie zdarzyła.
Jak pokazuje nam historia, „Die Nationalelf” jest najgroźniejsza wtedy, gdy zmaga się z wieloma problemami. Tak było przecież w 1954, 1974 i 1990 roku, gdy Niemcy zdobywali mistrzostwo świata. Podczas przygotowań do mistrzostw świata w Szwajcarii przegrali z gospodarzami turnieju. W fazie grupowej zostali rozbici przez Węgrów, a w finale przegrywali już 0:2. 20 lat później piłkarze rozważali… strajk. Zamknięci w hotelu domagali się większej zapłaty za swój udział w mistrzostwach świata od DFB i gdyby nie Franz Beckenbauer zapewne nie zdobyliby złotych medali. W 1990 roku kraj zmagał się z problemami gospodarczo-politycznymi, gdyż znajdował się tuż po zjednoczeniu. Sama reprezentacja też nie posiadała w swoich szeregach zbyt wielu gwiazd, a do finału awansowała, eliminując w karnych Anglię, a również i sam finał wygrała po trafieniu z jedenastu metrów.
Także teraz Niemcy nie mają optymalnych warunków, aby zwyciężyć w wielkim turnieju. Z powodu kontuzji do reprezentacji nie zostali powołani Ilkay Gündogan i Mario Gomez. W meczu Superpucharu Niemiec urazów doznali Manuel Neuer i Philipp Lahm. W ostatniej chwili z kadry wpadł Marco Reus. Nadal nie wiadomo na jakiej pozycji zagra kapitan reprezentacji i Bayernu Monachium, jak zostaną obstawione boki obrony, a także na kogo Joachim Löw postawi w roli wysuniętego napastnika, bo jedyną nominalną „dziewiątką” jest nieśmiertelny Miroslav Klose. Co więcej, selekcjoner reprezentacji Niemiec niedawno… stracił prawo jazdy.
Nie ulega jednak wątpliwości, że 54-latek lepiej prowadzi zespół niż samochód. Trzeba też podkreślić, że zdecydowanie ma „czym” prowadzić. Siła „Die Nationalelf” tkwi przede wszystkim w drugiej linii i jeśli coś ma przechylić szalę zwycięstwa na stronę naszych zachodnich sąsiadów, to z całą pewnością stawiam właśnie na pomoc. Właściwie każdy piłkarz, poza Matthiasem Ginterem i Christophem Kramerem, prezentuje umiejętności na najwyższym europejskim poziomie. Dużo zależy od tego, czy do optymalnej dyspozycji zdąży powrócić Sami Khedira. Jeśli tak, to obok niego oglądać będziemy Bastiana Schweinsteigera lub Philippa Lahma, a przed nimi zagrają niemal na pewno Lukas Podolski i Mesut Özil. Zastanawiałbym się nad obsadą prawego skrzydła, ponieważ tam mogą zostać wystawieni zarówno Mario Götze jak i Thomas Müller, którzy w razie konieczności wystąpią na szpicy, jeśli Löw zrezygnuje z Klosego.
Defensywa wydaje się tym elementem, o który niemieccy kibice powinni drżeć najmocniej. Oprócz Matsa Hummelsa ciężko doszukiwać się jakiegoś bardzo pewnego elementu w składzie obrońców. Kevin Grosskreutz co prawda zagrał świetny sezon w BVB, ale nie jest to gwarantem na dobrą grę w reprezentacji, w dodatku prawdopodobnie jest już przygotowywany do gry w pomocy. Jerome Boateng zaliczył fatalną końcówkę sezonu a do tego znany jest ze swoich skłonności do popełniania łatwych błędów. Jakby tego było mało, to jedynym kandydatem do zajęcia miejsca na lewej stronie defensywy wydawał się kompletnie niedoświadczony Erik Durm. Nic sobie z tego nie robi Löw, który prawdopodobnie na mundialu (tak jak w meczu z Armenią) postawi na czterech stoperów, czyli Boatenga, Hummelsa, Mertesackera i Höwedesa. Cristiano Ronaldo już zaciera ręce.










