Liga mistrzów świata absolutnie nie zamierza zwalniać i cały czas się rozwija, co potwierdza minione okienko transferowe. Oczywiście królem polowania bezsprzecznie został Bayern Monachium, ale inne kluby również nie próżnowały.Na pozyskanie nowych piłkarzy niemieckie zespoły wydały ponad 280 milionów euro, a zarobiły 85 milionów mniej. Za znaczną część tego „deficytu” jest jednak odpowiedzialna Borussia Dortmund, która nadzwyczaj, jak na swoje standardy, szastała pieniędzmi. Zorc, Watzke i Klopp ostatecznie zakończyli okienko na 50 milionowym minusie. To właśnie dortmundczycy najwięcej wydali na transfery. Co ciekawe, wśród zespołów, które wydały najmniej znalazł się ich największy rywal – Schalke Gelsenkirchen.
Rozkupiony spadkowicz
Spadek z ligi nigdy nie jest niczym przyjemnym. Zwykle wiąże się z gwałtownym obcinaniem kosztów, a co za tym idzie, sprzedawaniem największych gwiazd zespołu. Boleśnie przekonała się o tym Norymberga, z której z podstawowego składu odeszło… 10 piłkarzy. Większość z nich przygarnęły ekipy z Bundesligi, co rodzi pytanie, dlaczego ci zawodnicy nie zapewnili utrzymania w najwyższej klasie rozgrywkowej, skoro są wystarczająco dobrzy na jej poziom?
https://pbs.twimg.com/media/BteCswGIQAAS3w8.jpg
Nie próżnował także zespół, który rzutem na taśmę przed spadkiem się uratował, czyli Hamburger SV. Nowy prezes zarządu tego klubu, Dietmar Beiersdorfer, spisał się zdecydowanie lepiej od swojego poprzednika, który ściągał głównie szrot. Tym razem HSV zasilili: wykupiony z Herthy Pierre-Michel Lasogga, wyróżniający się w Mainz skrzydłowy, Nicolai Müller, reprezentant Szwajcarii, Valon Behrami, najlepiej asystujący obrońca poprzedniego sezonu, Matthias Ostrzolek, a w ostatnich godzinach wypożyczony został znany z gry w Schalke Lewis Holtby. Chciałoby się wręcz napisać, że na Imtech Arena powróciła normalność, której tak tam brakowało. Niestety, pomimo bardzo ciekawych wzmocnień drużyna Mirko Slomki przegrała dwa pierwsze mecze.
Jeden z czołowych piłkarzy innego spadkowicza – Eintrachtu Brunszwik – wzmocnił za to Hoffenheim. Mowa o Erminie Bicakciciu, który z miejsca stał się podstawowym obrońcą „Wieśniaków”. Ekipa z Sinsheim zamierza kontynuować wyraźny progres, jaki uczyniła w poprzednim sezonie i oprócz zatrzymania najlepszych piłkarzy (Firmino, Volland) udało się przeprowadzić kilka obiecujących transferów. Na szpicy wylądował, strzelający jak na zawołanie w Mainz, Adam Szalai, który nie sprawdził się w Schalke, ale najważniejsze wzmocnienia poczyniono w defensywie. Oprócz wspomnianego Bicakcicia Hoffenheim w końcu znalazło solidnego bramkarza – za 5,5 miliona euro do klubu trafił zbierający bardzo dobre recenzje we Freiburgu Oliver Baumann.
Doskoczyć do czołówki
O najważniejsze miejsca będą biły się prawdopodobnie te same zespoły co w zeszłym sezonie. Z tych, które w poprzedniej kampanii starały się dotrzymać im kroku tylko Wolfsburg i Borussia M’Gladbach zdołały się wzmocnić. Zgodnie z oczekiwaniami zarówno Augsburg, jak i Mainz w zdecydowanej większości sprzedawało i nie zastąpiło odpowiednio swoich kluczowych ogniw. Dość powiedzieć, że w ostatnim dniu okienka klub z Moguncji potwierdził wypożyczenie trzech piłkarzy (Wollscheid, Hofmann, Allagui). Zdecydowanie inaczej było chociażby w ekipie „Wilków”. Silna kadra została tylko nieznacznie wzmocniona, choć główne założenie nie zostało spełnione. Przez długi czas poszukiwano klasowego napastnika, a ostatecznie skończyło się na zakontraktowaniu Niklasa Bendtnera. Na pewno dobrym ruchem było ściągnięcie Sebastiana Junga, ale ten najpierw musi wyleczyć kontuzję. Oprócz nich do Wolfsburga zawędrowali Aaron Hunt, Josuha Guilavogui i Mateusz Klich. Z klubu odeszli z kolei tylko piłkarze, którzy i tak nie mieli większych szans na grę w pierwszym składzie.










