Zimowa aura utrzymująca się w całej Polsce nie sprzyja wysokiej frekwencji na stadionach rodzimej ekstraklasy. Również i w to mroźne, niedzielne popołudnie na płockim stadionie im. Kazimierza Górskiego garstka najbardziej wytrwałych sympatyków, którym niestraszne podmuchy chłodnego i zimnego wiatru, obejrzała dość ciekawe spotkanie – zakończone bramkowym remisem – pomiędzy miejscową Wisłą a Śląskiem Wrocław. Mecz, na który czekaliśmy choćby z powodu powrotu na polskie murawy Roberta Picha i Mateusza Piątkowskiego oraz comebacku Jana Urbana na trenerską ławkę.
Jan Urban II
„Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi”. Wrocławskiej ziemi. Słowa Jana Pawła II wypowiedziane podczas pielgrzymki do Polski w 1979 roku pojawiały się zapewne w głowach tych bardziej wierzących kibiców Śląska oglądających grę swojej drużyny w rundzie jesiennej sezonu 2016/2017. Ich pobożne życzenia stały się faktem, a duch przybrał fizyczną postać w osobie nowego szkoleniowca zespołu ze stolicy Dolnego Śląska.
Przed meczem wszyscy zastanawiali się, czy Jan Urban jest w stanie tchnąć nowe życie w dotychczas niemrawie grającą drużynę z Wrocławia. Udało mu się! Widać, że pod jego wodzą coś we wrocławianach drgnęło. Co prawda zawodnicy Śląska nie zaprezentowali dziś piłkarskiego geniuszu i finezji, ale można dostrzec, że batuta nowego trenera wyraźnie im służy. To oni przejęli inicjatywę od pierwszych minut meczu, starając się zagrozić bramce strzeżonej przez Seweryna Kiełpina. Pierwsza naprawdę groźną sytuację bramkową stworzyli już w trzeciej minucie, kiedy to po strzale Morioki i rykoszecie Bilińskiego piłka trafiła w słupek.
Gracze Urbana wychodzili zdecydowanie wyżej, co utrudniało rozgrywanie akcji zawodnikom Wisły Płock, jednak i w jej szeregach znalazł się ktoś, kto kilka razy postraszył piłkarzy w zielonych strojach – Giorgi Merebaszwili. Gruzin stwarzał sporo problemów obrońcom z Wrocławia, ale po pierwszych 45 minutach żywej gry nie obejrzeliśmy bramek po żadnej ze stron.
Pif, Pif… Pich i Piątko(wski)wy uczeń do poprawy
Sympatycy w Płocku i we Wrocławiu mieli tej zimy powody do radości, za jakie uznać należy wzmocnienia dokonane przez ich kluby. Wisła pozyskała Mateusza Piątkowskiego, który po nieudanej przygodzie w cypryjskim APOEL-u pozostawał jesienią bez klubu, ale w formie jest bardzo dobrym zawodnikiem – co zresztą udowodnił, grając jeszcze w Jagiellonii. Trener Kaczmarek pokazał, że liczy na niego, dając mu szansę już od pierwszej minuty, jednak był to występ bezbarwny. Piątkowski był aktywny w ofensywie, ale widać, że brakuje mu rytmu meczowego i musi minąć trochę czasu, nim wróci dyspozycja z sezonu 2014/2015. W dzisiejszym spotkaniu nie zdał egzaminu i w 62. minucie zmienił go Jose Kante.











