Czy zdarzyło Wam się kiedyś tak, że macie gwiazdę w składzie ulubionego klubu i o tym nie wiecie? Właśnie takiego szoku doznali dziś kibice Benfiki Lizbona, gdy dowiedzieli się o powołaniu na Euro Pawła Dawidowicza. Reporterzy „Niedorzecznika” wyruszyli dziś z mikrofonem do stolicy kraju z Półwyspu Iberyjskiego, by wypytać Portugalczyków o naszego reprezentanta.
Już na lizbońskim lotnisku złapaliśmy pierwszych przechodniów ubranych w barwy popularnych „Orłów”. Była to grupa japońskich fanów, którzy przyjechali zobaczyć ostatni mecz sezonu w wykonaniu Benfiki i wziąć udział w prawdopodobnej fecie po tytule mistrzowskim (zespół ma dwa punkty przewagi nad Sportingiem przed ostatnią kolejką).
Próbowali sobie przypomnieć, kim jest polski obrońca, przez mniej więcej kwadrans, ale najbardziej konstruktywną odpowiedzią było stwierdzenie, że Dawidowicz to chyba rodzaj kapuścianej zupy, która przywędrowała do Portugalii z dalekiej Rosji. Gdy dowiedzieli się, że to nazwisko piłkarza ulubionego klubu, nie posiadali się z radości. Jeden z nich, pan Yama Hamoto, nawet pokusił się o ukłon w stronę naszego reprezentanta: – Życzę mu samych dobrych występów, nawet gdy Polska wpadnie w drabince turniejowej na Japonię.

Swoje następne kroki skierowaliśmy w stronę Oceanu Atlantyckiego, a dokładnie pod słynną Torre de Belem (wieża nad samym wybrzeżem, najsłynniejszy zabytek w Lizbonie). W ankiecie przez nas przeprowadzonej aż 64% napotkanych Portugalczyków uznało, że Dawidowicz to nazwisko Jana Pawła II przed wyborem na papieża. 29% ankietowanych opowiedziało się za wersją, według której Dawidowicz to nowy piłkarz Borussii Dortmund (czego oczywiście Pawłowi kiedyś życzymy), a pozostałe 7% stwierdziło, że jest to prawdopodobnie nazwa krainy geograficznej na pograniczu Armenii i Azerbejdżanu. Po około trzech godzinach prób udało się znaleźć osobę, która poprawnie odpowiedziała na pytanie.
Okazało się, że przed naszym mikrofonem stanął jeden z piłkarzy drugiej drużyny Benfiki, José Jesus Maria, który tamtędy przypadkowo przechodził. – Myślałem, że trochę inaczej się nazywa – przyznał rozbrajająco portugalski ofensywny obrońca. Po kilkunastominutowej pogawędce zgodził się zabrać nas do budynku klubowego „Orłów”, gdzie mieliśmy zakończyć naszą wędrówkę po tym pięknym mieście.
Przy Estadio da Luz nikt dalej nie wiedział, kim jest polski obrońca. – Chodzi wam o Bereszyńskiego? – pytała niepewnie Cesaria, sekretarka w biurach mistrza Portugalii. Gdy pokazaliśmy jej listę powołanych przez Adama Nawałkę, nie mogła wyjść ze zdziwienia. – Może w swoim kraju tak macie, że lubicie powoływać zawodników z drugiej ligi portugalskiej. Przynajmniej tym razem nie będziecie nas straszyć Pawłem Sibikiem.











