Praca na stanowisku trenera to bardzo stresujące i trudne zadanie, szczególnie gdy pełni się tę funkcję w klubie z dużymi aspiracjami. Gdy zespół osiąga dobre wyniki, wszyscy wychwalają piłkarzy pod niebiosa, natomiast w momencie pojawienia się chociażby najmniejszego kryzysu zawsze winny jest szkoleniowiec. Właśnie taki przewrotny scenariusz towarzyszy Rafaelowi Benitezowi w SCC Napoli od początku trwającego sezonu Serie A.
Rafael Benitez, utytułowany hiszpański trener w swojej karierze z sukcesami prowadził chociażby takie kluby, jak: FC Valencia, FC Liverpool, Inter Mediolan czy Chelsea Londyn. Z „Nietoperzami” zdobył dwa bardzo ważne trofea, mistrzostwo Primera Division w 2002 roku oraz dwa lata później Puchar UEFA. Z „The Reds” zaś wygrał pamiętny ze względu na dramaturgię oraz taniec Jerzego Dudka w bramce („Dudek Dance”) finał Ligi Mistrzów w Stambule przeciwko AC Milan. Należy również dodać, że w obydwu przypadkach to właśnie słynny „Rafa” budował zespoły niemalże od zera.
Niestety jego teraźniejsze dokonania w Neapolu nie wywołują tyle pozytywnych emocji, co w poprzednich klubach. Zeszły sezon „Błękitni” zakończyli na trzeciej pozycji w tabeli, gwarantując sobie tym samym grę w eliminacjach do Ligi Mistrzów. Zarówno zarząd, jak i „Tifosi” bardzo mocno liczyli na awans do tych elitarnych rozgrywek, jedni ze względów czysto ekonomicznych, drudzy zaś mieli nadzieję na oglądanie swoich pupili w konfrontacjach z najlepszymi drużynami Europy. Niestety po bolesnej porażce w dwumeczu z Athletic Bilbao marzenia o podboju Starego Kontynentu w Neapolu musieli odłożyć przynajmniej na kolejny sezon. Już wtedy pojawiły się pierwsze głosy niezadowolenia z pracy, jaką wykonuje Hiszpan we włoskim klubie. Jednak kiedy w grudniu 2014 roku w finałowym spotkaniu o Superpuchar Włoch pokonali po rzutach karnych (6:5) niedościgniony od ponad trzech sezonów Juventus Turyn, nadzieje na uratowanie trwającej kampanii na nowo ożyły w sercach kibiców.
https://www.youtube.com/watch?v=UgQoyQoJUsc
Aktualnie Napoli zajmuje trzecią lokatę we włoskiej Serie A, tracąc do liderującej „Starej Damy” aż czternaście punktów. To, co od razu rzuca się w oczy, patrząc na tabelę, to stosunek bramek strzelonych do straconych (38-26). Nie od dziś wiadomo, że piętą Achillesową drużyny „Rafy” jest blok defensywny popełniający niejednokrotnie szkolne błędy, co często przekłada się na stratę punktów w konfrontacjach ze średniakami walczącymi zaledwie o przetrwanie kolejnego roku w najwyższej klasie rozgrywkowej we Włoszech. Takie wyniki jak porażka z Chievo Weroną 0:1 lub remis 3:3 z Cagliari Calcio nie przynoszą chwały tej drużynie.
Można odnieść wrażenie, że podczas budowy solidnego zespołu Benitez zapomniał o obronie, kontraktując po drodze głównie zawodników odpowiadających za kreowanie gry w ofensywie i zdobywanie bramek. Gonzalo Higuain, Dries Mertens czy Jose Maria Callejon to bez wątpienia świetni piłkarze wnoszący bardzo wiele dobrego do gry zespołu. Dodając do tej trójki kapitana Marka Hamsika, kreuje nam się naprawdę silny kwartet ofensywny gwarantujący sporo goli, lecz kiepsko prezentujący się w odbiorze piłki. Oczywiście najzagorzalsi fani Napoli mogą zaraz przypomnieć o ściągnięciu Raula Albiola, a także Kalidou Koulibalego. Fakt, o ile pierwszy z nich wniósł trochę spokoju i doświadczenia do tej jakże dziurawej formacji, o tyle drugi wciąż wędruje między podstawową jedenastką, a ławką rezerwowych. Niewątpliwą zaletą takiego stanu rzeczy są przyjemne dla oka mecze z udziałem tej drużyny, kibice bardzo często mogą zobaczyć sporą ilość goli, a przecież to jest właśnie kwintesencja piłki nożnej.











