Przyjeżdżali do Polski jako zbawiciele naszej rodzimej piłki. Wielkie nazwiska, zawrotne pensje, a także wielkie oczekiwania. Kończyło się raczej tragicznie. Dzisiaj przypomnimy wielkie nazwiska w polskiej ekstraklasie.Naszej lidze potrzebne były wielkie nazwiska, które działały na wyobraźnie kibiców. Gracze mieli być magnesem, który sprawi, że stadiony zaczną się wypełniać, a kluby osiągną w końcu przyzwoite wyniki w europejskich pucharach. Mieli tchnąć w naszą piłkę nową jakość. Jedni widzieli w nich liderów, drudzy zawodników, którzy chcą pograć jeszcze kilka lat w słabszej lidze plus zarobić całkiem przyzwoitą sumkę. Dzisiaj wiemy, że większość tych transferów była zupełnie nietrafione. Można gdybać o ich zasadności.
Od bohatera do zera
Najgłośniejszym nazwiskiem w polskiej lidze bez dwóch zdań był Daniel Ljuboja. Serb zdecydował się reprezentować barwy Legii Warszawa w 2011 roku. W Polsce było to ogromne wydarzenie. Gracz reprezentujący w przeszłości takie kluby jak: PSG, HSV Hamburg czy Stuttgart postanowił zasilić ekipę warszawskiej Legii. Dość szybko przekonano się, że posiadanie takiego zawodnika ma równo wiele zalet co wad. Ljuboja nie pomagał drużynie w defensywie. Był bardzo chimeryczny na boisku. Momentami wręcz stał na murawie. Również wiele razy znajdował się na pozycji spalonej. Serb miał destrukcyjny wpływ na szatnie „legionistów”. Mówiło się, że reszcie zawodników nie podoba się zbyt wysoka pensja serbskiego snajpera. Trzeba mu jednak oddać, że podczas dwóch lat w Polsce udało mu się osiągnąć całkiem niezłe statystyki. Podczas 56 spotkań w ekstraklasie zdobył 23 bramki oraz siedmiokrotnie asystował. Zaletą Serba było to, że potrafił wygrywać dla Legii mecze w pojedynkę, jednak nie potrafił udowadniać swojej wartości w każdym spotkaniu. Świetne przeplatał z tragicznymi.
Nie chcę wdawać się w szczegóły ostatnich miesięcy Ljuboji w Polsce, bo nijak ma się to do futbolu. Nie można jednak zapomnieć o tym, że Legia zdobyła mistrzostwo w dużej mierze przy udziale Serba.
Transferiada na Łazienkowskiej
Legia Warszawa w okresie, w którym ukończyła przebudowę swojego stadionu, koniecznie chciała przyciągnąć jak najwięcej kibiców na trybuny. W tym celu kupowała zawodników na potęgę. Manu, Ivica Vrdoljak, Daniel Ljuboja oraz cały zaciąg zagraniczny. Dwóch zawodników szczególnie miało pomóc Legii w zdobyciu mistrzostwa Polski. Nacho Novo, gracz znany z występów w Glasgow Rangers, miał przybliżyć „legionistów” do upragnionego trofeum. Wielkie zapowiedzi, ogromny szum wokół Hiszpana, a skończyło się jak zawsze. W Polsce spędził tylko pół roku. W 11 spotkaniach nie zdobył żadnej bramki. Bardzo słaby dorobek jak na zawodnika, który miał być gwiazdą naszej ligi. Nic więc dziwnego, że Legia nie zatrzymała Novo na dłużej. Kolejnym „zbawicielem” Legia miał być Ismael Blanco, który dołączył do „Wojskowych” w tym samym czasie co Nacho Novo. Argentyńczyk ekstraklasy wspominać na pewno nie będzie dobrze, ponieważ w sześciu spotkaniach, jakie zagrał na naszych rodzimych boiskach, nie zdobył ani razu bramki. Ta sztuka udała mu się dopiero w rozgrywkach Pucharu Polski, w których zaliczył dwa trafienia. Nie przypominał zawodnika, który strzelał w Grecji bramki na zawołanie.











