Słabe mecze Ruchu Chorzów w europucharach to nie był przypadek. W kolejnym meczu T-Mobile Ekstraklasy nie radzą sobie zawodnicy Tomasza Fornalika i tym razem ulegają na wyjeździe Widzewowi Łódź 0:2. Widać jak na dłoni, że odejście Waldemara Fornalika do reprezentacji Polski wpłynęło bardzo negatywnie na postawę zespołu z Chorzowa.
W pierwszych 15 minutach Ruch zdecydowanie zaatakował. Napastnik „Niebieskich”, Arkadiusz Piech, mógł zdobyć bramkę i mieć asystę już na samym początku spotkania, jednak w pierwszej sytuacji nie podał do bardzo dobrze ustawionego Marka Zieńczuka, a potem w dogodnej sytuacji trafił wprost w interweniującego Macieja Mielcarza.

Kolejne minuty należały jednak do łódzkiego Widzewa. Podopieczni Radosława Mroczkowskiego zaczęli lepiej rozgrywać piłkę, przez co zawodnicy ustawieni na bokach pomocy mieli więcej sytuacji do pokazania swoich umiejętności. Jednej z lepszych okazji w pierwszej połowie nie wykorzystał Mehdi Ben Dhifallah, który po otrzymaniu dokładnego podania na piąty metr od bramki Ruchu nie przygotował dobrze strzału i nie trafił do bramki.
W 42. minucie spotkania w polu karnym Ruchu Chorzów znalazł się… obrońca, Łukasz Broź. Piłkarz Widzewa wychodził sam na sam, podciął piłkę, został powalony na ziemię przez Peskovicia do spółki ze Stawarczykiem, a sędzia Szymon Marciniak bez zastanowienia wskazał na rzut karny. Tym razem Ben Dhifallah zachował zimną krew i pewnie wykorzystał „jedenastkę”.
Druga część gry była podobna do końcówki pierwszej. Ruch bił głową w mur, a Widzew konsekwentnie rozgrywał piłkę i powoli budował swoje akcje. Dziesięć minut po wznowieniu gry mogła paść bramka na 1:1. Bardzo dobrym strzałem z kilkunastu metrów popisał się Marek Zieńczuk, a Maciej Mielcarz, choć z wielkimi problemami, zdołał odbić piłkę i zaniechać zagrożeniu pod własną bramką.
Na niespełna pół godziny przed końcem meczu z boiska za brutalny faul wyleciał Żeljko Djokić. Obrońca Ruchu kopnął Radosława Bartoszewicza w klatkę piersiową, więc sędzia Marciniak słusznie postąpił, wyrzucając Djokicia z boiska.
W kolejnych minutach obraz gry się nie zmieniał. Widzew Łódź nadal spokojnie atakował, a na boisku pojawiali się młodzi zawodnicy, tacy jak Stępiński czy Rybicki, natomiast „Niebiescy” nie potrafili znaleźć sposobu na poprawę swojej gry.
W 88. minucie Maciej Sadlok pokazał to, z czego zasłynął w Polonii Warszawa. Były gracz „Czarnych Koszul” brutalnym wślizgiem od tyłu w nogi potraktował jednego z piłkarzy Widzewa, za co został ukarany czerwoną kartką. Bezmyślne zagranie, zwłaszcza że miało miejsce przy linii środkowej boiska.











