Stawka jutrzejszego starcia Lechii Gdańsk z Widzewem Łódź to nie tylko ligowe punkty. Przegrany w jutrzejszym starciu może stracić dystans do swojej grupy pościgowej i pożegnać się z marzeniami o osiągnięciu stojących przed nim celów.
Różnica jest taka, że są to cele diametralnie różne. Lechia przed 26. kolejką traci 4 punkty do zajmującego ósme miejsce w tabeli Zawiszy. Oczy wszystkich kibiców „Lwów Północy” będą dziś skierowane na Kielce, gdzie drużyna z Bydgoszczy podejmie Koronę. Jeśli „Złocisto-krwiści” urwą punkty podopiecznym Ryszarda Tarasiewicza, przeskoczą w tabeli Lechię, ale dadzą jej wolną rękę do zbliżenia się do strefy mistrzowskiej na zaledwie jedno „oczko”. Jakakolwiek strata punktów może oznaczać znaczne skomplikowanie sobie sytuacji, ale może być jeszcze do nadrobienia. Problemem Lechii może być zmęczenie – zaledwie wczoraj piłkarze Michała Probierza przegrali z Jagiellonią 2:1 w Pucharze Polski w pierwszym meczu ćwierćfinału tych rozgrywek. Druga sprawa to nieskuteczność – w 2014 roku praktycznie jedynym strzelcem gdańszczan jest Patryk Tuszyński. Jeśli piłkarze gości wyeliminują go z gry, zawodnicy z Gdańska mogą mieć poważne tarapaty.

W zupełnie innej sytuacji jest Widzew. Już w tej chwili strata do rywali wynosi aż sześć punktów, a jeśli weźmiemy pod uwagę, że na wiosnę Podbeskidzie pozostaje niepokonane, a Zagłębie i Śląsk regularnie punktują, sytuacja RTS przedstawia się dramatycznie. Remis z Lechem w ubiegłej kolejce to w większej mierze zasługa fatalnej postawy „Kolejorza” niż świetnej gry łodzian, ale być może to był punkt zwrotny, którego podopieczni Artura Skowronka potrzebowali.
– Jestem trenerem, który mocno liczy na solidność, dyscyplinę i powtarzalność. Trudno o to, kiedy z tygodnia na tydzień muszę zmieniać jedenastkę. Proszę zwrócić uwagę na to, że często są to zmiany wymuszone. Niektóre osoby mnie zawodzą, ale nie są na straconej pozycji – mówi Artur Skowronek. Daje przy tym do zrozumienia, że w Gdańsku nie zobaczymy identycznej jedenastki, jak w meczu z Lechem.











