To nie jest ten sam Lech Poznań co w sezonie, w którym zdobywał mistrzostwo Polski. Do tego stwierdzenia chyba nikogo nie muszę przekonywać. Receptą na zło miał być Jose Bakero. Wyszło z tego jednak… jeszcze większe zło. Czy na dobrą ścieżkę piłkarzy „Kolejorza” będzie umiał naprowadzić Mariusz Rumak?
Pierwsze spotkania pod wodzą Rumaka nie były dla poznaniaków zbyt udane. Przegrany Puchar Polski z Wisłą, porażka z Jagiellonią. W grze „Kolejorza” widać było jednak dobre symptomy. Zespół wreszcie przestał podawać sobie piłkę jedynie w obronie, co było domeną drużyny z czasów trenera Bakero. 65% posiadania piłki, z czego większość to rozgrywanie na własnej połowie. Bomba!

Rumak miał to zmienić. Przyszedł do Lecha jako człowiek znikąd. Bez doświadczenia w samodzielnym prowadzeniu zespołu w T-Mobile Ekstraklasie. W zasadzie został rzucony na głęboką wodę. Przypomina to nieco sytuację Kazimierza Moskala w Wiśle. Gdy ten przejął schedę po Robercie Maaskancie, miał chociaż dość znane w polskiej piłce nazwisko. Choć za jego panowania zespół poczynił pewne postępy, to jednak brak wyników i możliwość podpisania kontraktu z Michałem Probierzem sprawiły, że szybko zmieniono koncepcję rozwoju klubu. Mam nadzieję, że Rumakowi nie będzie dane doświadczyć drogi nieco starszego kolegi. Dlaczego?
Powodów jest kilka. Po pierwsze, jak już wspomniałem, za krótkiej kadencji Rumaka Lech poczynił pewne postępy. To jeszcze nie to, czego oczekują kibice przychodzący na Bułgarską, ale widać, że potencjał zespołu nie zaginął.
Po drugie, Rumak to człowiek spoza układu. Gość, dla którego prowadzenie klubu, w którym pracował przez ostatnie kilka lat, jest wielką nobilitacją i powodem do dumy. Już po sposobie, w jaki się wypowiada, i po tym, jak przeżywa spotkanie, widać, że to człowiek Lecha. On nie musi udawać, ewidentnie chce dla klubu jak najlepiej.
Po trzecie, bardzo dobrze zna zespół. Był przecież bliskim współpracownikiem Jose Bakero. Przejęcie przez niego drużyny odświeżyło ją nieco. Po erze Hiszpana piłkarze mogą w końcu odetchnąć świeżym powietrzem. Wiadomo jednak, że nowy trener to nowa miotła i trzeba po raz kolejny wykrzesać z siebie maksimum, by znaleźć się w składzie.
Po czwarte, Rumak nie ma nic do stracenia. Może jedynie wiele zyskać. Z tego też powodu jest bardzo odważny. Nie boi się stawiać na zawodników, których w „Kolejorzu” już skreślono. Vojo Ubiparip za szansę, jaką mu dano, odwdzięczył się bramką w ostatnim meczu ligowym. Szkoleniowiec Lecha nie ma również strachu w oczach, sadzając na ławce takie gwiazdy jak Stilić czy Rudniew. Bakero, uparcie stawiając na Łotysza, sprawił, że wszystkie zespoły z ligi wiedziały, iż odcinając Rudniewa od podań, eliminują całkowicie zagrożenie pod swoją bramką. Rumak potrafił posadzić napastnika na ławce i to w meczu ze Śląskiem! Jak twierdzi, chciał dać zawodnikowi okazję do spojrzenia na boisko z innej perspektywy. Jaki efekt? Dwie bramki Łotysza w ciągu tygodnia.











