Faworyt nie istnieje – pokazuje pierwsza kolejka spotkań fazy grupowej mistrzostw świata w RPA.
Już w drugim dniu mundialu swoje słaby strony obnażyła Argentyna. Z przodu mają tam świetny (choć trochę niezgrany) atak, ale dalej już nieco wypalonego Verona i – niezbyt udanego w sensie ogólnym – Di Marię. Za obu nadrabia to co prawda jeden z najlepszych defensywnych pomocników świata, Mascherano, ale nawet on nie jest w stanie wypełnić braków wśród graczy występujących za jego plecami.

Obrona Argentyny to bowiem w 50% miejsc tego bloku samobójstwo z silnym ofensywnie rywalem. Demichelis, może i lepszy z dwójki stoperów Bayernu, przez cały sezon oddychał tym samym powietrzem co Daniel Van Buyten i efekty naprawdę widać. Występujący na prawej stronie tego bloku defensywnego Jonas Gutierrez to podobno niegdyś gracz ofensywny i to też niestety trudno przeoczyć, patrząc na jego grę. W meczach fazy pucharowej takie bramki, jak ta z Koreą Południową, będę sporo kosztować drużynę Maradony (szczególnie, że Higuain niecodziennie ma swój dzień…).
Jeszcze tego samego dnia zawiedli Anglicy, ale oni akurat w gronie faworytów pojawiali się raczej na siłę. Może i mają na swoich pozycjach kilku najlepszych piłkarzy świata, ale jako zespół są po prostu wyróżniającym się europejskim średniakiem. Ciągłe odnoszenie się tamtejszych mediów do MŚ 1966 roku zaczyna zresztą zakrawać na desperację.
W Niemczech takiej konieczności nie ma. Reprezentacja Joachima Löwa na dobry początek swojej kampanii afrykańskiej zdeptała Australię, prezentując się właściwie kompletnie i grając futbol niemal totalny. W ich jedenastce trudno o słabe punkty. Dwóch świetnych bocznych obrońców (Lahm i Badstuber), a także – zadziwiająco dobrze radząca sobie bez Michaela Ballacka – pomoc z kreatywnym i głodnym pierwszego mistrzostwa świata w seniorskiej piłce Mesutem Özilem, to zaledwie wstęp do przepełnionego bogactwem ataku.

Z faworyzowaniem ich trzeba się jednak jeszcze przez chwilę wstrzymać. Niech najpierw pokażą, na co ich stać z reprezentacjami trochę lepszymi i bardziej doświadczonymi. Szczególnie ważne wydaje się to drugie, bo praktyka może być wśród Niemców kłopotem. Thomas Müller, Sami Khedira czy nawet wspomniany Özil mogą w którymś punkcie turnieju zacząć zawodzić. Mało prawdopodobne, ale jednak. Ciekawe też, jak poradzą sobie z bronieniem się przed taką ofensywną potęgą, jak choćby Holendrzy?












