Czy istnieją ludzie niezastąpieni? Zdania są podzielone. Można na pewno powiedzieć, że są na świecie pewne jednostki, które w swoich specjalizacjach nie mają sobie równych. Ich strata jest trudnym przeżyciem dla całego otaczającego ich środowiska. Przykładem takiego człowieka jest Gigi Buffon. I to, jak wielką legendę stworzył.
Klasa i charyzma
Wielkich bramkarzy w historii piłki nożnej nie brakowało. Jako dziecko zawsze pasjonowałem się interwencjami Olivera Kahna, Ikera Casillasa czy Fabiena Bartheza. Każdy z nich był genialnym golkiperem, jednym z filarów swojej drużyny. Gianluigi Buffon miał jednak coś więcej. Była to niesamowita charyzma i klasa, którą od zawsze zarażał wszystkich w swoim otoczeniu. I za to kochały go tysiące.
Finał mistrzostw świata w 2006 roku, a dokładniej jego 103. minuta. Spośród dziesiątek tysięcy interwencji w całej karierze Gigiego, to właśnie ta jedna była najbardziej spektakularna i pamiętna. To ona dała Włochom mistrzostwo świata, trofeum, którego Buffon nigdy wcześniej ani nigdy później nie zdobył. Można śmiało powiedzieć, że było to jego największe osiągnięcie w karierze. Przecież za ten tytuł wielu oddałoby całą swoją piłkarską karierę. Niejedna legenda w tym najważniejszym meczu w swojej karierze zawodziła nie tylko siebie, ale też całą nację, którą reprezentowała. On był inny. Zawsze z tyłu i często niedoceniany, ale gdyby nie on, być może to Francuzi świętowaliby zdobycie tytułu.
„Obiecałem Cię chronić. Dbać o ciebie. Być tarczą przeciw wszystkim Twoim wrogom…”
Bramka była jego miłością. Napisał do niej list, piękne przesłanie, w którym pokazał czym jest dla niego to, czemu poświęcił całe swoje życie.
Zawsze walczyłem o Twój dobrobyt, który był ważniejszy od mojego. Gianluigi Buffon
Trzeba jednak powiedzieć, że był najlepszy w tym co robił. Według IFFHS to najlepszy bramkarz w historii futbolu. Golkiper, którego pożegnanie wywołuje łzy nawet u najbardziej zatwardziałych. Bo kiedy cały stadion oklaskuje jednego człowieka i nawet przeciwnicy podchodzą, aby z szacunkiem pożegnać tego, którego przez całe lata próbowali pokonać, łzy wzruszenia same napływają do oczu. Tak odchodzą tylko najlepsi, tylko legendy i ikony futbolu.











