Niedzielny pojedynek w Zabrzu pomiędzy Lechem Poznań a miejscowym Górnikiem zakończył się w atmosferze skandalu. Wynik był niekorzystny dla gospodarzy, ponieważ przegrali na własnym terenie z Lechem 0:1. Egzekutorem niesłusznie podyktowanego rzutu karnego był Hubert Wołąkiewicz.
Paweł Raczkowski nie będzie ulubionym arbitrem Adama Nawałki po niedzielnym meczu w Zabrzu. Sędzia podyktował dla Lecha Poznań bardzo dyskusyjny rzut karny, który przesądził o losach meczu, ponieważ to właśnie gol Wołąkiewicza był jedynym, jaki mogli zobaczyć kibice na stadionie Górnika. W końcówce meczu sędzia najwyraźniej poczuł wyrzuty sumienia i postanowił dać szansę na remis dla Górnika, dyktując znów rzut karny, który widział niestety tylko on, jednak w tym przypadku Nakoulma nie potrafił wykorzystać szansy na remis. Adam Nawałka po tym meczu zastanawia się nad postawą sędziów za bramkami oraz liniowymi, jeżeli ci nie potrafią prawidłowo ocenić sytuacji. Powtórki faktycznie wskazywały, że piłka odbiła się od pleców Gancarczyka.
– Nie będę komentował pracy sędziego, bo darzę arbitrów dużym zaufaniem. Myślę jednak, że trzeba się zastanowić nad celowością pracy sędziów liniowych i dodatkowych za bramkami. Są po to, by w sytuacjach kontrowersyjnych z nich korzystać. Powtórki pokazują, że piłka odbiła się od pleców Seweryna Gancarczyka. Ci dodatkowi sędziowie są po to, żeby pomagać – skomentował zdenerwowany Adam Nawałka.
Dzięki temu zwycięstwu Lech Poznań już w następnej kolejce może zastąpić Legię Warszawa na fotelu lidera T-Mobile Ekstraklasy. Natomiast Górnik nie wykorzystał potknięcia Polonii i nie wskoczył na trzecią lokatę w tabeli.










