1165 minut trwała strzelecka niemoc Macieja Żurawskiego w reprezentacji Polski. Na szczęście „Żuraw” przebudził się w najbardziej oczekiwanym momencie.
Dochodziła 26. minuta spotkania w Kielcach, kiedy Żurawski otrzymał prostopadłe podanie od Michała Żewłakowa. Spokojnie przyjął piłkę, minął dwóch obrońców drużyny rywala i precyzyjnym strzałem w lewy róg bramki nie dał szans ormiańskiemu golkiperowi – Romanowi Berezowskiemu. Mało kto się wówczas spodziewał, że to będzie „złoty gol” napastnika Celtiku Glasgow.
Ormianie groźniejsi niż przypuszczano
Zgodnie z przewidywaniami polskiego sztabu szkoleniowego, Armenia okazała się znacznie groźniejszym rywalem niż Azerbejdżan. Mało kto się jednak spodziewał, że Ormianie, zwłaszcza w końcówce, zepchną „Biało-czerwonych” do głębokiej defensywy.
A przecież mecz mógł się potoczyć zupełnie inaczej. Nie byłoby nerwówki, gdyby tylko piłkarze Leo Beenhakkera zachowywali więcej zimnej krwi w doskonałych sytuacjach, których w tym spotkaniu mieli bez liku. Już w 3. minucie Żurawski znalazł się tuż przed Berezowskim, ale ten obronił jego strzał, podobnie jak dobitkę Jakuba Błaszczykowskiego. W 18. minucie „Magic” miał drugą doskonałą okazję, ale jego uderzenie z pół obrotu nie sprawiło problemu Berezowskiemu. Dopiero w 26. minucie Żurawski znalazł receptę na bramkarza Ormian. Była to jego pierwsza bramka w kadrze od września 2005 r., kiedy „Żuraw” strzelił jedynego gola w spotkaniu z Walią. – Cieszę się oczywiście z bramki, ale najważniejsze są punkty – powiedział po meczu, napastnik mistrzów Szkocji. – Gdybyśmy wygrali, a na listę strzelców wpisałby się kto inny, moja radość byłaby identyczna.
Jeszcze przed przerwą stan rywalizacji mógł podwyższyć Michał Żewłakow, ale jego fantastyczne z uderzenie z ponad 25 metrów przeleciało tuż nad poprzeczką ormiańskiej bramki. W drugiej połowie dwie doskonałe sytuacje miał Łukasz Garguła. Uderzenie pomocnika GKS Bełchatów najpierw jednak obronił Berezowski, a później, będąc w jeszcze lepszej sytuacji, niepotrzebnie odgrywał piłkę do wbiegającego w pole karne Błaszczykowskiego, który nie potrafił strzelić drugiej bramki dla Polski. – Nie jestem zadowolony z gry moich piłkarzy – jasno podsumował spotkanie Leo Beenhakker. – Wszystko zrobiliśmy inaczej, niż mieliśmy zrobić. Za dużo było długich piłek, za mało celnych podań.
Racja jest oczywiście po stronie holenderskiego szkoleniowca, tym bardziej, że zwłaszcza w końcówce, Armenia miała więcej z gry. Kielce zamarły, bo bliżej wówczas było do remisu niż prowadzenia Polaków 2:0. Ormianie jednak nie potrafili swojej przewagi wykorzystać. – Robili dużo szumu, ale tylko do pola karnego – mówi Jacek Bąk. – Ale w sumie na bramkę Artura Boruca oddali tylko jeden strzał. Mimo to bramkarz Celtiku Glasgow miał sporo pracy w tym spotkaniu. Co chwila musiał wychodzić do groźnych dośrodkowań rywali. I czynił to niezwykle pewnie.
Teraz rutyniarze
W porównaniu z sobotnim meczem z Azerbejdżanem, w składzie nastąpiły dwie zmiany. Od pierwszej minuty grał Przemysław Kaźmierczak, zaś na prawej stronie zamiast Wojciecha Łobodzińskiego wystąpił Jakub Błaszczykowski. Nie zagrał za to Radosław Matusiak, więc Żurawski w ataku musiał radzić sobie sam. „Don Leo” zresztą przyznał, że jeśli Matugol prędko nie przebije się do pierwszego składu Palermo, wówczas na jakiś czas o reprezentacji może zapomnieć. – – zaapelował do byłego piłkarza GKS Bełchatów Beenhakker. Inna zmiana w porównaniu ze spotkaniem z Azerami to ustawienie. Zamiast 1-4-4-2, teraz „Biało-czerwoni” zagrali niezbyt dobrze kojarzącym się systemem 1-4-5-1. I mimo ważnego zwycięstwa trudno powiedzieć, by to ustawienie zdało egzamin. Znów był problem z napastnikiem, bo Żurawski, jak to ma w zwyczaju, często schodził do środka pola po piłkę i wówczas nie miał go kto zastąpić. Starał się to robić Przemysław Kaźmierczak, ale nie bardzo to wychodziło pomocnikowi Boavisty Porto. Zresztą Leo chyba niezbyt jasno wyraził się co do ustawienia „Kaza” w tym meczu, bo ten nie mógł sobie znaleźć miejsca na boisku, nie wiedząc, czy ma momentami być napastnikiem, czy jednak wspierać w środku pola innego defensywnego pomocnika, Mariusza Lewandowskiego. W kolejnych meczach więc chyba „Don Leo” nie będzie miał wyjścia, jak tylko wrócić do starego systemu 1-4-4-2. Dwa marcowe mecze dobitnie bowiem pokazały, że jednak zawsze w wyjściowym składzie powinno grać dwóch napastników oraz Łukasz Garguła, który cierpiał przez to, że Beenhakker wystawiał zawsze duet defensywnych pomocników. Jak się okazało, jeden w zupełności wystarczy.










