Sampdoria Genua uległa dziś SSC Napoli 1:2. Neapolitańczycy zapewnili sobie zwycięstwo dopiero w końcówce meczu, co z pewnością dostarczyło ich kibicom niezapomnianych emocji.
Mecz Sampdorii i Napoli zapowiadany był jako hit trzeciej kolejki Serie A. Spotkanie zostało poprzedzone minutą ciszy, która nie została uszanowana przez wszystkich kibiców. Dało się słyszeć gwizdy na trybunach Stadio Luigi Ferraris, co nie przeszkodziło obu zespołom w rozpoczęciu rywalizacji.

Od pierwszego gwizdka sędziego goście zyskiwali przewagę. Neapolitańczycy byli zdecydowanie częściej przy piłce, lecz brakowało im ostatniego podania, które mogłoby otworzyć drogę do bramki strzeżonej przez Curciego. Szczególnie aktywni byli Hamsik oraz Lavezzi, których akcje doprowadzały obrońców „Sampy” do czarnej rozpaczy.
Dopiero po 24 minutach gry swoją pierwszą okazję stworzyli gospodarze. Antonio Cassano znalazł się z piłką w polu karnym De Sanctisa, lecz nie był w stanie oddać strzału. Włoski napastnik zdecydował się na podanie piłki do wbiegającego Gubertiego, który strzelił minimalnie obok bramki rywali. Kilka minut później Cassano starał się wymusić rzut karny, po tym jak był popychany przez Paolo Cannavaro przy przyjmowaniu górnego podania. Sędzia Valeri nie zdecydował się na podyktowanie „jedenastki”. Chwilę później Cassano miał kolejną okazję do zdobycia bramki. Górną piłkę przedłużył głową Pazzini, wprost pod nogi byłego gracza Realu Madryt. Cassano wbiegł z nią w pole karne i już wychodził sam na sam z De Sanctisem, lecz Gianluca Grava w ostatniej chwili wybił mu piłkę spod nóg.
Pod koniec pierwszej połowy goście znów odzyskali przewagę. Najpierw Hugo Campagnaro fantastycznie przedarł się lewą stroną boiska, lecz zamiast strzelać, zdecydował się na wycofanie piłki. Niestety, podanie argentyńskiego defensora nie trafiło to żadnego z jego kolegów. Następnie Andrea Dossena sprawdził Gianlucę Curciego strzałem z dystansu. Bramkarz Sampdorii z trudem obronił to uderzenie. Wynik do przerwy nie uległ zmianie i oba zespoły schodziły do szatni bez gola na koncie.
Po wznowieniu gra obu zespołów przypominała pierwszą połowę. Swoich sił z dystansu próbowali Lavezzi oraz Cavani, lecz ich uderzenia nie znalazły drogi do bramki Sampdorii. Mecz ożywił się w 65. minucie, kiedy to świetną akcją popisał się Stefano Guberti. Włoski skrzydłowy minął dwóch rywali i popisał się pięknym, technicznym strzałem, który wylądował na poprzeczce De Sanctisa. Kilka minut później wyczyn Gubertiego powtórzył Walter Gargano, z tym że uderzał on z rzutu wolnego. Maggio starał się dobić odbitą od poprzeczki futbolówkę, lecz dobrą interwencją popisał się Curci.
W 77. minucie trybuny Stadio Luigi Ferraris wybuchły wrzaskiem, który mógłby zagłuszyć start samolotu odrzutowego. Antonio Cassano dostał długie podanie pod pole karne i zgrał piłkę do wbiegającego Nicoli Pozziego. Wychowanek Ceseny był popychany przez Paolo Cannavaro, co zaowocowało rzutem karnym dla gospodarzy. Cassano postanowił egzekwować „jedenastkę” i pewnym strzałem w prawy dolny róg bramki dał swojej drużynie prowadzenie. Był to jego setny gol w karierze.











