Końca dobiegło kolejne starcie 35. kolejki Serie A. O wielkim szczęściu mogą mówić sympatycy Napoli. Ich pupile wymęczyli zwycięstwo z Genoą. Stało się to możliwe, dzięki złotemu golowi Marka Hamsika.
W mecz lepiej weszli gospodarze. Już po 120 sekundach w dobrej sytuacji mógłby się znaleźć Edindon Cavani, gdyby nie dał się złapać na spalonym. Trzy minuty później genueńskiej defensywie udało się zablokować Paolo Cannavaro. W rewanżu obrona gospodarzy w ten sam sposób uniemożliwiła oddanie strzału Floro Floresa. Napoli nabierało wiatru w żagle. Jeszcze w pierwszym kwadransie chybił Lavezzi, a Cavani ponownie trefił w przeciwnika. Genoę stać było tylko na kiepską próbę głową Floro Floresa.

Na kolejną okazję kibice zgromadzeni na stadionie czekali aż do 20. minuty. Głową uderzał Pazienza, ale się pomylił. Również niecelnym uderzeniem zrewanżował mu się Juraj Kucka. Był to jednak jeden z niewielu przebłysków gości. Na boisku wciąż dominowali miejscowi. We znaki defensywie przyjezdnych dawał się Cavani. Urugwajski napastnik jednak albo trafiał w obrońców, albo nie był w stanie zmieścić futbolówki między słupkami i pod poprzeczką.
Goście trochę wiatru w żagle złapali dopiero pod koniec pierwszej połowy. Częściej wtedy odpowiadali na ataki przeciwników. Po tym, jak niecelnym uderzeniem popisał się Marek Hamsik, zrewanżować mu się chciał Criscito. Ten jednak dał się zablokować. Kolejnym, który próbował zaskoczyć Eduardo, był Lavezzi. Jednak i jemu nie udało się trafić w światło bramki. Jeszcze przed przerwą kibice mogli zobaczyć strzały Antonellego dla Genoi oraz Dosseny dla Napoli. Obydwaj nie zaliczyli tego do udanych zagrań, gdyż zarówno jeden, jak i drugi nie posłał futbolówki w bramkę.
Piłkarze z Genui w przerwie musieli usłyszeć od swojego trenera kilka cierpkich słów. Widać to było po ich postawie na początku drugiej połowy, kiedy mieli więcej do powiedzenia od faworyzowanych gospodarzy. Już po pięciu minutach na listę strzelców mógł wpisać się Moretti, ale piłkę po jego uderzeniu wybili obrońcy. Chwilę później niecelną próbę zaliczył Mesto. Po kiepskim początku pozbierali się neapolitańczycy. Pierwszy sygnał do ataku dał Lavezzi. Argentyńczyk w 56. minucie w bramkę jeszcze nie trafił, ale 120 sekund później sprawił sporo problemów Eduaro. Ten jednak pozostał niepokonany.












