Napoli pokonało 3:0 Lazio w meczu na szczycie ligi włoskiej. Po tym zwycięstwie gospodarze zrównali się w punktach i bramkach z liderem, Juventusem. Bohaterem został Cavani, strzelec trzech bramek.
W jednym z najciekawiej zapowiadających się spotkań piątej kolejki ligi włoskiej zmierzyły się Napoli i Lazio. Czyli druga i czwarta drużyna tego sezonu. Od początku mieliśmy wiele emocji w tym meczu. Już w 3. minucie piłka wpadła do siatki gospodarzy po strzale Klosego. Jednak gol nie został przez sędziego uznany, ponieważ Niemiec pomagał sobie ręką przy strzale. Dośrodkowanie z rzutu rożnego było bardzo dobre, ale uwięziony w sidłach obrońców napastnik rodem z Polski zdołał uderzyć tylko dłonią i cały czas był rezultat remisowy. To rozochociło Napoli do żwawszych ataków, czego efektem był bardzo groźny strzał Pandeva, który uderzył lewą nogą tuż obok słupka.

Piłkarze obu drużyn biegali z jednej strony boiska na drugą. Widać było, że każdy chciał tu szybko zdobyć gola i nie myślał o barykadowaniu własnej bramki. Po dziesięciu szalonych minutach inicjatywę przejęli jednak niespodziewanie goście. Znakomicie tyłem do bramki grał Klose, który idealnie rozrzucał piłki na skrzydło i rozkręcał każdy atak Lazio. Lecz to nie Miroslav cieszył się z gola. Po jednym z nielicznych ataków pozycyjnych gospodarzy i zupełnie niegroźnie wyglądającym strzale Cavaniego piłka niespodziewanie wpadła do bramki. Wszystko to spowodowało dotknięcie futbolówki przez obrońcę Cianiego. Ten rykoszet zupełnie zmylił Marchettiego, który był już w drugim rogu bramki, i dzięki temu kibice w Neapolu wybuchnęli okrzykami szczęścia. Aplauz był ogromny, a radość piłkarzy Napoli również wielka, ponieważ niezbyt szło im do tej pory w tym arcyważnym meczu. A przecież zwycięstwo wyższe niż 3:0 sprawiłoby, że awansowaliby na pozycję lidera po tym, jak Juventus wczoraj zremisował z Fiorentiną.
Trafienie Edinsona ożywiło gospodarzy, dodało im chęci, umiejętności i woli walki. Od razu inicjatywa należała do nich. Akcja za akcją byliśmy cały czas w polu karnym Marchettiego. Świetne wrzutki Maggio przeplatane były stałymi fragmentami gry wykonywanymi przez Hamsika. Każda taka centra siała popłoch w szeregach obrońców Lazio. Dość powiedzieć, że gdyby nie nieporadność Pandeva, mogłoby być 2:0. Macedończyk był niepilnowany na ósmym metrze, ale zamiast strzelać z woleja, próbował gasić piłkę i od razu została mu ona zabrana.
Jednak jak mówi przysłowie: co się odwlecze… W 31. minucie po idealnym prostopadłym podaniu Cannavaro oko w oko z Marchettim stanął Cavani. Urugwajczyk ponownie nie strzelił perfekcyjnie, ale tym razem błąd popełnił golkiper gości, któremu napastnik przełamał rękawice. Strzał był wykonany prosto w ręce bramkarza, więc dziwić może fakt, że nie został obroniony. Był co prawda bardzo mocny, ale golkiper w tak silnej lidze, jaką jest Serie A, powinien go obronić. Tymczasem stało się inaczej i było już 2:0, do bycia liderem Napoli brakowało już tylko jednego gola.












