Straty w Serie A zostały odrobione. W środę piłkarze na Półwyspie Apenińskim rozegrali zaległą pierwszą kolejkę. Ze swojej postawy w niej najbardziej mogą być zadowoleni gracze Napoli, którzy pokonali Genoę aż 6:1.
Bologna – Roma 0:2
Licząca na przyszłoroczne występy w europejskich pucharach Roma wydawała się mieć nietrudne zadanie. Potyczka ze znajdującą się kilka punktów nad strefą spadkową Bologną przyniesie rzymianom łatwe trzy punkty. Goście od początku dyktowali warunki gry i kwestią czasu było to, kiedy wyjdą na prowadzenie. Ostatecznie pierwsze trafienie przyniosła 17. minuta, kiedy piłkę w siatce umieścił Taddei. Pokonanie Gilleta sprawiło, że przyjezdni nabrali jeszcze większej ochoty na kolejne gole. Jednak druga bramka padła dopiero na 300 sekund przed przerwą, a zdobył ją Osvaldo. W drugiej części meczu główną stroną atakującą byli przyjezdni. Rzymianie starali się konsekwentnie w sposób wyrafinowany konstruować swoje akcje. Jednak gdy dochodzili już do sytuacji strzeleckiej, na wysokości zadania stawała obrona lub dobrze spisywał się Gillet. Im dłużej trwał mecz, tym bardziej Roma wydawała się zadowolona z wyniku. Ostatecznie w drugiej połowie nie padł żaden gol i goście wygrali mecz 2:0.
Lazio – Chievo 0:0

Przed rozpoczęciem spotkania chyba tylko najwierniejsi kibice Chievo dawali swojemu klubowi jakiekolwiek szanse na wywiezienie zdobyczy punktowej z Rzymu. Zdecydowanym faworytem tego starcia było naszpikowane gwiazdami Lazio. Okazało się jednak, że klub z miasta słynnych Romea i Julii potrafi stawić potentatowi dzielny opór. Defensorom przyjezdnych udało się zneutralizować Djibrila Cisse i Miroslava Klose, a gdy dochodziło do sytuacji strzeleckich, na wysokości zadania stawał Sorrentino. Dzięki temu do przerwy na Stadio Olimpico gole nie padły. Również i po przerwie gospodarzom brakowało skuteczności. Udawało się im znaleźć w korzystnej okazji, stwarzać groźne sytuacje, oddawać strzały. Jednak w ich grze czegoś brakowało i to nie pozwalało im na przedarcie się przez szyki obronne Chievo. Goście zażarcie walczyli o czyste konto, gdyż tylko to dawało im jakąkolwiek zdobycz punktową i dopięli swego.
Novara – Palermo 2:2
Wydawało się, że słabiutka Novara nie będzie stanowiła większego problemu dla walczącego o europejskie puchary Palermo. Tymczasem faworyt od samego początku musiał się niemiłosiernie męczyć z ekipą walczącą o utrzymanie w Serie A. Prowadzenie udało się przyjezdnym objąć dopiero po 20 minutach gry. Co ciekawe, autorem trafienia okazał się obrońca Novary, Ludi. Mający gola przewagi goście próbowali podwyższyć wynik, lecz nie radzili sobie z obrońcami rywali. Sprawę utrudnił im dodatkowo Ilicić, którego sędzia na 120 sekund przed przerwą odesłał do szatni za czerwoną kartkę. W drugiej połowie Sycylijczycy mogli sprawiać wrażenie niechętnych do dalszej gry ofensywnej. Mieli w końcu trafienie więcej, a zadania Palermo nie ułatwiała gra w dziesiątkę. Mimo wszystko, kiedy nadarzyła się dobra okazja, gracze Bortolo Muttiego ją wykorzystali i na 2:0 podwyższył Bertolo. Jednak zaledwie 240 sekund później gola kontaktowego strzelił Mazzarani i zrobiło się nerwowo. W końcu gra w przewadze Novary zrobiła swoje i gospodarze doprowadzili do remisu. W 85. minucie dał jej go Rigoni. Dzięki temu trafieniu gospodarzom udało się wywalczyć bezcenny punkt.











